Hegemony – Ballads & Threnodies

Zespół Hegemony zaskoczył nas i wydał płytę akustyczną z tytułowymi balladami i trenami żałobnymi. 
Album zawiera 8 utworów i trwa tylko 27 minut, ale nie ilość a jakość się liczy jak mówią mądrzy ludzie. 


hegemony

Płytę otwiera jedyny zaśpiewany po polsku „A Wish (Życzenie) ” i od pierwszych dźwięków popadamy w nastrój smutku zadumy i refleksji.  Piękny gitarowy podkład, na tle którego cudowny wysoki głos Valyen opowiada nam jak to pragnie stać się spadającą gwiazdą – życzeniem, wszak podczas spadających gwiazd wypowiadamy swoje najskrytsze zyczenia. I w takim klimacie pozostajemy już do końca tego albumu.

Druga na płycie tradycyjna angielska pieśń ludowa  „Scarborough Fair” urzeka pięknem swej melodii, ładnie i ciekawie zinterpretowanym przez zespół.  Aranżacja  nieco przypomina mistrzów irlandzkiego folku zespół Clannad, może brakuje tylko dźwięków harfy, ale za to otrzymujemy piękne lekko klasycyzujące solo klawiszowe.  Wspaniałe zakończenie utworu wykonane a'capella zaostrza apetyt na dalsze słuchanie płyty.

A dalej jest jeszcze ciekawiej. "Can She Exuse My Wrongs?" – pieśń Johna Dowlanda, angielskiego wirtuoza lutni epoki renesansu zaskakuje nas wielowątkowym wokalem. Aż dziw bierze że to śpiewa jedna wokalistka, a nie chór bierze udział w tym nagraniu.  A zamykając oczy można śmiało sobie wyobrazić pary tańczące na jakimś renesansowym balu.

„Where the Nightingale Sleeps”  – kolejna ballada chwytająca za serce utrzymana w lekko średniowiecznym klimacie. Pełna smutku ale i piękna. A zespół zostawia nas z zagadką czy tytułowy slowik śpiewa nam kołysankę do snu czy może pieśń żałobną. 

Deep in the forest's heart
Is it a difference – sleep or die?
I and the Nightingale lie
we both heard a Lullaby

Instrumentalny „Entr’ance” mógłby śmiało służyć jako podkład do jakiejś mrocznej gotyckiej  opowieści. Gitara akustyczna tworzy tu pierwszy głos,  na tle instrumentów klawiszowych i zmysłowych wokaliz.  

Następnie Hegemony serwuje nam cover zespołu Opeth „Patterns In the Ivy II” podobnie jak oryginał, opiera się na brzmieniu gitary akustycznej.  Oprócz warstwy wokalnej (śpiewanej przecież przez Mikaela Akerfeldta) nagranie nie różni się jakoś specjalnie od oryginału. Muzycy Hegemony zachowali lekko mglisty klimat oryginału. Valyen śpiewa tu bardziej klasycznie, jej wokal może troszkę kojarzyć się z głosem i sposobem śpiewania Tarji Turunen.  Duże brawa za tę przeróbkę.

„Not Saying Farewell” to urzekajaca smutna pieśń o rozstaniu z ukochaną osobą, tutaj pięknie przyrównaną do więdnącej róży. Ale utwór kończą słowa, które można potraktować optymistycznie. Wszak jak sami umrzemy, to dołączymy do ukochanych osób które odeszły przed nami. 

Dear love I shall come to you
Don't say farewell
​Don't say farewell

„Martyr” – drugi instrumentalny utwór na tym wydawnictwie, wprowadza nas w swój smutno refleksyjny nastrój odgłosami deszczu, morza i gdzieś w oddali burzy. Na fortepianowym podkładzie zawodzi głos gitary, tym razem elektrycznej, która tu "robi za wokal". Piękne zakończenie pięknej płyty.

Muzycznie płyta plasuje się gdzieś pomiędzy obecnymi dokonaniami Anathemy, a wspomnianym już przeze mnie zespołem Clannad. Utwory opierają się głównie na brzmieniu gitary akustycznej i instrumentach klawiszowych, na tle których czaruje nas swym głosem Vaylen Songbird, bo taki pseudonim przybrała wokalistka zespołu. Mimo krótkiego czasu trwania jak wspomniałem płyta zawiera zaledwie 27 minut muzyki,  to jest to jedna z najpiękniejszych płyt jakie było mi dane słyszeć w ostatnim czasie.  Wielkie brawa!

Zasłużone 9 kropel krwi na 10

DARKman