Mastodon – Emperor of Sand

Mastodon swoimi czterema pierwszymi płytami osiągnął w świecie metalu taką pozycję, że teraz mogą eksperymentować – czy jednak się to opłaca?

Pierwszy album grupa wydała w  2011 roku  -był to "The Hunter". Na kolejnych albumach coraz mniej było metalu, a coraz więcej chwytliwych melodii. "Emperor of Sand" jest już trzecią płytową odsłoną tego bardziej łagodnego oblicza Mastodon

Od kiedy zobaczyłem grafikę promującą nowy album miałem nadzieję na coś mocnego. Motywem przewodnim tym razem walka z bezlitośnie upływającym czasem, który symbolizuje tytułowa pustynia i jej "Imperator". Nowa płyta Mastodona jest rodzajem hołdu dla matki gitarzysty Billa Kellihera, którego matka zmarła na raka.

Ta tragedia zaważyła na całym albumie. Ci, którzy uważają, że Mastodon już dawno przestał być metalową załogą niech odpalą sobie "Andromedę" czy "Scorpion Breath". Jednocześnie na płycie znalazł się kandydat na radiowy hicior, czyli "Show Yourself".To miał być chyba prześmiewczy utwór, dający pstryczka w nos starym fanom metalu. Mi jednak to nie odpowiada. Dużo lepiej brzmią "Roots Remain" i "Word to Wise".

Zbytnie mieszanie gatunków na nowej płycie ma także swoje wady czego przykładem są nudne "Precious Stones" i "Ancient Kingdom".  To jednak nie może zepsuć tego że  "Emperor of Sand" to blisko godzina wyśmienitego, ciężkiego a jednocześnie melodyjnego grania.

7 kropel krwi na 10

Łukasz"Ulwar"Szczygło