Asgaard

Wywiad z zespołem Asgaard 13.04.2012

Witam!  Domniemam, że tematem numer jeden na chwilę obecną dla zespołu Asgaard jest nowo wydana płyta! Obecnie jesteśmy krótko po jej premierze. Czy możesz już coś więcej nam o tym opowiedzieć? Jak została przyjęta? Jakie opinie o niej krążą?

Flumen: Witam. Tak, wydanie płyty jest wydarzeniem dla naszego zespołu najbardziej istotnym od ostatnich kilku lat. Troszeczkę za wcześnie, by pisać, jak ta płyta została przyjęta, lecz mogę przekazać pierwsze odczucia mediów, fanów i znajomych. Ogólnie do tej pory nie spotkałem żadnej niepochlebnej recenzji na temat tej płyty. Wszystkie do tej pory były pochlebne lub bardzo pochlebne. Z jednej strony mnie to cieszy, z drugiej mam świadomość tego, że nie ma płyt idealnych i jest wiele rzeczy, do których można by było się na ostatnim albumie Asgaard doczepić, a poza tym recenzja to subiektywna ocena redaktora, zatem spodziewam się bardzo różnych opinii o niej.  Zresztą tworząc album z Hetzerem mieliśmy podobne zdanie, że płyta będzie kontrowersyjna i spodziewaliśmy się procentowo tyle samo dobrych opinii, co i złych. Nasze przewidywania niejako potwierdziły się na forum Asgaard, gdzie nawet wśród najwierniejszych fanów po przesłuchaniu dwu utworów promocyjnych można było wyczuć lekkie rozczarowanie – tak to przynajmniej odbierałem z postów forumowiczów. Ale sądząc po kolejnych wpisach, po odsłuchaniu całej płyty, każdy z nich znalazł coś na tym albumie dla siebie. Co więcej, pierwszy raz wśród znajomych otrzymywałem SMS’y, telefony, maile, w których bardzo pochlebnie wypowiadali się o naszej płycie. Znając ich, gdyby się im płytka nie podobała, na pewno by siedzieli cicho, hehe..

Wyjaśnij nazwanie zespołu Asgaard projektem. Jak wg. Ciebie w Waszym przypadku definiować należy to słowo i jak to działa?

F: W moim rozumieniu zespół to grupa osób, która odbywa regularnie próby, wspólnie tworzy płytę, gra koncerty, itd. W naszym przypadku nie mogliśmy na taki komfort wspólnych prób, koncertów sobie pozwolić – ze względów praktycznych. Po prostu zarówno ja, jak i Quazarre porozjeżdżaliśmy się po Europie. Postawiliśmy zatem tworzyć płytę niejako z osobna, ograniczając nasz skład do trójki, bez której nie da się wyobrazić Asgaard. Dodatkowo zdecydowaliśmy się na muzyków sesyjnych, takich jak Ivy, Icanraz czy Hal, często również ze względów praktycznych – osobiście bliżej mi logistycznie do Białegostoku lub Krakowa, niż do Opola.  Tak jak wspomniałem wcześniej, ponieważ nie mieliśmy w tym składzie żadnej próby, płyta powstawała niejako w kawałkach, to znaczy podstawę stworzyliśmy z Hetzerem, natomiast pozostałe partie instrumentarium były nagrywane w różnych miejscach, w różnym czasie. Dlatego aby była możliwość nagrania płyty Asgaard, należało zmienić status na projekt muzyczny.

Jesteście ewidentnym przykładem zespołu, który nie powiela wcześniej narzuconych schematów, a z pewnością kreuje je samodzielnie. Jak to jest kroczyć wcześniej nieprzetartymi szlakami? Traktujecie to po prostu jak realizację własnych pomysłów?

F: Hmmm, Mam ambiwalentne uczucia. Z jednej strony wydaje mi się, że wiele w muzyce zostało już zagrane, wiele muzycznie powiedziane. Z drugiej jednak podejrzewam, że w metalu jest wiele możliwości i ogromny obszar do zagospodarowania. My wybraliśmy jedną z opcji, jakim jest swobodne łączenie różnych stylów muzycznych, różnych gatunków w jednym utworze, oraz swobodne wiązanie różnej rytmiki. Naszym ograniczeniem w tym względzie jest nasza wyobraźnia muzyczna, a nie konwencja stylistyczna niejako zastrzeżona do metalu. To co robimy, jest tak naprawdę otwartą opcją dla wszystkich kapel. Jest to być może zbyt śmiała teza, ale jesteśmy jako Asgaard silni słabością niektórych metalowych kapel, które koniecznie chcą na siłę siedzieć w określonej wąskiej stylistyce muzycznej. Inną sprawą jest fakt, że skoro stworzyliśmy kolejną płytę, ona musi różnić się od poprzedniej, ponieważ klient kupuje właśnie tę nową płytę, a nie wariacje na temat poprzednich.

Jak bardzo różnymi osobami są członkowie Asgaard? Jaka muzyka ukształtowała ich gust muzyczny przyczyniając się do tworzenia niepowtarzalnego stylu zespołu? Jednym słowem co każdy muzyk wnosi do wspólnej twórczości?

F: To prawda, że każdy z nas wnosi swój indywidualny element do zespołu.  To jest nasz atut – trzy równoważnie silne elementy zespołu, niemalże idealna równowaga sił nawiązująca do matematyki, fizyki, filozofii, religii… Rozmarzyłem się, ale tak uważam. Quazarre odpowiedzialny jest w dużej mierze za odpowiednią harmonię, co widać po ostatnich wyczynach na płycie, Hetzer zwraca uwagę na walory techniczne i rytmiczne, natomiast ja myślę bardziej barwami, dobieraniem odpowiedniego brzmienia, itd. Każdy z nas ma inną, często zupełnie inną przeszłość muzyczną i nie tylko chodzi o inne gusta dotyczące słuchanej muzyki. Na przykład Quazarre ma bardzo bogate doświadczenie sceniczne, grając w różnych metalowych zespołach, Hetzer i ja mamy natomiast wykształcenie muzyczne, stąd ta łatwość biegania po różnych stylach muzycznych. Zatem każdy z nas z niejednego muzycznego pieca chleb jadł.

Doszły mnie słuchy, że mieliście problem z masteringiem. Na właściwą drogę naprowadziła Was wizyta w Hertz studio. Co konkretniej zawdzięczacie braciom Wiesławskim? I opowiedz o współpracy z wytwórnią Icaros Records, z której usług korzystaliście po raz pierwszy.

F: Tak, stan „przed-masteringowy” to był prawdziwy koszmar. Na etapie miksu uzyskaliśmy satysfakcjonujące nas brzmienie i proporcje. Skoro nienajgorzej nam poszło na etapie miksu, uznaliśmy zatem, że swoimi siłami możemy zrobić mastering. Ale wiele, wiele godzin rejestracji i miksu zupełnie zatraciło w nas poczucie obiektywizmu, zatem przez kilka tygodni „boksowaliśmy” się z tym materiałem. Z pomocą zwróciliśmy się do kilku realizatorów, w tym również do braci Wiesławskich. O dziwo, opinie tamtych realizatorów, pomimo ich dobrych intencji, były sprzeczne z moimi przeczuciami. Mam wrażenie, że moja wizyta w Hertz studio była swoistym oczyszczeniem. Po pierwsze ich opinie pokrywały się z moimi odczuciami,  zatem poczułem pewną ulgę, po drugie pokazali mi próbkę tego, jak będzie finalnie brzmiał ten materiał i po trzecie, współpracuję z chłopakami z Hertza  od lat i mogę się na nich zdać jako na profesjonalistów. Ogromna liczba zleceniodawców z zagranicy świadczy o tym, że w tym gatunku muzycznym w Polsce wśród studiów muzycznych mamy perełkę. Co do wytwórni, to może za wcześniej na dogłębną opinię, ale faktem jest, że żadna poprzednia wytwórnia pomimo znacznie większych możliwości, nie zapewniła nam takiej promocji, jak Icaros Records. Mam na myśli liczne reklamy w czołowych periodykach, liczne patronaty, bardzo dobra obecność w internecie, liczne wywiady, a to dopiero początek.

Teksty zespołu i tytuł nowej płyty są dość pesymistyczne. Nowa płyta nosi tytuł „Stairs to Nowhere”. Skąd pomysł na nazwę „Schody donikąd” oraz jak to się ma do utworów zawartych na płycie, a konkretniej do tekstów?

Quazarre: Pamiętam, iż już  w bardzo wczesnym dzieciństwie często wyobrażałem sobie i rysowałem, później zaś malowałem schody do nikąd. Od dawien dawna były więc dla mnie symbolem pewnej tajemnicy, swego rodzaju graficzną wizualizacją pytania, na które za życia nikt z nas tak naprawdę nie jest w stanie udzielić właściwej, trafnej odpowiedzi… Otóż, co dalej?… Bo, podczas gdy ludzie wierzący mogliby te schody malować w nieskończoność, po obu ich stronach dodając tylko zmieniające się wraz z pokonywaniem kolejnych stopni kształty, formy i pejzaże, jednostki niewierzące widziałyby je jako zerwaną nagle nić, umiejscowiłyby siebie na brzegu tychże schodów, stojących nad przepaścią, której to wyobrażenie znów może być całkowicie odmienne dla każdej z nich… Schody do nikąd to w moim odczuciu idealna metafora wyobrażeń dotyczących życia po śmierci.. Z tymże należałoby tu po raz kolejny zaznaczyć, życia po śmierci, o ile takowe istnieje… Warstwa liryczna istotnie jest zatem w swym wydźwięku nader pesymistyczna. Z założenia miała być jak najbardziej adekwatna do zawartości muzycznej nowej płyty. Stąd wszechobecna tutaj dekadencja, zakrapiane winem filozoficzne rozważania ulatniające się w oparach dymu, oddalające się od nas i powracające wraz z echem dźwięków…

Czy w grę wchodzi opcja nagrania kolejnego DVD? Jeśli tak to czy powstała już jakaś wizja tego?

F: Nie myśleliśmy jeszcze na ten temat. Zresztą, jest to duże wyzwanie logistyczne – nagłośnienie, oświetlenie, obsługa kamer, obraz, montaż, rejestracja audio, mix, mastering. Jednym słowem mnóstwo ludzi, sprzętu i finansów, które może zorganizować jedynie duża firma fonograficzna.

Wiadomą sprawą jest, że każdy zespół chciałby, aby nowy krążek obszedł cały świat… Jest na to jakaś własna recepta czy trzeba zdać się na wytwórnię i w jej rękach takową działalność pozostawić?

F: Najlepiej zapytać się tych zespołów, które osiągnęły sukces w tym zakresie. Z naszego doświadczenia wynika, że niezbędna będzie ścisła współpraca wytwórni z zespołem plus kilku rzutkich ludzi działających w Internecie. Tak niewiele i jednocześnie tak wiele. Faktem jest, że dobre recenzje i dobre opinie nam bardzo pomagają i jeśli nie teraz z nową wytwórnią, to kiedy będziemy sławni i piękni, hehe?.

Komu można polecić nową płytę Asgaard – „Stairs to Nowhere”?

F: Można polecić tym, którzy strawią 2 utwory promocyjne z nowej płyty. Jeśli one się w miarę spodobają, to jest wysokie prawdopodobieństwo, że pieniądze nie będą zmarnowane. Tym bardziej, że jest to bardzo ładne wydawnictwo, prawdziwa gratka dla kolekcjonerów. Szczerze polecam. Nawet muzyka, pomimo dobrych recenzji, nie jest tak ładna, jak szata graficzna. A jeśli ktoś ma fetyszystyczne upodobania i lubi wąchać szlachetny zapach farby drukarskiej na okładce, to może być wniebowzięty.  Fetyszyści całego świata łączcie się i kupujcie płytę Asgaard „Stairs to nowhere”.

Płyta wydana, więc nie zdziwię nikogo pytaniem „Kiedy na koncert?” A ogólniej rzecz biorąc: czy planujecie trasę? Jeśli tak to czy są znane już jakieś jej szczegóły?

F: Początkowo tego nie planowaliśmy, ze względu na to, że jesteśmy projektem, a nie zespołem. Ale tych pytań dotyczących trasy, koncertów jest tak wiele, że coraz bardziej się nad tym poważnie zastanawiamy. Zatem niewykluczone, ale na razie bez konkretów.

Iwona Lewandowska

Zobacz też:
Recenzja „Stairs To Nowhere” 

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *