Cult ov Mora „…is coming”

Katowicki projekt, składający się z trzech osób: Tailheg’a, Edwarda i Dybuk’a. Niedawno wydał swój debiutancki krążek „…is coming”.
Na płycie tej znalazło się 9 utworów. Siedem głównych kompozycji plus dwa bonusowe utwory – covery.
Na pierwszy ogień dostajemy intro „The Beginning”.
Intro, niejako zwiastun grozy. Przedsmak tego, co znajdziemy w dalszych numerach na krążku.
Wprowadza nas w odpowiedni klimat.
„Dancing With The Devil”, to drugi utwór na albumie, świetnie zagrany, bazujący w moim odczuciu, głównie na syntezatorach i perkusji.
Wokal tutaj jakby schodzi na dalszy plan, mimo iż growl jest naprawdę niezły. Ten taniec z Diabłem, wcale nie jest taki zły.
„Follow My Birde”, to kawałek bardzo klimatyczny, mroczny i mocniejszy niż poprzednik.
Niemal symfoniczne przerywniki i perkusja, która dyktuje rytm, tworzą ciekawe dla ucha połączenie.
„Wake Up My Beauty”, w tym numerze na dzień dobry dostajemy chwytliwą melodię, która zamienia się po chwili w mroczne dźwięki i wraz z tym pełnym niepokoju growlem powoduje u nas gęsią skórkę.
Utwór jest bardzo chwytliwy, żeby nie powiedzieć przebojowy (blee nie lubię tego słowa). Niemniej jednak wyróżnia się ten kawałek na tle pozostałych numerów z płyty.
„Time Has Come”, porządna dawka mocnych dźwięków. Swobodna perkusja, która wreszcie pokazuje na co tak naprawdę ją stać i naprawdę dobry growl, świetnie łączą się z elektronicznym tłem.
Nie mogę nie wspomnieć w tym numrze o świetnej pracy gitar, które jaknajbardziej zasługują na uwagę słuchaczy.
„You Belong To Me”, znów solidne brzmienie perkusji, ale i gitary, nie poszły w odstawkę. Gitary tutaj wiodą prym. Dobrze zagrane solo w połączeniu z klawiszami i przesterami, a także po raz kolejny świetnym growlem.
Klawisze też tutaj zasługują na to by, o nich wspomnieć.
„The End”, outro zamykające główną część płyty.
Brzmi jak tupot skazanych, którzy są prowadzeni na pewną śmierć.

Bonusowe utwory na płycie, to tak jak już wspomniałam covery. Cover Burzum „Ea, Lord Of The Depths” i cover The Cure „Fight”.
Cover Burzum, zrobiony bardzo ciekawie. Rzadko covery Burzum, można usłyszeć w takiej odsłonie.
Klawisze przedstawione w ciekawy sposób, idealnie komponują się z elektrycznym brzmieniem i chwytliwą melodią.
„Fight”, to cover zrobiony dość oryginalnie. Taki jakby eksperyment. Miło jest usłyszeć ten utwór w elektronicznym zestawieniu.
Podsumowując album „.. is coming” jest to naprawdę genialny debiut.
Widać, że Panowie przyłożyli się do tego krótkiego bądź co bądź dzieła.
Kawał pracy włożonego w tą płytę zaowocował, świetnym materiałem.
Pełnym plątaniny między elektronicznym światem, a metalem i mrocznymi dźwiękami.
Polecam ten krążek każdemu, kto poszukuje w muzyce czegoś niebanalnego, czegoś innowacyjnego i lubi mieszaninę stylów.
Oceniam krążek na 10 mimo iż jest krótki.
Dobra robota Panowie 🙂

Atharjatha.