Kazik – „Zaraza” recenzja.

Czy znacie to uczucie niepewności po odsłuchaniu płyty, gdy okazuje się zupełnie inna niż ją sobie wyobraziliście.


Taki właśnie orzech rozgryzałam po przesłuchaniu „Zarazy”, najnowszego albumu Kazika Staszewskiego i Wojtka Jabłońskiego. 
Jego wizję zbudowała mi ta pierwsza piosenka. Ta którą poznaliśmy wszyscy szybko i sensacyjnie. Piosenka o stopniowanym bólu, który – jak pokazała nam rzeczywistość – może być „lepszy” lub „gorszy”, chociaż tak naprawdę jest taki sam.
Chyba nikt z nas, nawet sam Kazik, nie spodziewał się, że uruchomi ona pewną machinę społeczno-polityczną. To piosenka, która jeden ze światów radiowych wywróciła do góry nogami, okazując się zapałką wrzuconą w morze benzyny. I tak podświadomie wykreowałam sobie wizję płyty, która w całości miała okazać się mocna, kontrowersyjna i niegrzeczna. Dokładnie tak jak „Twój Ból Jest Lepszy niż mój” Ale nic z tego. Wyłapując z wypiekami pierwsze dźwięki, nie miałam pojęcia, że już za moment ekscytacja zacznie przeradzać się w… rozczarowanie. 
No bo jak to? Zaczyna się jakimś wierszykiem, o kilku prostych melodiach (Kwarantanna) , a po niej wesoła piosenka w rytmach latino o smutnym przecież scenariuszu (Noże i Pistolety)… Zaraz, zaraz… A gdzie te aluzje, podteksty, gdzie pazur? 
I tak czekałam z nadzieją, że coś się za chwilę wydarzy, może Kazik kogoś obrazi albo przynajmniej obnaży znów czyjąś złą cechę? Nie. 
Po pierwszym przesłuchaniu, odłożyłam płytę na półkę z niepewnością czy w ogóle jeszcze do niej wrócę. Odłożyłam ale jednocześnie nie przestawałam o niej myśleć. Znacie to przekonanie? Że jeśli jakiś film lub muzyka, siedzą w Waszym umyśle (nie ważne czy dobrze czy źle), to znaczy że ich wartość jest cenna?
Ten proces, chociaż wydawał się końcem mojej relacji z albumem „Zaraza”, jednak stał się jej początkiem! 

Sięgnęłam po nią raz jeszcze, a potem znowu i znowu… I zrozumiałam, że płyta ta nie miała być kolejnym dziełem przełomowym, nie miała być ambitnym albumem, który będzie lepszy niż ostatnie, bo tego zazwyczaj się oczekuje. Zrozumiałam, że autor po prostu chciał opowiedzieć o naszych czasach, nowej dla nas codzienności pandemicznej. I wyszło mu to doskonale! 
„Kwarantanna, kwarantanna – pokój, kuchnia, kibel, wanna”. Tak fikuśnie wita nas Kazik, jednocześnie przedstawiając nam temat kronikarskiego albumu. I choć piosenka wydaje nam się lekko prześmiewcza, to jednak okazuje się ciekawym spostrzeżeniem, że to my „jesteśmy wirusem tej Ziemii”. 
Woda w Wenecji znów rozbłysnęła swoją naturalną fauną a niebo w Pekinie przybrało kolor czystego błękitu. A przecież to dobre przesłanie i spojrzenie na problem w bardziej kolorowych barwach. Strzał w dziesiątkę! 
„Noże i pistolety” – utwór doskonale nadaje się na tło popisowego tańca w rytmach latino. 😉 Ale tylko instrumentalnie. W końcu to utwór o wizji najgorszego scenariusza pandemicznego – ludziom kończą się pieniądze, biorą wszelaką broń jaką mają i wychodzą na ulicę. 
W wywiadzie dla Teraz Rock Kazik zdradził, że podczas wycieczki do Chile trafił na społeczne rozruchy i obrazy zdemolowanego miasteczka, które przełożył na wyobrażenia o Warszawie i napisał o tym piosenkę. 

„Nigdzie już nie pójdę dziś” to zbiór naszych bolączek marcowo – kwietniowych, natomiast „Nie mam na nic czasu, bo oglądam seriale” chociaż często odbierana jako niewinna drwina z nałogowych serialowców okazało się, że Kazik śpiewa o sobie! 

Wielu fanów, jako jedną z najlepszych piosenek na płycie wysuwa „Gdy Chińczycy mówią Gan Pai” i faktycznie, mogę się zgodzić że to mocny punkt twórczy, zwłaszcza pod względem klimatu. W odróżnieniu do reszty, raczej lekkich, trochę biesiadnych rytmów, to utwór ciężki melodyjnie. Ciężki, wyniosły, niby poważny. Opowiada o jednej z teorii spiskowych, mówiącej że Chińczycy stworzyli koronawirusa jako broń, wygrywając tym III Wojnę Światową bez jednego nawet wystrzału. Ile w tym prawdy? Pewnie zero. Ile pomysłów, tyle teorii. Choć właśnie ta zainspirowała Kazika do napisania takiego tekstu, On sam się z nią nie zgadza. 
„Demokracja” to taka subtelna stara wersja Kazika. Mimo, że trochę blednie na tle pozostałych 14 utworów, dla mnie to najlepsza piosenka pod względem przesłania! Tutaj Kazik prezentuje nam kontrowersyjną tezę, że NIE WSZYSCY POWINNI MIEĆ PRAWO DO GŁOSOWANIA. A mówiąc bardziej dosadnie… Że o naszych losach decyduje głupi lud. Kazik jedzie ostro, nie ma co:
„Dlaczego owe pijane stadoBełkoczące o tym, o czym nie wieMyjące się jedne raz w rokuPoucza mnie co dobre i złe” 
A więc dostałam to czego chciałam! Starego Kazika, który ostro i trafnie opowiada o rzeczywistości politycznej! Można się znowu na Niego obrazić, można się oburzyć, ale dla mnie – zapunktował tym punktem widzenia i biorę tę piosenkę jak swoją! 
„Twój ból jest lepszy niż mój”… O niej wszytko zostało już napisane i powiedziane! Brawo, Kaziku. Na Tym polega Twój fenomen. Nie wiem czy jest na świecie ktoś kto potrafi tak genialnie i prosto zarazem opisywać wydarzenia? Nie znam! 🙂 
Pisząc tak bezpośrednio i bezkompromisowo trzeba nieustannie żyć ze świadomością, że tyle ile pokocha nas za to odbiorców, tyle samo znienawidzi. Odpowiedzią na to stał się utwór „Powiedzcie, że kochacie nas”. Zainspirowany przesadnym łaszeniem się różnych gwiazd do fanów, jest również aluzją do internetowego hejtu. Panowie wypuścili tę piosenkę w sieć, jako przerywnik swojego milczenia w odpowiedzi na aferę Kazikowo – Trójkową. Osobiście ubawiła mnie taka forma odpowiedzi, którą uznałam za niezwykle kreatywną, chociaż byli i tacy, którzy zobaczyli w niej środkowy palec w swoją stronę. Ale przecież to Kazik, który jak dla mnie ma dożywotnie przyzwolenie na taką formę. 
Na albumie znalazło się też miejsce na Kazikową prywatność! „Hania i Hela” to piosenka napisana z miłości do swoich wnuczek! Osobiście uwielbiam, gdy artysta odsłania swoją inną naturę, która obnaża Jego uczuciowość. 
Jak się okazało, Kotek-breloczek to były prawdziwe klucze, które zaginęły w domu Kazika, a tym samym stworzyły hasło – kod, znane jedynie domownikom. (już nie tylko ;). 
Oceniając ten album ostatecznie, szczerze stwierdzam – bardzo go polubiłam. Za kolorystykę i różnorodność muzycznąlekkość opowieści o wcale nie łatwym zjawisku i za tę piosenkę, która przypadkowo w sposób brutalny obnażyła kolejny trybik wadliwego funkcjonowania władzy. I tej radiowej i rządowej. 

„Zaraza” to album muzyczny, który mieć TRZEBA. Na przykład dlatego, że gdy za 30 lat, nowe pokolenie zapyta nas „jak to było za czasów koronawirusa”, będziemy mogli ściągnąć z półki płytę Kazika i odpowiedzieć „siądź i posłuchaj”. Bo nie otworzymy chyba albumu z „pokoju, kibla, kuchni, wanny?” Chociaż… Kto wie… 😉 

Ocena 6 kropel krwi na 10

Lady Evelyn.