Rozmowa z Grzegorzem „Ornette” Stępniem

 

12188133_1000528146637315_3133911092810081786_o

Powiedz mi skąd wziął się Twój pseudonim Ornette, to od Ornette Colemana?

Ornette: Tak, od Ornette Colemana, a określił mnie tak mój nauczyciel muzyki jazzowej, chyba tak mogę go nazwać najlepiej – Andrzej Chochół, chodziło o mój charakter, Andrzej mówił, że zawsze przełamuję bariery i ramy, próbuję zawsze przeskoczyć mur albo zobaczyć co jest z drugiej strony.

Na początku swojej kariery współpracowałeś z różnymi muzykami jazzowymi, opowiedz coś o tym.

Ornette: Na początku, kiedy zacząłem grać koncerty, była to scena bardziej fusion i jazzowa. To znaczy w podstawówce słuchałem muzyki głównie nurtu punkowego, Sex Pistols, Exploited, potem się to zmieniało, jakoś nigdy nie odpowiadała mi polska scena muzyczna, ale podobały mi się zespoły jak KSU czy Dezerter. Jednak zostałem wchłonięty przez środowisko jazzowe, Andrzej Chochół zaprezentował mi muzykę takich muzyków jak Miles Davis, Coltrane, Marcus Miller, fajne dźwięki gdzie można więcej opowiedzieć. Jazz wychodził poza podstawy muzyki, można było poszukiwać siebie wewnątrz, czarować muzyką, improwizować na jednym dźwięku.

W 2002 dołączyłeś do Oddziału Zamkniętego, to zespół z Warszawy, jak się znalazłeś w tym składzie?

Ornette: Przy okazji grania z Andrzejem Chochołem współpracowałem z wieloma wspaniałymi muzykami. Miałem przyjemność grać z panią Prońko. Później grałem z Krzyśkiem Kasowskim przez dwa lata, potem wyjechałem do Niemiec nagrać płytę z amerykańskim zespołem Submasters. Gdy wróciłem do Polski dostałem propozycję od Tomasza Zwierzchowskiego aby grać z Oddziałem, pomyślałem, „jestem za młody, dopiera co ściąłem włosy”. Po prostu nie byłem do końca przekonany . Spotkałem się z Wojtkiem Pogorzelskim, pograliśmy na gitarach, porozmawialiśmy i zostałem z Oddziałem Zamkniętym do dziś dnia. Wojtek Łuczaj Pogorzelski jest świetnym instrumentalistą, rozumiem co chce przekazać przez granie na gitarze, bardzo cenię jego muzykę.

A co dalej z Oddziałem Zamkniętym, aktualnie nie macie wokalisty?

Ornette: Jest wokalista, ale to owiane tajemnicą, chcemy najpierw nagrać materiał i dokończyć album, a potem wyjść z wokalistą. Kto to będzie, nie zdradzę, bo nie mogę, ale będzie dobrze.

Współpracujesz także z  Bzykology, projektem Piotra „Bzyka” Sokołowskiego?

Ornette: To jest ciekawa historia, to artysta która współpracował z wieloma muzykami. Poznaliśmy się na koncercie w Chorzowie trzy lata temu, zapoznała nas jego dziewczyna. Porozmawialiśmy o muzie, a ja pomyliłem go z Bzykiem, takim hiphopowcem, który chciał abym nagrał z nim płytę. Pomyliłem go z tym drugim Bzykiem! (śmiech) Potem to zaczęło się zazębiać, napędzać, nakręcać i teraz gramy razem.  Zagraliśmy parę fajnych koncertów, poprowadziliśmy parę warsztatów. Bardzo ciekawa mieszanka muzyczna, nagraliśmy płytę, którą będziemy wkrótce mixować. Poprzednia płyta była całkowicie instrumentalna. Bzyk wymyślił, aby nasze utwory stały się piosenkami anglojęzycznymi i chcemy wyjść z tym do szerszej publiczności. W końcu Kraków to miasto jazzu, kultury i sztuki!

Powiedz mi o zespole Bimber Poland, z którym także współpracowałeś.

Ornette: Przy okazji współpracy z Oddziałem Zamkniętym dojeżdżałem z Krakowa do Warszawy i nocowałem u Krzyśka Zawadki. Krzysztof pokazywał mi nad czym pracuje i poprosił abym dograł basy. W części nagrałem basy ja, a drugą część płyty nagrał Chrzanowski.

Potem nasze drogi się rozeszły, Krzysiek odszedł z Oddziału Zamkniętego, Wojtek Łuczaj Pogorzelski, jest bardzo zaborczy jeśli chodzi o solowe nagrania członków Oddziału Zamkniętego, bo chce, aby cała energia była kierowana w zespół. Z czasem jednak wiele się pozmieniało w OZ, ale nic się nie dzieje przypadkowo…

Twoja solowa płyta to potężna dawka rock'n'rolla w najlepszym tego słowa znaczeniu…

Ornette: Wow! Dziękuję! Skąd to cytat?

Ja: To cytat ze mnie. Z recenzji Twojej płyty, która mam zamiar napisać, wiadomo już ile punktów jej przyznam. Skąd pomysł na solowa płytę?

Ornette: Grając tyle lat rock'n'rolla nie chciałem być traktowany jako muzyk, który odcina kupony, ćwicząc zbierałem pomysły, linie melodyczne, jakie wpadały mi do głowy. Potem zacząłem to zbierać do kupy, sam się tym bawić i z tej zabawy powstała płyta. Teraz trzymając ten krążek patrzę z niedowierzaniem, że zrobiłem to i wyszło fajnie.

A skąd czerpiesz inspiracje?

Ornette: Z życia

Ja: Czyli?

Ornette: Jeśli chodzi o muzykę i dźwięki jedyną płytą, jaka w całości mi się podobała,  była płyta Velvet Revolver „Contraband”, fajne granie rockowe. Moje inspiracje to jazz, punk, Kurt Cobain, zlepek wszystkiego. Z życia czerpię inspirację. Muzyka ma być czysta i surowa, aby dało się ją grać jeszcze mocniej na koncertach. To wszystko co się wydarzyło w ostatnie 20 lat zamknąłem paroma nutami, sztuką jest tak zamknąć emocje, aby słuchacz odebrał je poprawnie.

11426342_949700858415819_2662250617175449866_n

A jakie masz hobby pozamuzyczne?

Ornette: Bardzo lubię malować. Teraz może będę miał na to więcej czasu.

Opowiesz mi o trasie koncertowej?

Ornette: Gram dużo koncertów. Najważniejszy koncert będzie 28. grudnia w Fortach Kleparz, gdzie zagrają muzycy z całej Polski, którzy chcą się spotkać pozacybernetycznie. Mam nadzieję też, że uda nam się wesprzeć WOŚP w styczniu. Chcę się spotkać z muzykami, z którymi miałem przyjemność grać. Jestem trochę wizjonerem i fantastą, tęsknię za starymi czasami, gdy ludzie mieli czas się spotkać, a nie tylko lajkować na FB.

Ja: Dziękuję Ci za rozmowę

Ornette: Dziękuję.

Rozmawiała Altea „Druantia” Leszczyńska