Wywiad z zespołem Victorians – Aristocrats’ Symphony

Niebanalna nazwa zespołu, ciekawy image, zainteresowanie epoką wiktoriańską. Skąd to wszystko się wzięło?

Vi: To wszystko jest wynikiem kilkuletniej współpracy całego zespołu oraz poszukiwań “złotego środka”. Przeszliśmy długą drogę od typowego gotyckiego metalu do tego, co prezentujemy dziś przed wami. Każdy z nas przedstawia swoją estetyką coś, co dla niego jest bardzo bliskie. Z jednej strony nasz image jest spójny, a z drugiej – bardzo indywidualny. Co do samej nazwy Utis ma dużo do powiedzenia w tej kwestii 🙂

Utis: Wszystko zaczęło się od pierwszego utworu, który powstał na jednej z prób… są takie melodie, utwory, których się nie wymyśla, ale które naturalnie z człowieka wypływają i tak było w tym przypadku. Utwór, który na naszej płycie skrywa się pod tytułem “Prince od Night”, wcześniej – w momencie powstania – otzymał roboczy tytuł “Victorian”. To, jak mi się wydaje, był symboliczny początek nowego zespołu, nowej stylistyki i estetyki melodii. Doszliśmy do wniosku (a nie przesadzę ze stwierdzeniem, że na rozmowach spędziliśmy dziesiątki godzin), że nie chodzi już tylko o muzykę, a raczej o tworzenie nowej rzeczywistości. Trudne? Tak, bardzo! Ale nie niemożliwe!!!

I właśnie takim wspólnym mianownikiem, takim czasem, w którym czujemy się dobrze jest epoka wiktoriańska, a więc i wszystkie treści, które wytworzyła – one nas inspirują. Stąd nazwa (w formie rzeczownika :), która nazywa artystów, tworzących właśnie w tej epoce.

Jak Wasz niecodzienny image jest przyjmowany przez publiczność na koncertach?

Vi: Od pierwszego występu spotkaliśmy się z gorącym przyjęciem i “otwartymi buziami” 🙂 Wspólne zdjęcia i autografy są czymś, co hołduje naszej próżności 😉

Utis: Od początku wiedzieliśmy, że Victorians to nie będzie tylko muzyka… to miały być: doświadczenie, synestezja, ekspresja karmiąca wszystkie zmysły… Image jest w tym wszystkim bardzo istotny i widzimy – po reakcjach – że publicznośc to rozumie i widzi, że to, co robimy, jest szczere!

Za Wami debiut płytowy. Opowiedzcie coś o tej płycie. Skąd inspiracje na teksty, kto tworzył muzykę?

Vi: Muzyka w kontekście kompozycji pojawiała się spod “każdej dłoni”, każdy z nas ma w tej kwestii swoje pomysły. Natomiast jeżeli chodzi o przygotowanie finalnych wersji to proces był podobny w przypadku każdego utworu. Ktoś z nas proponował motyw główny, który potem ubieraliśmy w kolejne instrumenty. Najwięcej pracy było zawsze ze znalezieniem odpowiedniej linii melodycznej bo w przypadku tej płyty wiele pomysłów wyszło od riffów gitarowych 🙂 Za większością tekstów stoi Utis.

Utis: Płytę nagraliśmy w częstochowskim MP Studio u niezastąpionego Mariusza Piętki. To była cudowna przygoda, chociaż nie zabrakło w niej nagłych zwrotów akcji i małych dramatów. Na szczęście profesjonalizm i opanowanie Mariusza pozwoliły nam przejść przez wszystko zwycięsko!

W utworach, które udostępniliście na swojej stronie słychać orkiestrowe brzmienia. Czy nagrywaliście z prawdziwą orkiestrą i czy trudno było debiutującemu zespołowi pozyskać całą orkiestrę do współpracy? Wszak nie jest to proste ani tanie.

Utis: Okazuje się, że wynajęcie orkiestry to coś absolutnie normalnego, ale nasz budżet nie był na to przygotowany. Nie sądzę jednak, aby wyszło to ze szkodą dla całości partii orkiestracji.

Vi: Zadbaliśmy o to, aby pomimo braku prawdziwej orkiestry uzyskane brzmienie było możliwie jak najlepsze. Mimo wszystko udało się nam obejść bez użycia syntezatorów i na płycie możecie usłyszeć dźwięki prawdziwych instrumentów.

Czy płyta jest lub będzie promowana singlem? Planujecie nakręcenie klipu do jakiegoś utworu z płyty?

Utis: Na singiel wybralismy utwór “In the End”, opowiadający o odkrywaniu kobiecości i samotności wśród obojętnych ludzi, ale jest to także tekst o nadziei. Oczywiście to utwór z kluczem, ale nie musimy zdradzać wszystkich tajemnic, prawda?

Vi: Mamy już scenariusz klipu oraz gry komputerowej, których wydanie planujemy jeszcze przed końcem roku. Zapewniam, że jest na co czekać!!!

W związku z wydaniem „Revival” ruszacie w trasę koncertową, co szykujecie dla słuchaczy, jakie niespodzianki? Czego mogą się spodziewać po Waszych występach?

Utis: Na pewno nie zabraknie dobrej zabawy i niepowtarzalnych przeżyć. Z koncertu na koncert staramy się dać z siebie więcej i stale ulepszać naszą sztukę pod każdym względem. Z pełnowymiarową trasą musimy trochę poczekać, chcemy mieć pewność, że wszystko będzie dobrze zorganizowane. Tymczasem będzie nas można zobaczyć na mini trasach i pojedynczych występach z różnymi wspaniałymi zespołami. 15 grudnia, na przykład, wystąpimy we wrocławskim klubie „Łykend” z japońskim zespołem BlackLine, serdecznie zapraszamy.

Jak myślicie, czy muzyka taka jaką gracie czyli szeroko rozumiany gotyk/metal/metal symfoniczny ma w naszym kraju szanse powodzenia? Nie jest to muzyka promowana w mediach a mimo to ma swoją wierną publiczność, ale jak dotrzeć z tym do masowego odbiorcy?

Vi: Myślę, że w Polsce to się rozejdzie “pocztą pantoflową” 😉 Ludziom naprawdę podobają się nasze koncerty, o czym może zaświadczyć ilość LIKEs, jakie dostajemy w związku z koncertami. Wydaje mi, że w Polsce jest taka sytuacja, że ludzi po prostu nie stać na płyty (bo trzeba najpierw zaspokoić podstawowe potrzeby), ale takiej muzyki słucha naprawdę wielu rodaków. Brak zainteresowania ze strony mediów nas nie powstrzyma, a jedynie spowolni to, co nieuniknione 🙂 Wiemy, że dowiedzą się o nas ludzie zainteresowani naszą estetyką dźwięku.

Utis: Najlepszą promocją dla nas są koncerty! A grać koncerty dla polskiej publiczności, to cudowne doświadczenie. Wiele, bardzo wiele zespołów uważa, że mamy najlepszą publiczność na świecie! Nie sposób się z tym nie zgodzić!

Pytanie do Eydis: Brałaś lekcje śpiewu klasycznego czy jesteś samoukiem?

Eydis: Może to nie będzie nic oryginalnego, kiedy powiem, że zaczęłam śpiewać już w dzieciństwie, oczywiście nie był to śpiew operowy, chociaż w domu słuchaliśmy także muzyki klasycznej i arii operowych. Wszystko się zmieniło kiedy założyłam ze znajomymi amatorski zespół muzyki dawnej i postanowiłam dostać się do szkoły muzycznej.  Oczywiście wszystko potoczyło się nie tak, jak wtedy chciałam, zamiast “na instrument” dostałam się “na śpiew”, co wywróciło mi świat do góry nogami, ale nigdy tego nie żałowałam. Potem przyszła Akademia Muzyczna, gdzie nadal szlifowałam swój głos. Odpowiadając więc na pytanie, owszem uczyłam się śpiewu klasycznego 🙂 i dzięki temu mogę wykorzystywać nabyte umiejętności w Victorians, aby urozmaicić linię wokalu i nadać utworom charakterystycznego brzmienia 🙂

Na koniec, chcielibyście coś przekazać Waszym fanom, lub jeszcze osobom nie znającym Waszej muzyki? Jakoś zachęcić do zapoznania się z twórczością Victorians?

Vi: Myślę, że Polska nie musi się już czuć jak brzydkie kaczątko na scenie symfonicznego metalu. Wiem, że godnie będziemy reprezentować Polskę na międzynarodowej arenie i mam nadzieję, że będziemy mieli pełen support rodaków 🙂