Closterkeller – Kraków, klub Kwadrat, 26.10.2014

Dziesięciolecie trasy Abracadabra, w ubiegłym roku dwudziestopięciolecie istnienia. Closterkeller wyruszył w coroczną trasę. Miałem szczęście być na tym wydarzeniu, i to dosłownie szczęście, bo ta trasa jest wyjątkowa. W zespole zaszły zmiany personalne. Pod koniec ubiegłego roku odszedł perkusista Gero, nowym został Qba. W ostatnich dniach grudnia, w czasie akustycznej trasy, odszedł Mariusz – główny gitarzysta, wówczas musiał go zastąpić Rollo. Nowa twarz została ujawniona dopiero na koncercie przed Fields of the Nephilim, okazała się nią być blondwłosa ZuZa [tak, druga baba w zespole]. Trzecią zmianą był basista, Krzysztof Najman odszedł niedługo po Mariuszu, zastąpił go Olo.

Ale wracając do wczoraj. Closterkeller w ostatniej chwili zmienił support z Achangelicy na Danse Macabre. Sądzę, że ta podmiana wyszła na dobre całemu wydarzeniu. Archangelica gra progresywnego rocka, natomiast Danse Macabre jest bliższe klimatom gotyckim, grając zimną falę. Należy wspomnieć, że przewodniczką DM jest Ania Blomberg-Gahan, niegdysiejszy głos Batalion d’Amour. Stworzyli pękną, mroczną atmosferę, swoimi zimnymi dźwiękami.

Po chwili przerwy rozpoczął się czas Closterkellera, najpierw dźwięki „Nero”, potem ten niesamowity moment zaskoczenia, gdy weszła gitara. Okazuje się, że ZuZa gra zupełnie inaczej niż Mariusz, nie są to progresywne i popisowe dźwięki, jest w tym znacznie więcej emocji i brudu. Drugim kawałkiem była odgrzebana „Supernova”, której jeszcze nigdy wcześniej nie udało mi się usłyszeć na żywo. Po „Między piekłem a niebem” pojawił się pierwszy tego wieczoru nowy kawałek – „To albo to” dobry, rockowy numer. Następnie dwa „Przeboje” – „Agnieszka” i „Królowa”, po nich, ze wstępem, „Paprot” – opowieść o szukaniu kwiatu paproci. „Tyziphone” wybrzmiała potężnie, zwłaszcza z tą nową gitarą, jedynie przejście na perkusji mnie troszeczkę zawiodło. „Zmierzch bogów” – jeden z najbardziej politycznych tekstów zespołu, dobra, mocna energia. Później chwila wyciszenia, trzeci nowy utwór, tym razem bez tytułu i bez tekstu. Anka poszła się przebrać, zapowiadając, że tekst się pojawi. „Serce” zostało jakoś przedłużone i nastąpił kolejny smaczek tego wieczoru. „Władza” oraz „Klepsydra” z podmienionymi wzajem tekstami, po koncercie Anka mówiła, że roboczo nazywa te piosenki Klepsydza i Włapsydra. Brzmiało to oryginalnie, co chwilę gubiłem się słuchając tych tekstów. Ostatni nowy utwór tego wieczoru to „Pokój tylko mój”, po nim przebojowe „Na krawędzi” oraz „Graphite”, który również, nie wiem jak się to stało, słyszałem po raz pierwszy w życiu. Zespół dwa razy schodził ze sceny, ale na bis była „Scarlet” oraz „Violette”. Po wszystkim Anka jeszcze wyszła i dziękowała nam za przybycie, uradowana, iż nie wybraliśmy Anathemy.

Koncert był świetny, niech żałują ci co nie byli, a dużo ich nie było niestety. Publika nie dopisała, no ale to pewnie przez wspomnianą Anathemę. Closterkeller odświeżył swoje brzmienie, głównie przez nową przebojową gitarzystkę. Zadowolony, i z trofeami, w postaci autografów i zdjęć, wróciłem do domu. Na koniec usłyszałem zapowiedź następnej wizyty, już na wiosnę, co niezmiernie raduje moje serce.

Autor: Dying Angel with Snatched Wings