„Wake Me Up Before You Fuck Me” – pocztówka z krainy subtelnej melancholii.

„Gehenna” – taki miał być tytuł płyty, która dostała jednak nieco bardziej wyrafinowane imię. I to nie jedno. „Wake me up before you fuck me” lub „Zbudź mię zanim pocałujesz” – wybór należy do ciebie. Zaskakująca wolność wyboru jaką podarował nam twórca płyty, basista Grzegorz Dyduch jest wielce niespotykana. Jednak jeśli nie spodoba nam się grzeczniejsza wersja tytułu w języku polskim to nic straconego. Polski, grzeczniejszy tytuł umieszczony jest na niezależnej, czarno-białej kartce pocztowej, którą możemy komuś wysłać, jednocześnie pozbywając się jej raz na zawsze. Nazwijmy ją pocztówką z Krainy subtelnej melancholii, bo taka właśnie jest ta płyta.
Patrząc na jej okładkę, nazwę, kolorystykę nie sposób pozbyć się wrażenia, że artyści z zespołu Świetliki figlarnie bawią się nami. Ale w taki sposób, że ta gra jest przyjemna również dla ofiar tej zabawy. Album pełen kontrastów, zamierzonych literówek, swoistego słowotwórstwa… Wiele niedomówień, urwanych zdań, przerwanych kontekstów i zaskakujących odniesień.

Choć twórca płyty, nie chce zdradzić źródła intrygującego tytułu albumu, jego konstrukcja sama podsuwa nam pomysł na jego pochodzenie. Czy nie przypomina wam kultowej piosenki zespołu Wham!? ” Wake Me Up Before You Go-Go”! Jeśli i tutaj autor chciał zastosować metodę kontrastu, to wszystko się zgadza. Kontrowersyjny tytuł będący podpisem do zdjęcia z pętlą, jako kontrast do wesołej piosenki disco? Czemu nie! A Jeśli spodziewamy się po okładce, że i wnętrze będzie koloru smutnego… Srogo się zdziwimy – płyta oczarowuje nas subtelnym różem… 😉 Kolejny kontrast i za chwilę znów kolejny, bo jak można łatwo zgadnąć – treść płyty nie będzie taka jak jej kolor. 
„Jimi Czeczen”, otwierająca album nostalgiczna melodią piosenka, zdominowana przez rymowane „nie być, nie być” to ironiczny rechot, a może trochę też zarzut wobec swoich wielkich, sławnych kolegów ze świata muzycznego. Artystów, którzy grają kilkuletnie trasy pożegnalne i jednak jeszcze są. W jednym z wywiadów, autor tekstu Marcin Świetlicki, nazwał to zjawisko wykorzystywaniem swoich fanów, więc można tę piosenkę nazwać buntem wobec powszechnej, już na wielką skalę praktyki. W teledysku, po latach wystąpił znowu Bogusław Linda. Kojarzony także wcześniej z twórczością ze Swietlikami. 
Jako drugi, w Świetlikowej oprawie wybrzmiewa przepiękny, przygnębiający wiersz „Ulica Szarlatanów” Gałczyńskiego – ważnego i bliskiego poety dla Marcina Świetlickiego. Ulica Szarlatanów to dziwnie poruszający utwór, który niekoniecznie przedstawia szarlatanów w niechcianym, złym świetle, a raczej ich usprawiedliwia. Prawdopodobnie szarlatan Gałczyńskiego to nie wykorzystywacz ludzkiej naiwności, a ktoś kto szybuje w nieco bardziej marzycielskich rejonach niż ogół ludzi. Poeta, alkoholik, artysta… Choć postać nieco upadła, to jednak wrażliwa i romantyczna. Mówi o tym bardzo silna konkluzja, prośba o uniewinnienie:”Odpuść grzechy szarlatanom, Panie Boże, wszak Ty jesteś takim samym szarlatanem.” Nie sądzę , żeby słowa te dało się wyśpiewać, piękniej przejmująco. To wiersz jakby przeznaczony Jego ustom. Ustom Świetlickiego. 
Trzecią piosenką są ” Śmiertelne piosenki”. Jeśli ktoś kiedykolwiek zastanawiał się, gdzie jest jeden z najciemniejszych obszarów przygnębienia… To ten adres jest tutaj! Jednak mimo emanującego smutku jaki niesie ze sobą ta piosenka… Pokochałam ją od pierwszego usłyszenia i będę do niej wracać. Tutaj już mamy niezamierzone nawiązania do koszmarnej kwarantannowej tułaczki”kochanie, to moje śmiertelne piosenki,z kuchni do łazienki, z łazienki do kuchni, z kuchni do przedpokoju” 
Jednak coś mi mówi, że to piosenka trochę o Bogu, trochę o osobistym aniele… A może to te same postacie? „to są moje śmiertelne piosenki wrzeszczane na torach kolejowych w śniegu i nocy,a on idzie przede mną, życzliwie słucha, życzliwie, ale niezauważalnie,starzeję się śpiewając, usiłując wyznać jego obecność,dostrzegając tylko banalną i krzykliwą, prostą i trywialną śmierć,kochanie, śmierć, a to za mało.”
Album „Wake Me Up Before You Fuck Me” to nie tylko depresyjna droga w otchłań. Choć nie każdy lubi takie niespodzianki, w połowie trafiamy na psychodeliczny, lekko irytujący ale wesoły utwór, którego treścią jest jedno słowo, będące również tytułem. „Dyndełe”. Odnosi się wrażenie że to nie tylko muzyczny psikus, ale i odpoczynek. Przerywnik na otrząśnięcie się z melancholijnego snu w jaki wprowadziła nas pierwsza część albumu. A co to „Dyndełe”? Może rozbudowane słowotwórstwo od nazwiska basisty? (Dyduch). A może czarno-humorzaste nawiązanie do okładki? (skojarzenia: sznur – dyndać). Jakby nie było, nie pasujący bit i dźwięk rozstrojonych skrzypców, to coś co nie każdemu się spodoba, ale każdemu da chwilę wytchnienia. 
Druga część przewrotnie, daje nam trochę więcej nadziei i trochę więcej beznadziei. Ale to właśnie ona przyniosła mi moją ulubioną piosenkę z całej płyty, jeśli nie z całej twórczości zespołu! „Pchaj Mój Jurny Welocyped Przez Wegańskie Łąki Zen” (szareliście). Skąd ten tytuł? To kolejny rechot, tym razem w stronę tytułu książki naszej świeżej noblistki. Tak czy inaczej, wybieram tytuł w nawiasie. „Sza-re, sza-re, szareliście. Wrze-sień wrze, chociaż lipiec.” To kolejna pieśń Świetlickiego, która uzurpuje sobie prawo tylko jednego wykonawcy. Jest mistrzowską zabawą sylabami, zabawą słowami. Otulona przecudownym rockiem z dziedziny progresji. Jest poruszająca do granic możliwości. 
Na pożegnanie poeta żegna nas wyśpiewaną utopijną wizją szczęśliwego świata, brzmiącą jak powrót do normalności po ataku pandemii, która nam ją zabrała. Pojawia się rynek, otwarte o każdej porze restauracje, przyjaciele, jedyna cyganka w mieście, rozmowy, obecność… Za czym jednak tak naprawdę tęsknił autor, skoro piosenka napisana została jeszcze przed pandemią? Może za rajem? Jego tęsknota przewidziała nasze. Wierzmy, że i wizja się spełni. 


Garść suchych faktów:
-Płyta została nagrana na przełomie 2019/2020 roku. -Jest to 8 płyta zespołu, w przeciągu 28 lat jego istnienia. -W teledysku „StuBiegónuwka” występuje Julia Kamińska, aktorka znana z wielu seriali, m.in. „Brzydula” -Tak, jest jeden aspekt, który mi się nie podoba. Nieśmieszne i bezsensowne przemówienie na końcu, o którym nie miałam ochoty wspominać w recenzji, gdyż ono tam w ogóle nie pasuje. 

8 kropel krwi na 10

Lady Evelyn