Batalion d’Amour – Fenix

Zespół Batalion d’Amour powraca z nowym albumem po 11 latach (poprzedni album „Niya” ukazał się w 2005 roku) odrodzony niczym tytułowy Feniks z popiołów.  I to powraca w wielkim stylu.  Jedenaście znakomitych kompozycji plus cały singiel „Charlotte” jako bonusy to potężna dawka znakomitej muzyki.

fenix-cover

Zespół od zawsze kojarzony z tzw rockiem gotyckim odszedł nieco od tej stylistyki wydając album bardziej różnorodny, bardziej zjadliwy dla przeciętnego słuchacza muzyki rockowej. Nie jest to absolutnie żaden zarzut, a nawet zaleta tego krążka bo jak podkreśla to wokalistka Batalionu – Karolina Andrzejewska „w ten sposób mamy okazję dotrzeć do szerszego grona odbiorców”.  Nie znaczy to, że na tej płycie nie ma akcentów znanych z poprzednich wydawnictw zespołu.

Otwierający album utwór „Bez nas” z bardzo osobistym tekstem plasuje się na granicy rocka z elementami gotyckiej stylistyki (chórki w tle, przestrzeń uzyskana dzięki brzmieniu instrumentów klawiszowych).  Znakomity numer na początek płyty!

Singlowy „Charlotte” , do którego zespół zrealizował efektowny  teledysk, to wydawałoby się zwykła rockowa piosenka jakich miliony możemy usłyszeć w radio, ale jednak z elementami nostalgii i zadumy, które zawiera w sobie i tworzy interesującą propozycję dla każdego fana rocka. Warto słuchać się w niebanalny tekst tego kawałka.

Spokojnie zbyt tniesz moje myśli
jak wycinanki z gazet
Czy nie wiesz, że to przed czym kryjesz twarz
już Ci się nie przydarzy
już Ci się nie przydarzy

Następnie nasze uszy atakuje prawie hard rockowy riff. „Między słowami” to rasowy rockowy kawałek z melodyjnym refrenem i ciekawym tekstem.

Jako czwarty na płycie dostajemy swego rodzaju muzyczny eksperyment, ponad 9 minutowy utwór „Zawróceni” – wieloczęściowy z elementami rocka gotyckiego i progresywnego, stanowi bardzo smakowity kąsek. Muszę przyznać, że zespół bardzo pozytywnie mnie zaskoczył wydając tak długi i nie taki łatwy w odbiorze kawałek. Jak mówi Karolina "Inspiracją do utworu stało sie wydarzenie głośne w mediach dotyczące małej dziewczynki, która nie poradziła sobie z presją środowiska i przegrała walkę o życie, jak również pojawia sie motyw Ikara, sięgającego zbyt wysoko i ponoszącego karę". Po kilkukrotnym przesłuchaniu krążka stwierdzam że jest to jeden z moich ulubionych numerów w całej twórczości zespołu.

"Za granicą marzeń" to rasowy klimatyczny gotycki kawałek, z niespodziewanym potężnym rifem, z którego wyłania się przepięny refren. Kolejna perełka tego albumu!.

Na osobne omówienie zasługuje obecność gości na albumie i to gości nie byle jakich!

„Moje remedium” zaśpiewane w duecie z Tomaszem Grocholą, wokalistą cenionego w kręgach muzyki independent  zespołu Agresiva 69, robi niesamowite wrażenie. Niski „grobowy” wokal Tomasza znakomicie współgra z wokalem Karoliny, tworząc przepiękny duet w piosence o poszukiwaniu siebie wzajemnie.

W niewygodne ubrani sny biegnąc co tchu
gubiąc siebie szukamy remedium na ból
Pod powieką nasz strach tworzy obraz ze szkła
rzeźbiąc kolejną z ran 

Do jedynej zaśpiewanej po angielsku akustycznej ballady „The Lost Diary” Karolina zaprosiła Johna Portera, którego nie trzeba specjalnie przedstawiać fanom muzyki rockowej. John chętnie zgodził się na współpracę i powstała przecudownej urody ballada o pogoni za szczęściem, o poszukiwaniu miłości. Na gitarze akustycznej zagrał tu kolejny gość – Łukasz Belcyr.

Ciekawostką jest również udział chóru gospel The Joyful Voice, który uświetnił nagranie „Zaklęty”  Dzięki temu numer uzyskał głębię i swego rodzaju patos. Trzeba przyznać, ze to bardzo ciekawy zabiega aranżacyjny, niespotykany wśród rodzimych kapel rockowych.

Dobrym pomysłem było dodanie singla „Charlotte” jako bonus do tego albumu. Dzięki temu możemy poznać różne oblicza tej samej piosenki, od wersji anglojęzycznej poprzez wersję akustyczną, z gościnnym udziałem skrzypka filharmonii wrocławskiej Pawła Millera i Adama Drzewieckiego akompaniującego Karolinie na fortepianie.

Nagranie „Charlotte” możemy też poznać w industrialnym remiksie Pawła Penarskiego. Jak mówi Karolina: „mieliśmy sygnały, że ten remiks może znakomicie się wpasować w playlisty ekskluzywnych klubów tanecznych.” Może tym właśnie sposobem zespół zyska nowych fanów nie tylko lubiących muzykę rockową? Oby tak było!

Oczywiście recenzja nie odda pełni piękna tej muzyki. nie opisałem też wszystkich kompozycji z tej płyty, pozostawiając Wam kilka smaczków do samodzielnego odkrycia.  Mogę tylko zachęcić do zapoznana się z tą znakomitą płytą, bo naprawdę warto. 

Podsumowując, znakomity album nie tylko dla fanów rocka gotyckiego, znakomicie zagrany, nagrany i zrealizowany. Możemy być dumni, że mamy w kraju takie zespoły jak Batalion d’Amour i z dumą prezentować je na światowym rynku.

10 kropel krwi na 10

DARKman