The Poisoned Hearts – „Eternal Hunger”

Wydawałoby się, że czasy tzw tradycyjnego rocka gotyckiego spod znaku Sisters of Mercy odeszły bezpowrotnie w zapomnienie, ale od czasu do czasu pojawia się jakaś obiecująca kapela grająca lub starająca się grać w tym stylu.  I tak też było w tym wypadku.  Pewnego dnia dotarł do mnie e-mail od zespołu Poisoned Hearts, którzy zareklamowali się takimi to słowami : „Nazywamy się The Poisoned Hearts. Wykonujemy muzykę silnie inspirowaną mroczniejszymi barwami  z pod znaku The Sisters of Mercy czy Bauhaus. Niedawno miała miejsce premiera naszej EPki "Eternal Hunger".  No to jest to co lubię najbardziej, tak więc z największą przyjemnością zrecenzuję Wam to wydawnictwo.

Płyta trwa zaledwie 20 minut, zawiera 5 nagrań, 2 covery i 3 utwory autorskie.

Pierwszy „The Ancient One” to automat perkusyjny, krótki gitarowy motyw w stylu „Siostrzyczek”, pulsujący bas i niski wokal potwierdzają słowa zespołu o mocnej inspiracji brytyjskim gotykiem spod znaku SoM właśnie.

Utwór mimo specyficznego chłodu typowego dla gatunku zachowuje lekkość i przebojowość . Bardzo dobre otwarcie płyty.

Następnie mamy cover i to nie byle jaki. „Love Will Tear Us Apart” z repertuaru Joy Division, zagrane wolniej niż oryginał, ale z zachowaniem klimatu. Ciekawie brzmi tutaj duet wokalisty Łukasza Boldyna z Zuzanną Michalską, która gra na klawiszach i śpiewa. Interesująca to przeróbka, przywodzącą na myśl wersję nagraną swego czasu przez zespół Swans.

Trzeci na płycie „When Down is Coming”, to bardzo melodyjny, wręcz wesoły numer. Od pierwszego przesłuchu wpada w ucho. Najbardziej radosny numer na tym wydawnictwie, zachowujący jednak odrobinę gotyckiego chłodu i mroku .

Skoro zespół czerpie inspirację z zespołu Sisters of Mercy to nie mogło zabraknąć i przeróbki utworu siostrzyczek. „Alice” w wykonanu Poisoned Hearts brzmi dość podobnie do oryginału. Łukasz Boldyn nieznacznie zmienił linię wokalną nadając jej odrobinę swojego charakteru. Ogólnie dość porządnie zagrany cover, niemniej jednak bez rewelacji.   

I na koniec otrzymujemy trzeci autorski numer zatytułowany „Deadline”. Spokojny, klimatyczny choć również bardzo melodyjny.

Podsumowując, płyty słucha się bardzo przyjemnie. Te 20 mija bardzo szybko i chce się włączyć ponownie przycisk „play”.  I choć muzycznie nie jest to ani odkrywcze ani oryginalne to jeśli zespół bardziej urozmaici swój repertuar,  doda coś od siebie, a nie będzie tylko kalką SoM to wróżę im całkiem obiecującą karierę na rodzimym a może i międzynarodowym rynku.  

Kto wie, czas pokaże…

6 kropel krwi na 10

DARKman

https://www.facebook.com/tphmusic/