Tomasz Danielewicz (HATEERA/In Memory of Madness)

1. Po trzech latach  HATEERA, wróciła pod zmienioną nazwą In Memory of Madness. Skąd decyzja o zmianie i czemu akurat taka nazwa? Kto ją wymyślił?  

To bardzo dobre i ciekawe pytanie. Trzy lata temu, zamówiliśmy wraz z Piotrem, czyli z gitarzystą  HATEERA, nowe instrumenty. 8 strunowe gitary. Materiał na nową płytę był nagrywany tuż przed wejściem do studia na tzw. setkę. Aby sprawdzić jak on wygląda i czego można się spodziewać. W 2014 powstały zupełnie nowe utwory na pierwszą płytę zespołu. Przed wejściem, a był to luty 2015, do studia Michał, nas perkusista zakomunikował, że rezygnuje ze współpracy z nami, ale nagra nam partie perkusyjne. Materiał był szybki i fajny. Typowy thrash death metal. Po jego odejściu to już nie było to samo. Zostało nas trzech. Skoro były nowe instrumenty i nowe pomysły, zaczęliśmy je realizować za namową Maćka z Mandragora Studio. Jeden po drugim. I kolejny. Współpraca z nim szła bardzo sprawnie. To on w dużej części przyczynił się do kierunku w jakim poszliśmy.  Z resztą, pierwszą EP’kę też nagraliśmy u niego w studiu. Zajął się reżyserią dźwięku i produkcją.  Zrealizowaliśmy pod jego okiem dziewięć nowych utworów. Nie był to już rasowy thrash death metal, to było już coś zupełnie innego. Moc death metalowa, trochę corova z elementami psychodelicznymi. Skoro poszliśmy w innym kierunku to i nazwa powinna się zmienić na taką, która będzie nawiązywała do tego co robiliśmy i żeby przejawiała schizofrenię. Wymyśliliśmy ją razem z Mariuszem. Długo zastanawialiśmy się nad tym, czy kontynuować granie pod starą nazwą, czy rozpocząć nowy rozdział. Niestety, doszliśmy do klarownego wniosku. Trzeba było zamknąć jeden rozdział, a drugi otworzyć. Zmiana nazwy dla kapeli zazwyczaj jest trudna. Liczymy na to, że może coś jeszcze pod nazwą HATEERA nagramy. Mamy plany skomponować jeden numer. Rozmowy wstępne już nabierają rumieńców. No zobaczymy. Ale to na dziś jest temat bardzo płynny. To była chyba dobra decyzja bo nie zamykamy sobie drogi na przyszłość.

2. Dlaczego kazaliście na siebie czekać tak długo? Co było spowodowane taką przerwą? 

 Zmiany personalne jakie przechodziliśmy i praca nad zupełnie nowym materiałem wymusiła taką przerwę. Wcześniejsze odejście Hoffmana, którego staraliśmy się zastąpić kimś innym, a następnie rezygnacja ze współpracy Michała, czyli kluczowych muzyków, było dość niespodziewane i trochę logistycznie uciążliwe. Mieli inne plany i my to rozumiemy. Nadal jesteśmy w kontakcie i mamy ze sobą dobre relacje. 

 Kolejną kwestią było odejście gitarzysty The Sainta. Tu sprawa była inna. Związana z planami rodzinnymi, nie muzycznymi. Prywatnie jesteśmy braćmi, więc szanujemy jego decyzje, gdyż było to związane między innymi z przeprowadzką. Temat się rozsypał. My z Mariuszem kontynuowaliśmy pracę nad nową HATEERA, które jeszcze nie nazywała się… in Memory od Madness. 

 W tym samym czasie skleciliśmy do kupy inny, nowy projekt, o nazwie Dr. J-Kill. To nas też pochłonęło bez reszty na dłużej. W nowym projekcie pisaliśmy muzę, teksty itd. Równolegle skupiliśmy się na liryce do… in Memory of Madness. Nowa muzyka wymusiła napisanie nowych tekstów. A to nie jest łatwa sprawa. W tym pomogła nam uzdolniona koleżanka Agata, która nam napisała teksty po angielsku. Kawał dobrej roboty wykonała. 

 Kiedy byliśmy bliżej końca prac nad tekstami, studio zostało zlikwidowane. Normalnie mieliśmy pod górę. Ja już osobiście zacząłem stawiać krzyżyk na materiale do iMoM. Mariusz twardo i konsekwentnie chciał osiągnąć założony cel. Sporo czasu zajęło nam znalezienie i ustalenie warunków pracy w nowym studio. No, ale udało się. I tak powstał „Delusion”. 

3. Gratuluję świetnego singla "Delusion", który zapowiada Waszą EP'kę o tym samym tytule. Opowiedz coś o tym kawałku.  

 Dziękujemy za miłe słowa. Cztery miesiące pracy nad klipem nie poszło na marne. Kiedy powstawał obrazek do Delusion, w nowym studio byliśmy na etapie nagrywania basu i miksowania numeru. Grzesiek z Goya zrobił kawał dobrej roboty. Pomógł nam niesamowicie. Gość ma słuch i dużo wniósł do naszej muzyki. Trudność polegała głównie na tym, aby odnaleźć się w tym co otrzymał ze studia Mandragora, w którym rozpoczęliśmy pracę nad materiałem. Łatwo nie było. Każdy realizator ma inny system pracy i inne oprogramowanie. Tu bardzo pomógł Mariusz – wokalista. Razem rozpracowywali tę plątaninę riffów i różnych dźwięków. Powstał szkielet, który zaakceptowaliśmy. 

 Niesamowity wkład na materiał miał Łukasz z NOKO, który nam zrobił całą linię basową. Szalenie zdolny muzyk. Panowie trzymali mnie w napięciu przed usłyszeniem linii basowej. To było to. Slap się pięknie wpisał w całokształt numeru. Tekst widać, więc zapraszam do lektury… Może nie zwiększymy czytelnictwo w kraju , ale może kogoś zainteresuje i poczyta. Hahahahahahaha! 


 

4. A propos, kiedy ukaże się EP'ka "Delusion"?  Mam nadzieję, że nie trzeba będzie czekać na nią kolejne 3 lata?

 Hahahahahahahha! Tego nie wie nikt. Mam nadzieję, że szybciej niż nam się wydaje. Powoli zaczynamy pracę nad kolejnym numerem. Mocniejszym i bardziej dynamicznym. Zamykamy już z Mariuszem studyjną pracę nad EP’ką Dr. J-Kill i bierzemy się za materiał iMoM. Pracujemy równolegle nad dwoma różnymi materiałami. Myślę że jeszcze kilka miesięcy. Raczej na premierę liczyłbym w 2019 roku, nie wcześniej. Praca zawodowa i obowiązki rodzinne trochę nas pochłaniają. Pewnie to będzie wiosna. Zobaczymy. 

5. Jest singiel, będzie EP'ka, a co z koncertami? Planujecie? 

 To kolejne trudne, jak nie najtrudniejsze pytanie. Na ten moment podjęliśmy decyzję, że będzie to projekt studyjny. Nie zależy nam na koncertowaniu, bo nie zawsze czas nam na to pozwala. Nie liczymy też na sławę czy splendor. Robimy muzykę głównie dla słuchaczy, no i dla własnej satysfakcji. Praca w studiu daje nam niesamowitą radość. Problem w tym, że jesteśmy obecnie duetem i moce sprawczo-muzyczne nie są tak duże jak w przypadku kompletnego składu. Jak sklecimy do kupy 9 numerów, które są już przygotowane, w tym jeden cover z lat 80-tych to zobaczymy. Nie mamy ciśnienia. To nie są wyścigi. Jeśli się komuś nasz materiał spodoba to będzie super.

 Kolejny numer, za który się bierzemy będzie bardziej agresywny. Chcemy konsekwentnie doprowadzić do końca to co zaczęliśmy 3 lata temu. Nie szukamy wytwórni. Nie liczymy, że ona do nas sama przyjdzie. Bo niby jak. Co ma być to będzie. Kochamy tę robotę i tyle. Koncertów jednoznacznie nie wykluczamy, choć na dzień dzisiejszy pozostaje YouTube i inne nośniki.

Z Mariuszem świetnie się dogadujemy i prywatnie się przyjaźnimy odkąd przyszedł do HATEERA jesienią w 2012 roku. Razem działamy jeszcze w innych projektach muzycznych. Nie wiem, co będzie za rok. Może to się niedługo zmieni. Jak zrobimy Ep’kę „Delusion” i ogarniemy pozostały materiał, to się zastanowimy. Bardzo byśmy chcieli grać koncerty, tyle że na ten moment, czas nam na to nie pozwala. Ale kto wie? Nic na siłę.  

6. Niedawno miałam okazję rozmawiać z Tomaszem Radzikowskim z Black Altar, Spirits Way i One Shot Eye, który powiedział mi, że młodym zespołom ciężko jest wybić się w Polsce. Lepiej wyjechać za granicę i tam próbować swoich sił. Co Ty o tym sądzisz? Zgadzasz się z tym poglądem?

 Tak mi się wydaje. On to zna z autopsji. Dzięki temu ma porównanie. Tu jest inaczej. Wszystko sam musisz organizować. Za każdym razem. Grasz czasem za zwrot kosztów podróży lub opcjonalnie to co z biletów zostanie po opłaceniu nagłośnienia. I jeszcze możesz zostać wykiwany. Takie są koszta wyrabiania sobie marki. Nie próbowałem grać w kapelach za granicą, więc skoro Tomek tak mówi, to tak jest. Znamy się wiele lat i przeprowadziliśmy na ten temat sporo rozmów. 

Mam wrażenie, że w tym kraju jest więcej muzyków niż słuchających!  Hahahahahahhahahaha! 

 Tutaj zespoły, które wyprzedzają swoją „epokę” już były i zabłysnęły tylko na chwilę. Przykładowo KOBONG, Flapjack czy Albert Rosenfield. Tu musisz grać to co inni znają. Nie ma miejsca na jakieś nowinki stylistyczne. Musisz mieć własną szufladkę. Nawet duże stacje radiowe są jak konserwy. Bez otwieracza trudno się dostać. Stacje internetowe chętnie współpracują z niszowymi kapelami, lecz zasięg jest znikomy. Dziwne. Ale takie są realia.

 Bardzo dużo zależy też od zespołów. Młodzi muzycy, często sami nie wiedzą czego chcą. To jest jedna z przeszkód w rozwoju muzycznym kapeli i jej dalszej działalności. Ważna w muzyce jest ciężka praca, determinacja i konsekwencja w działaniu i najważniejsze to umiejętność dochodzenia do kompromisu, jeśli chcesz osiągnąć sukces to te warunki muszą być spełnione, ale nie daje to 100% gwarancji. Na pewno istotnym czynnikiem jest też szczęście. Bez tych elementów, nie można liczyć na zaistnienie na rynku muzycznym.

 Mało jest w tym kraju niszowych wytwórni, które posiadają zaplecze aby wydać płytę, promować ją, wesprzeć doświadczonym opiekunem. Coś na wzór Megaforce Rocords, gdzie Jon Zazula wypromował kapele takie jak Anthrax, Metallica, Overkill czy Testament. Ktoś kto pomoże lub zorganizuje koncerty czy wsparcie marketingowo – PR-owe. U nas to słabo wygląda. 

7. Na Waszym Facebook'u można wyczytać, że obecnie zespół tworzą tylko dwie osoby: Ty i Mariusz Chojecki. Co z resztą ekipy? Będziecie kogoś szukać? 

Do IMOM nie będziemy szukać muzyków, choć tej opcji do końca nie wykluczamy w przyszłości. Nie ukrywam, że przeleciało nam przez myśl pójście z tym dalej i dogadać się z kilkoma muzykami. Na ten moment to projekt studyjny. Bawimy się muzyką, bo lubimy pracę twórczą. Z Mariuszem świetnie się dogadujemy i obecnie skupiamy się na dokończeniu EP'ki i zrobieniu reszty numerów. Jak mówiłem wcześniej może z HATEERA coś nagramy po nowym roku. Planujemy zrobić jeden numer. Zobaczymy co przyniesie życie. 

Ten wpis został opublikowany w kategorii News. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.