Sunrise Black

W ubiegłym roku wydaliście debiutancki krążek „Omnia pro Patria”, na którym to znalazło się 5 kompozycji. Mógłbyś, nam nieco przybliżyć ten album, opowiedzieć o nim kilka słów i zachęcić ludzi do przesłuchania?
Wilq
: Uch! W gruncie rzeczy mógłbym na ten temat skrobnąć całkiem sążnisty elaborat. Powiem tak: „Omnia pro Patria”, to zjawisko w swojej klasie całkiem wyjątkowe. Schody zaczynają się już w momencie, gdy mam nazwać nasze rzępolenie, Neoclassical Death Metal? Progressive Extreme Metal? Extreme Cold Wave? Naprawdę nie mam pojęcia. Opisowo rzecz ujmując, granie to oparte jest na rozbudowanych aranżacyjnie polifoniach gitarowych, od trzech do ośmiu linii gitar, z fortepianem jako instrumentem prowadzącym, ambientowymi wstawkami, oraz bogatymi formalnie, często polifonicznymi partiami wokalnymi, opartymi na kontraście pomiędzy znakomicie ustawionym, szkolonym głosem Vau’a a moim bardzo niskim growlem. W sferze lirycznej też jest dość różnorodnie… „DZIADY I PUSTY WIECZÓR” – króciutka kompozycja, pełniąca poniekąd funkcję intra, bez tekstu, ale tytuł jest dość jasny, a jego kontynuacją jest: „FIREFEST”- traktuje o pogańskim święcie, który nasi przodkowie, nazywali „Dziadami”, oraz o reminiscencjach owych pogańskich korzeni we współczesności… Ilu ludzi teraz wie, jakie było pierwotne znaczenie i skąd się wziął zwyczaj palenia ogni na grobach? „RIGOR MORTIS I: PRO PATRIA POLONIA” – w głównej mierze poświęcona jest epopei „Czarnych Diabłów”, czyli pancerniaków gen. Maczka. Przy czym ciekawym jest to, że owe określenie zostało im nadane przez ich niemieckich przeciwników z bardzo, ale to bardzo elitarnych formacji- a to chyba o czymś świadczy… Jednak nie mogłem darować sobie jednej kwestii, poruszonej w tekście do tego utworu: mianowicie, że nie można dzielić krwi Polskiego Żołnierza na lepszą i gorszą. Precyzując moje wywody: po 89 roku zaczęły się pojawiać dziwne tezy, że Ci którzy szli z Maczkiem, Andersem, Sosabowskim, etc, czyli ogólnie od zachodu to cacy, a I i II armia WP, to ćwe. Przecież jedni i drudzy tak samo krwawili na polach największych rzezi tamtej wojny i tak samo umierali za ten kraj. Nie za rząd londyński („tfu”), czy lubelską uzurpację (po trzykroć: „tfu”). Czym się różnił Polski Żołnierz umierający pod Arnhem, Falaise czy Monte Cassino od tego, który poległ na przyczółku Warecko-Magnuszewskim, pod Budziszynem, Halbe, czy Wzgórzach Seelow? „RIGOR MORTIS II” – to jakby przedłużenie i zamknięcie utworu poprzedniego, kompozycja wyłącznie ambientowa i fortepianowa, bez wokaliz. Cisza Pobojowisk. Spokój Poległych. „LITANIA DO SZATANA”, no cóż: tekst wiadomo kogo. Kanon litanii, z rzeźnickim walnięciem na sam koniec, to „Modlitwy”… Co do mojej osobistej interpretacji i mojego subiektywnego odbioru tegoż, podaruję sobie dłuższe wywody, gdyż zajęłoby mi to naprawdę dużo miejsca, a i tak już przynudzam. Najkrócej jak to możliwe rzecz ujmując: dla mnie jest to tekst o Nadziei. Jak mam zachęcić potencjalnego słuchacza, to nie mam bladego pojęcia! Może tak: „jeżeli lubicie pokręcone granie z przytupem i walnięciem; jeśli znacie i cenicie King Crimson i Arthur’a Brwona’a z jednej strony, a z drugiej Nocturnus’a i Cynic, nie gardzicie przy tym muzyką klasyczną, to zachęcam do przesłuchania płytki. Tylko w taki sposób możecie przekonać się, czy powiodła się nam próba zgrabnego połączenia tych jakże dalekich wpływów.”

Na Waszym albumie, znalazł się jeden utwór po polsku. Ten utwór, to tłumaczenie „Litanii do Szatana” – Charles’a Baudelaire. Skąd pomysł na akurat ten tekst, dlaczego sięgnąłeś wraz z zespołem po niego?
Wilq
: Odkąd zapoznałem się z twórczością Baudleaire’a, wiedziałem, że prędzej czy później napiszę muzykę do któregoś z Jego wierszy. „Litania” była, prawdę rzekłszy, najbardziej oczywistym wyborem, choć nie wygrała od razu w przedbiegach. Jeszcze dwa teksty czekają na swoją kolej. Litania doczekała się kilku, mniej lub bardziej nieudanych interpretacji muzycznych, nie tylko metalowych… W tym aspekcie nie byliśmy więc żadnymi Amundsenami. Ale… Nikt dotychczas nie wpadł na to, żeby napisać muzykę do tych słów, według najbardziej oczywistego, narzucającego się już tytułem i formą kanonu: litanii, mianowicie. W prawdzie w naszej wersji pod koniec utworu trochę się nam z kanonem kompozycja rozjeżdża, ale szkielet tegoż jest zachowany. Od strony czysto muzycznej, bardzo intrygującym wydał mi się pomysł przeniesienia kanonu litanii na grunt muzyki ekstremalnej. Czy zrobiliśmy to dobrze i ciekawie? Nie mnie oceniać. Mogę jeszcze wspomnieć, że mimo bardzo prostej struktury, to najbardziej pokręcony rytmicznie numer na płycie, i sami dostawaliśmy przy nim białej gorączki w studiu.

Wasza twórczość, w mojej opinii jest oparta głównie na fortepianie, którego brzmienie kocham. Taki był cel i założenie Sunrise Black od samego początku powstania kapeli, czy z czasem stwierdziliście, że w takim kierunku chcecie iść?
Wilq
: Plan ten powziąłem bardzo wiele lat temu, a narodził on się na drodze spontanicznej syntezy. Otóż w czasach licealnych, będąc turbomrocznym, nihilistycznym metalowcem, słuchałem sobie na kasecie w tzw. „jamniku”, naonczas jedynej pełnowymiarowej płyty Mayhem, a po dziś dzień jedynej słusznej, prawdziwej niepowtarzanej i w ogóle: jedynej. A że w moim rodzinnym domu słuchało się strasznie dużo klasyki, w tym radiowej „dwójki”, tak się złożyło, że w momencie otwarcia drzwi od pokoju, na siekierezadę „Buried by time and dust” nałożył mi się idealnie „w punkt” fortepianowy pasaż z owej radiowej dwójki. To był chyba moment „satori”… Wtedy też sobie postanowiłem, że moje docelowe granie będzie z fortepianem jako wiodącym instrumentem. Przyszła mi ta idea tym łatwiej, że sam od zawsze uwielbiałem muzykę klasyczną, szczególnie fortepianową i organową, oraz takich wykonawców jak: King Crimson, Arthur Brown, Arthur Brown’s Kingdom Come, EL&P, Pink Floyd, Czesław Niemen, Stan Borys, SBB… Materializacja owego planu musiała jednak bardzo długo dojrzewać, mimo że z Vaue’m zaczęliśmy wspólnie rzępolić jeszcze pod koniec lat 90tych, wtedy też powstała spora część materiału zawartego na „Omnia…” oraz mnóstwo kawałków, które czekają na realizację. Wtedy jednak musieliśmy ideę zahibernować z trywialnego powodu: braku odpowiedniego pianisty. Powróciłem do tego, gdy zapoznałem się z Marvinem. Przy okazji imprezowego spotkania zaczęliśmy dyskutować o muzyce; co byśmy chcieli kiedyś zrobić. Wyszło nam, że innymi słowami mówimy o tym samym. Reszta była dającym się przewidzieć ciągiem przyczynowo-skutkowym: Marvin jako pianista, Vau na gitarach i wokalu, oraz moja skromna osoba na basie, wokalu i programowaniu bębnów, stworzyliśmy rdzeń Sunrise Black, który swoja osobą nieco później uzupełnił Fiosaiche, na podwójnym stanowisku gitarzysty solowego i bębniarza. Dalej nawet potrójnym, bo również później klawiszowca i speca od efektów dźwiękowych, chociaż w tej materii zaprezentował się na płytce tylko w utworze otwierającym materiał: krótkiej, ambientowej etiudce, spełniającej rolę intra. W pozostałych utworach wykonawcą ambientów i dźwięków klawiszowych jest gościnnie Łukasz Radecki Nasza muzyka, o czym można się przekonać na „Omnia pro Patria”, pisana i aranżowana była z myślą, że integralną i niejako frontalną jej częścią będzie żywy fortepian, oraz że poczesną rolę pełnić będą ambientowe wstawki… Ad rem: taka a nie inna idea była z góry założona od samego początku.”

Przesłuchując „Omnia pro Patria”, czułam taki bijący bunt z Waszej muzyki. Nie mam tutaj jednak na myśli takiego nastoletniego buntu, ot buntujemy się dla zasadny. Raczej chodzi mi o taki dojrzały bunt, bunt świadomy. Przeciwko komu i dlaczego się buntujemy. Czy zatem, można nazwać ten krążek buntem ludzi dojrzałych. Ludzi, którzy swoje już przeżyli i że tak powiem z niejednego pieca chleb jedli?
Wilq
: Faktycznie, jako że średnia wieku w zespole kręci się gdzieś blisko czwartego krzyżyka, więc o „nastoletni” bunt ciężko nas podejrzewać. Zresztą: czy ja wiem, czy „bunt”? Jakoś nie rozpatrywałem tego materiału i ogólnie przekazu naszych dźwięków w tych kategoriach. Może raczej: kierunkowy wkurw? To natomiast jakie emocje budzi muzyka w słuchaczu, to jest bardzo indywidualna sprawa bardzo subiektywnego odbioru. Może być też tak, że jest w niej coś, czego myśmy sami nie nazwali, nie planowali a wyszło spontanicznie.

Sunrise Black gra, dość nietypową muzykę jak na polski rynek muzyczny. Czy trudno wybić się z taką twórczością w naszym kraju, by móc się zaprezentować potencjalnym fanom?
Wilq
: O, tu nieskromnie mogę powiedzieć z czystym sumieniem: chyba nawet nie tylko „jak na polski”. Jak na razie, to po skurwysynie trudno. Mam nieodparte wrażenie rzucania grochem o ścianę. Tudzież co jakiś czas miewam przejmujące odczucie walnięcia baranka w solidną ścianę. Nie chciałbym, żeby zostało to odebrane jako wynurzenia podstarzałego frustrata, ale moje wieloletnie obserwacje są następujące: taka jest smutna prawda, że jeżeli nie jest się już znanym (choćby z tego, że jest się znanym), to rozbija się o mur obojętności i olewactwa. Oczywiście nie mówię tu tylko o Sunrise, ale o wielu innych, świetnych zespołach, które utonęły w bagnie marazmu, obojętności i bylejakości. Tematu nierzetelności w tak zwanej „branży” nawet nie będę poruszał, bo szkoda prądu i energii na stukanie w klawiaturę.

Szukając informacji na temat zespołu, nie znalazłam żadnych wzmianek o koncertach. Czy to oznacza, że nie prezentujecie swojego materiału na żywo?
Wilq
: Na obecną chwilę tak to niestety tak wygląda. Sunrise Black, na początku w ogóle miał być tylko i wyłącznie studyjnym projektem, i dopiero z czasem przerodził się w coś na kształt regularnego zespołu. Poza tym partie perkusji wykonane i zarejestrowane zostały przez Fiosaiche, który jest „etatowo” gitarzystą solowym, a perkusją zajął się -po bardzo wielu latach przerwy- z powodu wyższej konieczności. Na chwilę obecną nie mamy perkusisty, a z pudełeczkiem grać nie zamierzamy. Fiosaiche zaś gitary na bębny nie zamieni z całą, absolutną pewnością. Molestować go o to nie ma co również, bo co innego sklecić linie bębnów w warunkach studyjnych, nawet domowego studia, a co innego to samo machnąć na żywo. Każdy, kto ma pojęcie jak wygląda praca w studiu, wie doskonale o czym mówię. Skutek tego jest taki, że musiałem uprzejmie podziękować za kilka bardzo ciekawych propozycji koncernowych, również zagranicznych, aczkolwiek pracujemy nad zmianą tego stanu rzeczy. Nie jest nam jednak łatwo, choćby z powodów powiedzmy: geograficznych. Marvin zamieszkuje w Gdańsku, Vau w Malborku, tylko Fiosaiche i ja w jednym mieście – Piernikowie. Innego ciężaru gatunkowego jest problem ze znalezieniem odpowiednio sprawnego perkusisty, który poradzi sobie z naszymi łamańcami rytmicznymi, a do tego będzie miał czas i chęci bawić się w tak pokręconą muzykę.

Minął rok od wydania „Omnia pro Patria”, czy zatem pracujecie już nad kolejnymi utworami, czy jednak jeszcze za wcześnie?
Wilq
: Utwory zawarte na „Omnia…” to ledwie niewielka część materiału, który mieliśmy napisany już wtedy. Na chwilę obecną mamy napisane tyle całych utworów i różnych fragmentów, etiudek, etc, że wystarczy na kolejny pełnowymiarowe nagranie, EPkę a i tak trzeba będzie zrobić odsiew i selekcję. Mimo tego co jakiś czas dopisujemy jakieś co ciekawsze nowe pomysły. Poza tym pomalutku powstaje nasze docelowe „opus magnum”, autorstwa Marvina, które to na razie jest naszą wielką tajemnicą… A jeżeli uda nam się to zrealizować, to bardzo wiele szczęk poopada. Trudno mi oczywiście wyrokować, czy „in plus”, czy „in minus”, ale żuchwa na kolanach, to zawsze żuchwa na kolanach.

Członkowie Sunrise Black, mają jakieś inne projekty, bądź zespoły, a jeśli tak to, czy są one utrzymane w stylistyce SB, czy raczej są czymś totalnie innym?
Wilq
: Marvin jest przede wszystkim uznanym w środowisku muzykiem klasycznym z robiącym wrażenie dorobkiem fonograficznym. Ponadto jest wykładowcą na akademii muzycznej, więc można by zaryzykować twierdzenie, że diabelski rock’n’roll Sunrise Black jest dla niego działaniem pobocznym. Vau ma za sobą całkiem spory epizod muzyki klasycznej. Dorobił się jednej płyty, jako chórzysta. Ponadto od niedawna udziela się wokalnie w heavy/thrash metalowej grupie z Elbląga. Fiosaiche ma swój własny projekt, na pograniczu agresywnego thrashu i melodyjnego śmierć metalu, w którym tworzy i nagrywa całość instrumentarium sam. Mam nadzieję, że niedługo wreszcie, po ciężkich bólach i obstrukcjach, ujrzy on światło dzienne. To kawał znakomitego grania, bardzo technicznego, w którym jednak technika nie jest celem samym w sobie, a jedynie środkiem do celu prowadzącym. Mnie to jego granie oberwało podeszwy z butów. Jednak Fiosaiche jest bardzo zapracowany zawodowo, ponadto jest pracownikiem naukowym na uniwerku z doktoratem w trakcie, więc czas u niego jest towarem bardzo ściśle reglamentowanym, co oczywiście ma wpływ na jego działania muzyczne. Poza tym romansuje jako gość i muzyk sesyjny, oraz przy kilku innych kwestiach, z gorąco przeze mnie polecanym, progresywno death metalowym Praesepe. No i zostałem na koniec ja: Sunrise Black to moje ukochane muzyczne dziecko i na oną chwilę nie robię nic innego. Reasumując: poza mną każdy coś robi, ale S.B. Pozostaje jedyne w swoim rodzaju.

Plany na ten rok zespołu Sunrise Black?
Wilq: To co zawsze, Pinky: będziemy opanowywać świat!

https://www.facebook.com/pages/Sunrise-Black/112316508964395?fref=ts

http://sunrise-black.bandcamp.com/

Wywiad – BloodArt
Korekta – Agnieszka Winkowska