Dark Tranquillity + Amoral, Wrocław, klub Alibi [20.11.2014]

Legenda szwedzkiej melodic death metalowej sceny zawitała w końcu do Wrocławia! Jak się niebawem zresztą przekonacie – czekanie zostało polskim fanom sowicie wynagrodzone.

W czwartek (20.11) klub Alibi stał się najbardziej wskazanym miejscem dla fanów melodyjnego, ale zarazem mocnego grania. Na scenie bowiem miał pojawić się zespół Dark Tranquillity, którego fanom melodeath’u przedstawiać z pewnością nie trzeba.

Jako, że występ gwiazdy wieczoru poprzedzony był aż trzema supportami, to pozwolę sobie właśnie od nich zacząć i napomknąć kilka słów na ich temat.

Koncert opiewał w mocno alternatywne dźwięki, a pierwszym dowodem na to była włoska formacja The Lehmann Band. Jest to zespół daleki od growlowych eksperymentów, chociaż  legenda głosi, że wokalista ongiś podjął naukę owej techniki i czasem jej używa. Nagłośnienia pierwszego zespołu jednak wypadło blado pod względem wokalisty, bo praktycznie cały występ zdzierał gardło sam do siebie. O zespole jeszcze wiem tyle, że niedawno dołączył do składu jeden z najlepszych gitarzystów rosyjskich – Edward Lytkin. Muzyk ma na swoim koncie dwa krążki „Blackside Flash” oraz „A Touch of Balance”, które pozwoliły mu zaistnieć, co więcej znalazły się wysoko w amerykańskich notowaniach. I faktycznie formacja melodyjnie ma coś do przekazania. Wokalu pozwolę sobie nie oceniać, ze względów technicznych. Wizualnie również oceniam na plus. Chłopaki dostali jakieś słabe 30 min na scenie, także i tak ukłony za to, że grali swoje i utrzymali poziom.

Przerwa zleciała szybko, a krótko po niej na scenie stał już zespół Acyl.  Mieli trochę kombinowania z rozmieszczeniem sprzętu, chociaż ostatecznie poszło im to całkiem sprawnie. I tak oto poznałam Francuzów z bardzo oryginalnym podejściem do grania muzyki metalowej! Rozkochali od pierwszego utworu w sobie całą publikę, która rozmnażała się przy scenie w zatrważającym tempie. Było dużo klaskania, tupania i rzecz jasna machania… głową. Acyl to formacja prezentująca etniczny/ eksperymentalny metal. W swoim składzie mają dwóch algierskich kolegów, którzy do muzyki dodali swoje rodzime instrumenty, bardzo zresztą ciekawe jak się później okazało. Myślę, że nie sposób oddać słowami ich muzyki, dlatego pozwolę sobie użyć filmiku obrazującego ich występy live:

Od samego początku kontakt z publicznością był nierozerwalny. Ludzie bawili się i entuzjastycznie reagowali po każdy kawałku, częstując muzyków gromkimi oklaskami. Cóż, ludzi na żywo nie łatwo kłamać. Zespół jest bardzo prawdziwy i zaangażowany, chłopaki żyją tą muzyką, musi mieć to zatem przełożenie na reakcję odbiorców. Ja zapamiętam na pewno Francuzów z dobrej strony , świetnie spędziłam czas przy ich muzyce!

Przyznam szczerze, że bardzo wyczekiwałam występu formacji Amoral. Wcześniej niesamowicie pozytywnie dał mi się poznać wokalista zespołu, Ari Koivunen. Talentu temu chłopakowi odmówić nie można, zagłębiając się na krótko przed koncertem w dokonania muzyczne Ari, natrafiłam na jego występy z fińskiego  Idola. Może część z Was o tym wie, ale Ari wygrał edycję z 2007 roku. Według mnie absolutnie zasłużenie, a przekonałam się o tym dosadnie podczas koncertu. Niestety nagłośnienie wokalu dalej pozostawiało wiele do życzenia, ale Amoral gra na tyle alternatywnie, że cięższe brzmienia często przeplatają akustyczne wstawki. Podczas nich głos wokalisty brzmiał anielsko, naprawdę. Głos wokalisty charakteryzuje delikatność i niesamowita głębia. Może to mało metalowe i nietuzinkowe połączenie, ale zapewniam Was, że brzmi co najmniej dobrze. Ari ma też swój solowy projekt, a więc pomysłów na muzykę nie może mu brakować. W Finlandii jest bardzo rozpoznawalną postacią dzięki udziałowi w programie. Niewątpliwie dało to mu przepustkę do kariery muzycznej, a dzięki dołączeniu do składu Amoral dostał niepowtarzalną okazję wybić się poza granice swojej ojczyzny i tak też się stało. No i zagrać trasę z Dark Tranquillity, podczas której poprzedza występ samej legendy metalu. Takie rzeczy nie dzieją się przypadkowo. Trochę dziwiły mnie miny publiki zebranej pod sceną, bo występ Finów zdaje się, że wzbudził najmniej pozytywnych emocji. Możliwe, że dlatego iż najbardziej obiegał od stylu Dark Tranquillity. Odnośnie setlisty- zespół wziął w obroty najnowszy album „Fallen Leaves and Dead Sparrows” wydany w tym roku. Gatunkowo podpinam ich śmiało pod heavy metal, z elementami power metalu. Przy ich umiejętnościach to musi zdać egzamin, polecam przekonać się osobiście. Dla zachęty podrzucam klip z najnowszego albumu:

Przyszedł czas na gwiazdę wieczoru. Występ poprzedziło 5-minutowe odliczanie zafundowane nam za pomocą projektora. Skutecznie zresztą nakręciło to fanów do odliczenia ostatecznych 10 sekund. Zaraz po magicznej odliczance zabrzmiało intro, zespół kolejno pojawiał się na scenie. Zdecydowanie największy hałas zrobił się po wbiegnięciu na scenę wokalisty. Mikael, frontman Dark Tranquillity i nieoceniony wokalista, to przede wszystkim niesamowity człowiek. Koncerty DT charakteryzuje m.in. podanie dłoni fanom, co więcej, Szwed robi to bardzo indywidualnie, patrząc każdemu prosto w oczy. I to jest ten moment, o którym każdy fan formacji marzy. Myślę, że wielu polskich fanów miało okazję spełnić właśnie we Wrocławiu owe marzenie. Oczekiwania co do setlisty zawsze są ogromne i różne jak ilość sympatyków na koncercie. Moje były skromne, po części nawet spełnione, bowiem najbardziej cenię sobie albumy „Fiction” oraz „We are the void”. Usłyszałam kilka kawałków z obu, ale niemniej chętnie dałam się ponieść zarówno starszym jak i nowszym brzmieniom. Setlisty nie udało się uchwycić w obiektywie, ponieważ na scenie znajdowała się tylko jedna, przyklejona tuż przed perkusją, na dodatek jak się później okazało, wielokrotnego użytku, dlatego też nikogo nie uraczono taką pamiątką. Jednak fani nie mieli problemu z jej rozszyfrowaniem tudzież po prostu zapamiętaniem, a przedstawia się ona następująco:

1.The Science of Noise
2. Damage Done
3. The Silence in Between
4. The Lesser Faith
5. The Wonders at Your Feet
6. The Mundane and the Magic
7. The Treason Wall
8. Through Smudged Lenses
9. State of Trust
10. ThereIn
11. Terminus (Where Death Is Most Alive)
12. Focus Shift
13. Uniformity
14. Final Resistance
15. Endtime Hearts
16. Misery’s Crown

Jak widać setlista nie była najkrótsza, co zresztą jest domeną zespołu. Był to dla wielu bardzo wyczerpujący koncert, być może dlatego też DT nie przewidział bisów dla wrocławskich fanów. Przyznam, że po koncercie czułam się na tyle usatysfakcjonowane, że domagałam się jakoś bardzo powrotu zespołu na scenę. Podczas koncertu Szwedzi zostali po prostu uderzeni falą aplauzu polskich fanów, sami wyglądali na bardzo zadowolonych. Naprawdę było gorąco mimo powiewu chłodnego powietrza mrożącego moje nogi przez 3,5 h. Cena za stanie w pierwszym rzędzie w klubie Alibi – weźcie to pod uwagę 😉

W połowie koncertu z ust Mikael’a zabrzmiały słowa kluczowe tego wieczora dla polskich fanów, mianowicie: „Gdzie byliście jak kręciliśmy ostatnie DVD?!” To zdanie jeszcze bardziej rozkręciło wydarzenie, aż ciary przechodzą co działo się podczas ostatnich kawałków w klubie Alibi. Tak chcę zapamiętać Wrocław.

Reasumując: doświadczyłam bardzo urozmaiconego koncertu. Wydarzenie spełniło moje oczekiwania, i z czystym sumieniem polecam koncerty Dark Tranquillity. Oprócz genialnej muzyki płynącej z głośników, będziecie mogli poczuć się wyjątkowo, wszystko dzięki bardzo ciepłemu podejściu Mikeal’a  oraz jego czarodziejskiej konferansjerce. 3x TAK!

Serdeczne podziękowania kierujemy w stronę organizatora koncertu, KnockOut Production oraz klubowi Alibi za udaną współpracę.

Za zdjęcia szczególne podziękowania kieruję w stronę koleżanki z redakcji, Agnieszki Herod.

Iwona Lewandowska