Hateseed

„Jak ryba w beczce piwa.” – czyli: wywiad z zespołem Hateseed 24.12.2011r.

Dzięki uprzejmości Redaktorek i Redaktorów z portalu Bloodart, wstęp, który właśnie czytasz wyjątkowo został napisany nie przez autora pytań, a przez przepytywanego.
Zapraszam więc do lektury tego pasjonującego wywiadu z gdańską grupą heavymetalową, z którego jednoznacznie wynika, że jej członkowie są osobami ze wszech miar wybitnymi, utalentowanymi oraz odznaczającymi się wysoką kulturą osobistą.
Panie i Panowie, specjalnie dla Was, prosto z siódmego kręgu piekieł – zespół Hateseed.

Jesteście obecnie w trakcie nagrywania debiutanckiego krążka. Co możecie nam na ten temat powiedzieć?

Łukasz: Witaj! Nagrania naszego krążka dobiegły już końca. Trwają właśnie ostatnie miksy, po których materiał wreszcie będzie mógł ujrzeć światło dzienne. Płytka będzie nosić tytuł „Hate Comes Crawling”, a w sieci można już usłyszeć jej zajawkę w postaci numeru „Exile”. Premierę zaplanowaliśmy na 12 stycznia, czyli na dzień naszego wspólnego koncertu z kapelą Shadowsight w gdańskim Mechaniku. Na albumie znajdzie się 8 utworów będących mocną mieszanką heavy, power i thrash metalu.

Pierwsze utwory są już dostępne na Waszych portalach społecznościowych. Jaki był ich odbiór?

Wielce pozytywny, i to zarówno ze strony fanów szeroko pojętego metalu, jak i osób od lat związanych z tą muzyką zawodowo. Takie reakcje zawsze bardzo cieszą i dają motywację do dalszej pracy.

Planujecie w najbliższym czasie regularne występy? Gdzie będzie można Was spotkać?

Nasz najbliższy koncert to wspomniana sztuka z Shadowsight 12 stycznia w Mechaniku połączona z release party „Hate Comes Crawling”. Szykujemy też na najbliższe miesiące kilka występów z zaprzyjaźnionymi grupami w różnych zakątkach kraju. O wszystkich szczegółach będziemy informować na bieżąco na naszych stronach.
Jeśli ktoś jednak nie może się doczekać, by nas zobaczyć na żywo, i nie wystarcza mu już nawet przeglądanie naszych fotek na facebooku, to chętnie zagramy u niego na wieczorze panieńskim, pogrzebie czy ogrodowej imprezie z grillem i badmintonem.

Jak wyglądała Wasza droga od momentu powstania zespołu do chwili obecnej?

Mniej więcej tak jak droga na Golgotę albo Trakt Świętego Wojciecha – ciągłe przeszkody, dziury w nawierzchni, kłody pod nogi, korki oraz urągania rozjuszonej gawiedzi. Nasz zespół karmi się jednak nienawiścią i z każdej nieprzyjemnej sytuacji wychodzi jeszcze silniejszy i bardziej zadowolony z siebie. Psy szczekają, a ognisty rydwan Hateseed mknie naprzód. Jeśli interesuje kogoś, co, jak, kto, gdzie i za ile, zapraszamy na nasze strony w sieci, gdzie znaleźć można wyczerpującą kronikę wzlotów i upadków zespołu. Tutaj wspomnę jeszcze tylko, że korzenie Hateseed sięgają studyjnego projektu Marka Żmudy o nazwie Deadhead, który to projekt z czasem, wobec chęci zaprezentowania tej muzyki na żywo, przerodził się w pełny, koncertowy zespół z krwi i kości.

Myśleliście kiedyś o karierze zagranicznej? W Polsce w bardzo małym stopniu promuje się taką muzykę.

To prawda. Wiadomo powszechnie, że Polska jest ostoją ekstremalnych gatunków metalu. Wydaje się, że kapele, które grają bardziej tradycyjne, melodyjne jego odmiany, mają tu stosunkowo ciężką przeprawę. Ale to nie ma dla nas większego znaczenia, bo granice, o których wspomniałaś, istnieją już tylko na mapie, tudzież w głowach niektórych polityków.
Dzisiaj, w dobie internetu, swobody poruszania się po całym cywilizowanym świecie, wobec coraz lepszej sieci komunikacyjnej i łatwości w przepływie informacji świat wydaje się tak mały, że właściwie nikogo nie interesuje już, czy kapela której płytkę planuje sobie kupić pochodzi z Polski, Kanady, Armenii czy Księstwa Liechtenstein. Ważne jest tylko to, czy muzyka, która na tej płytce się znajduje, potrafi wybić się spośród innych podobnych wydawnictw, czy ma w sobie nutkę oryginalności, pewien powiew świeżości, to coś, co odróżnia ją od całej masy podobnych kapel.
Składanie niepowodzeń czy braku możliwości przebicia się na karb złej koniunktury u nas w kraju dla wielu jest wygodne, ale dziś może już brzmieć tylko jak usprawiedliwianie swoich niepowodzeń przed światem i przed samym sobą.
Tymczasem w XXI wieku za brakiem możliwości wybicia się może się już kryć tylko brak poświęcenia, uporu, mało ciekawe kompozycje lub niewystarczający warsztat. Nie mówię, że poziom muzyki Hateseed jest na tyle wysoki, że każe nam liczyć na jakieś międzynarodowe splendory. Wiem po prostu, że jeśli naszą twórczością nie wzbudzimy wystarczającego zainteresowania, to znaczyć to może tylko tyle, że włożyliśmy w całe przedsięwzięcie za mało pracy i że możemy dać z siebie więcej. Zapewniam jednak, że nigdy nie przestaniemy się rozwijać i że muzyka Hateseed będzie z czasem jeszcze lepsza, a jeśli owoc naszych starań będzie wart zainteresowania przeciętnego europejskiego metalhead’a, to zainteresowanie to na pewno się pojawi.

Co jest dla Was motywacją i inspiracją do działania?

Motywuje nas chęć bycia coraz lepszymi, dorównania tym, których muzyką sami się zasłuchujemy. Ostatnio niesamowitego kopa motywacyjnego dał nam wspólny występ z poznańskim Pathfinderem. Zaimponowali nam swoim doskonałym warsztatem, wirtuozerią, poważnym podejściem do tego, co robią. Inną rzeczą, która nas inspiruje i pcha do działania to nienawiść do otaczającego nas świata, szczególnie do komunikacji miejskiej, PKS-u, ZUS-u oraz systemu ulg i dopłat dla rolników.

Preferujecie nagrywanie w studio czy granie na koncertach?

Obie te sytuacje mają oczywiście swoje zady i walety, można jednak powiedzieć, że zarówno w studiu jak i na scenie czujemy się jak ryba w beczce piwa. Koncerty to przede wszystkim energia, którą za pośrednictwem swojej muzy przekazujemy publice, energia, która często wraca do nas w dwójnasób. To swoiste święto i celebracja tego, co bezgranicznie kochamy, czyli muzyki metalowej. Studio natomiast daje nieograniczone wręcz możliwości brzmieniowe oraz aranżacyjne i jako takie otwiera drogę dla wyobraźni. To właśnie tam najbardziej namacalny jest twórczy duch zespołu.

Macie już całkiem spore doświadczenie koncertowe. Czy w Polsce publiczność jest otwarta na zespoły metalowe?

Wiele osób oczywiście otwartych jest na wszelkie doznania słuchowe i chwała im za to, niestety coraz częściej widać też smutne zjawisko. Polega ono na tym, że na koncertach, na których gra kilka zespołów, ludzie przychodzą tylko po to, by zobaczyć kapelę swoich znajomych, tymczasem występy pozostałych ostentacyjnie olewają i najchętniej przeczekaliby je przed klubem paląc papierosa albo zwinęliby się do domku, lekceważąc w ten sposób wielogodzinne przygotowania i masę wyrzeczeń, które wiążą się z przygotowaniem koncertu przez każdy bez wyjątku band. Sami zazwyczaj mamy to szczęście, że nie musimy narzekać na pustki czy brak ruchu pod sceną, ale wspomniana olewcza postawa dla wielu początkujących, obiecujących grup może być bardzo demotywująca, a nawet prowadzić do zanikania lokalnej sceny ciężkiego grania. Takie zachowania to jednak wciąż tylko margines, ogromna większość fanów metalu to ludzie, dla których zdecydowanie warto jest grać i zdzierać sobie gardło na scenie.

W 2010 roku zajęliście II miejsce w konkursie na Najlepszy Zespół Roku organizowany przez portal rockowy Rockz.pl. Czym dla Was było to przedsięwzięcie?

Było to dla nas bardzo miłe wyróżnienie i nagroda za cały rok wylewania siódmych potów i wycia wniebogłosy na scenach całego Trójmiasta. Rok 2010 był czasem naszego debiutu na scenie, więc dostrzeżenie nas przez fanów metalu po tak krótkim okresie koncertowania było dla nas tym bardziej motywujące.

Wracając jeszcze do tematu debiutanckiego krążka. Kto zajmie się jego produkcją?

Produkcją zajął się prawdziwy wirtuoz przycisków, pokręteł i suwaków, czyli Karol Szykowny z MMM Studio. Tak jak się spodziewaliśmy, wywiązuje się ze swoich obowiązków zawodowo.

Organizowaliście razem z fundacją „Nasze Dzieci” koncert charytatywny ”Hołd dla Dio”. Jak wspominacie ten koncert oraz współpracę z takimi artystami jak: Grzegorz Kupczyk czy Tomasz Struszczyk?

Były to zdecydowanie jedne z najlepszych chwil w naszej dotychczasowej muzycznej egzystencji. Zarówno Grzegorz jak i Tomek to stuprocentowi profesjonaliści i doskonali muzycy. Każdy chyba zespół heavy metalowy marzy, aby mieć takich frontmanów w swoim składzie.
Jestem przekonany, że nie ma w tym kraju nikogo, kto mógłby lepiej zaśpiewać utwory nieodżałowanego R.J. Dio niż oni dwaj. Repertuar ten należy do najtrudniejszych i żeby mu podołać, trzeba mieć naprawdę doskonały warsztat. Oni natomiast nie tylko podołali, ale nadali tym wykonaniom czegoś magicznego, niepowtarzalnego.
Ten, kogo nie było tego dnia w gdyńskim Uchu, naprawdę ma czego żałować. Tym bardziej, że wszystkie zespoły, które na nasze zaproszenie zgodziły się na tym koncercie wystąpić, czyli Naked Brown, Animagnetical, Sinus, Tanker i Darkmere, podeszły do sprawy bardzo poważnie i spisały się naprawdę znakomicie, grając numery Dio z wielkim polotem i dużą dozą oryginalności. Ten koncert był też dowodem na to, że trójmiejska scena metalowa potrafi zjednoczyć się w słusznej sprawie – przypomnę, że w tym przypadku chodziło o zakup separatora krwinek dla Uniwersyteckiego Centrum Klinicznego w Gdańsku, by pomóc w leczeniu dzieciaków chorych na białaczkę.

Zespół powstał jak sami piszecie w 2009 roku.  Gracie w tym samym składzie od początku czy też raczej zmienialiście skład szukając odpowiednich ludzi, z którymi  gra się Wam najlepiej?

Od początku istnienia grupy zdarzyła się tylko jedna poważna zmiana w składzie, a konkretnie odejście gitarzysty Marka Żmudy i zastąpienie go przez Kamila Janulewicza. Marek jednak nie odsunął się całkowicie w cień – ciągle zdarza mu się podrzucić nam jakiś ciekawy pomysł na nowy utwór czy pomoc w organizacji koncertu, jak choćby wspomnianego „Hołdu dla Dio”.
Marek pomagał nam również przy produkcji „Hate Comes Crawling”, na którą to płytę nagrał zresztą gościnnie kilka partii – tych, których nikt inny na świecie zagrać by nie potrafił (wymagają między innymi wirtuozerskiego opanowania takich technik jak tapping oboma kolanami, generowanie sprzężeń zwrotnych ujemnych oraz gra trzydziesto-kwintolami szesnastkowymi).
Tak czy inaczej, w obecnym składzie gramy już ponad 2 lata i wygląda na to, że jeszcze trochę to potrwa, bo współpraca układa nam się doskonale.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *