Wywiad z Fatclicks

Fatclicks jest głogowskim zespołem, jednak mieszkacie w rożnych miastach. Jak odległość między poszczególnymi członkami wpływa na przeprowadzanie prób i pracą nad nowymi utworami?
Odległość niestety nam nie pomaga. Przez nią ilość prób jest mniejsza niż kiedyś, jednak radzimy sobie w inny sposób, chociażby nagrywając nasze pomysły i rzucając je na wspólny „warsztat” czyli naszą zespołową pocztę. Tym sposobem każdy coś dogrywa i tak powstaje utwór, który już ograny w domach ćwiczymy na próbie. Każdy z nas gra w innych zespołach więc możemy te próby robić i w Poznaniu i we Wrocławiu i oczywiście w Głogowie.

Po roku przerwy w 2010 reaktywowaliście się, jednocześnie wydaliście też EPkę „Odnova”. Teraz szykujecie się do wydania kolejnej, czy na tej nadchodzącej będzie więcej utworów niż na poprzedniej? Czy jesteście w stanie podać termin jej realizacji?
Tym razem nagramy LP gdzie postaramy się zmieścić więcej niż 10 utworów. Część z nich będzie z poprzednich wydań ale nagrana na nowo. Kilka utworów będzie całkiem świeżych. Mamy plan aby krążek pojawił się późną wiosną lub z początkiem lata przyszłego roku.

Co zdecydowało o tym, że postanowiliście reaktywować zespół? Jak ta przerwa wpłynęła na Waszą twórczość?
Po odejściu Tomka każdy z nas zajął się swoimi projektami m in. z Matem graliśmy w innej głogowskiej formacji All Your Sins grającej metal core. Wygraliśmy nawet jeden festiwal. Myślę że każdy z nas, poprzez tą przerwę, nabył innych (dotąd może nie wymaganych) umiejętności. Podniósł skill w swojej dziedzinie. Przerwa dała nam też czas na przemyślenia co robimy dalej i w jakim kształcie. Wtedy doszedł do nas Adaś i nagraliśmy „Odnovę”.

Na swojej stronie na Facebooku piszecie, że obecnie idziecie „w kierunku soczystego mocno osadzonego rockowego brzmienia z lekkim metalowym zacięciem.” W ostatnim czasie bardzo modny jest nu metal, spotkałam się również z nielicznymi opiniami, które kwalifikują Fatclicks do tego gatunku. Jak Wy podchodzicie do tego rodzaju muzyki?
Staramy się nas nie szufladkować, bo każdy z nas preferuje inne gatunki więc możnaby się doszukiwać w naszej muzyce w sumie każdego rodzaju. Jako zespół nu-metalowy określano nas zawsze i my się na tą „szufladę” specjalnie jakoś nie obrażamy. 🙂

Istniejecie już od wielu lat, w 2009 roku świętowaliście swoje dziesięciolecie. Można powiedzieć, że posiadacie niemałe doświadczenie w promowaniu Waszej twórczości. Waszym zdaniem, co stanowi w Polsce największą barierę w wybiciu się na większe niż lokalne sceny dla zespołów grających muzykę alternatywną?
Zakładając, że zespół już zdobył spore doświadczenie i obycie ze sceną chyba tylko pieniądze. W dzisiejszych czasach talent i chęci niestety już nie wystarczą.

W swoim repertuarze Fatclicks posiada utwory w języku polskim oraz anglojęzyczne. Bongo, jako wokaliście, w którym języku lepiej się Tobie śpiewa?
W ojczystym. Anglojęzyczne odeszły już koncertowo dawno w zapomnienie. Choć nie poleciały ostatecznie do kosza. W planach mamy wrzucenie ich ponownie na warsztat i napisanie ich po polsku.

Wielu artystów teksty woli pisać w języku angielskim, a nie w polskim. Co skłoniło Was do opisania tekstów w języku ojczystym?
Po polsku słuchacz od razu wie o czym śpiewam po angielsku już nie do końca. Zresztą łatwiej mi pisać po polsku. Mam pełną kontrolę nad słowem.

Jakie zespoły są dla Was największą inspiracją?
Ojoj tu by miejsca nie starczyło. Kiedyś wszyscy wspólnie jaraliśmy się Incubusem Deftones, Kornem czy Sevendust. I dalej się nimi jaramy. Ogólnie dużo słuchamy różnych kapel nowych jak i starych, więc inspiracja czai się za każdym rogiem… 🙂

Przed laty graliście na zagranicznych scenach, czy odczuwacie brak tych koncertów? A może planujecie w niedługim czasie gig za granicą, choćby w celu promocji nowej EPki?
Epka już niestety nie jest taka nowa więc teraz staramy się skupić na tworzeniu jak już wpominałem nagrywamy płytę więc jest co robić. A nie jest to proste chociażby dlatego, że Adaś ma dwie trasy koncertowe czy to z Plum czy z Mastrubatorem, a Dudek jeździ po europie za Emergenza Festival. W tym roku nie zapowiada nam się wyjazd zagraniczny ale napewno zagramy przynajmniej 2 koncerty w kraju.

Od czasu reaktywacji graliście z Luxtropedą, można Was było usłyszeć w 2011 roku na Dniach Głogowa, ostatnio zaś na I Głogowskiej Nocy Rockowej. Oprócz kilku koncertów we Wrocławiu w 2010 roku, przeważnie gracie w Głogowie. Czy w nadchodzącym czasie planujecie koncerty innych miastach?
W 2010 były jeszcze 2 koncerty w Poznaniu i tu rzeczywiście w roku następnym nie było szału. Poznań i Wrocław możnaby rzec mamy „zdobyty”. Miło jest widzieć te same twarze na koncertach przychodzące tylko dla nas. Napewno chcemy uderzyć do mniejszych miejscowości i po nagraniu płyty pojechać wszędzie gdzie się da.

Jaka najzabawniejsza sytuacja przydarzyła się Wam podczas koncertu, którą wspominacie po dziś dzień?
Pamiętam jak graliśmy na imprezie „900 lat Żagania” to było w 2002 roku. Spotkaliśmy na niej Pana Witka z Atlantydy. Nie dość że nastroiliśmy mu wiosło to jeszcze z nami wystąpił. Organizatorzy pospadali z krzeseł 🙂

Na I Głogowskiej Nocy Rockowej Wasz występ poprzedziły koncerty innych zespołów, w tym legendarnej Armii. Mimo późnej pory na Waszym koncercie zdecydowało się zostać dość spore grono publiczności. Co czujecie w takich sytuacjach gdy widzicie, ze ludzie chcą zostawać by Was posłuchać i bawić się przy Waszej muzyce?
Mało tego. Część ludzi przyszła dopiero dla nas. To był fajny zastrzyk energii. Jest to dla nas najważniejsza nagroda za to co robimy. No bo w końcu istniejemy dla ludzi a nie dla samego faktu grania. A jeśli czujemy że jest dla kogo to jest to dla nas fantastyczna motywacja do dalszej pracy.

Gdzie lub na jakim festiwalu najbardziej chcielibyście zagrać?
Od zawsze marzyliśmy o zagraniu na Przystanku Woodstock na dużej scenie.
Popatrzeć na te kilkadziesiąt tysięcy ludzi ze sceny to zapewne wspaniałe uczucie. Chciaż jakbyśmy mieli zagrać na Rock Am Ring to też się nie obrazimy 🙂

Agneta