Dark Side Eons – „Eclipse”

Katowicki duet Dark Side Eons tworzą Leszek „Morph” Trzaska (wokal, muzyka, gitara) oraz Kasia „Moonskin” Trzaska (syntezator, programowanie). Swój styl określają jako Electro-Industrial / Electro Wave.

Płyta „Eclipse” jest Ich pierwszym pełnoprawnym albumem i jest zbiorem 12 kompozycji podsumowujących dotychczasowy okres twórczości. 

dse

Jaka ta płyta jest? Przede wszystkim dość różnorodna i przebojowa.

Otwierająca ją kompozycja „Darklight” zachwyca tanecznym rytmem i przebojowym refrenem. W sam raz na wszelkie gotyckie potańcówki. numer na najwyższym światowym poziomie.
Drugi „Ghosts” na płycie zwiastował to wydawnictwo. Zespół nakręcił do tego kawałka teledysk w odpowiednio mrocznym klimacie, który możecie zobaczyć tutaj:

Muzycznie numer jest dość jednostajny z często powtarzanymi frazami „Let me out", "Set me free” oraz „We are the dark reflections, we are the ghosts of time”, co potrafi zahipnotyzować słuchacza. Leszek prezentuje tu zarówno czysty spokojny wokal jak i krzyk. Trzeba przyznać, że brzmi intrygująco, a dalej będzie jeszcze ciekawiej.

Trzeci na krążku „Infinity Equals Zero”, to chyba jeden z moich ulubionych numerów tego duetu. Szybki, transowy, przebojowy z pulsującym rytmem i ostrą gitarą,  Leszek prezentuje ciekawy zabieg dwóch przeplatających się wokali. Jeden czysty i drugi przetworzony,  w tym drugim bardziej skrzecząc niż śpiewając tworzy piorunującą mieszankę wokalną. 

Jako czwarty mamy „Machine”. Również szybki, prawie mechaniczny jak tytułowa maszyna. Utwór utrzymany jest w klimacie industrialnym, minorowymi chłodnym, Mimo to noga sama wybija rytm podczas słuchania  tego kawałka. Świetny kawałek rocka industrialnego! 

Kolejny utwór na płycie „Dimensions”, na początku spokojny z niskim wokalem przywołuje dokonania takich mistrzów mrocznego grania jak Diary of Dreams, by później zaatakować nasze uszy krzykiem. Bardzo ciekawa kompozycja łącząca różne fragmenty od spokojnych po wybuchowe, ostre z mocnymi akcentami gitarowymi.

Tytułowy „Eclipse” także mocno transowy, mroczny z rzadkim w tym gatunku screamingiem, czyli nie przetworzonym wokalem, jak to często stosują inne zespoły, może się podobać największym fanom gatunku. Tu duże brawa dla zespołu, jest to niewąpliwie Ich atut. 

Jako siódma odsłona albumu jawi nam się utwór „Liars”. Szybki rytm, melodyjny refren. Powtarzane jak mantra „we are the liars” robi wrażenie.

Następnie dostajemy po uszach młotem świetlnym. „Lighthammer” rozpoczyna się mrocznie by po chwili przywalić tytułowym młotem, I tu już nie ma żartów. Mroczna ostra jazda w szalonym tempie. Pulsujący elektroniczny podkład wyczarowany przez Kasię w połączeniu z gitarowymi riffami i wściekłym wokalem Leszka na długo pozostają w pamięci.

Zespól nie zwalnia ani trochę i nie daje słuchaczowi odpocząć. Dziewiąty na płycie „The End of Days” to kolejny kawałek w szaleńczym rytmie, z mocnym wokalem nie dającym chwili wytchnienia. Przeplatany spokojniejszymi fragmentami jakby daje nadzieję nam na chwilę uspkojenia, by za chwilę uderzyć z nową mocą.

„Time” to kolejna porcja melodyjnego darkwave'u, typuję ten utwór na kolejnego singla. 

Przedostatni na płycie „The Other Side” ma coś ze stylistyki New Romantic (brzmienie klawiszy). Świetna melodia, elektronika podlana gitarowymi riffami, pulsujący i taneczny rytm. Czego chcieć więcej?

Album zamyka kompozycja „Walk (The Abyss)” Mroczna i tajemnicza jak tytułowa otchłań. Pozostawia niedosyt powodując odruch ponownego włączenia płyty od początku.

Płyta znakomita, mimo że nie jest to do końca „mój” gatunek mrocznej muzyki, to płyta nie nuży, zaskakuje brzmieniem, aranżacjami, ciekawym pomysłami. Znakomity debiut tych dwoje utalentowanych ludzi.

Dla fanów tego typu brzmień pozycja obowiązkowa.

8 kropel krwi na 10

DARKman