In Flames „Siren Charms” – recenzja

Album In Flames dorwałam niemal natychmiastowo. Żaden krążek z tego roku (do tej pory) chyba nie budził tylu kontrowersji i nie podzielił tak mocno zatwardziałych fanów metalu. Nie mam wątpliwości, że płyta powinna spodobać się zdecydowanej większości odbiorców oraz zaciekawić nowe osoby, bo przykuwa uwagę, o czym albo się już przekonaliście, albo przekonacie. To jest In Flames, które osobiście kupuję, a Wy? Dajcie się przekonać!

1. „In Plain View” 4:05
2. „Everything’s Gone” 3:24
3. „Paralyzed” 4:15
4. „Through Oblivion” 3:37
5. „With Eyes Wide Open” 3:58
6. „Siren Charms” 3:05
7. „When the World Explodes” (feat. Emilia Feldt) 4:39
8. „Rusted Nail” 4:55
9. „Dead Eyes” 5:23
10. „Monsters in the Ballroom” 3:53
11. „Filtered Truth” 3:31
12. „The Chase” (bonus track) 4:57
13. „Become the Sky” (bonus track) 4:01

Album nagrany w składzie:
Anders Fridén – wokal
Björn Gelotte – gitara
Niclas Engelin – gitara
Peter Iwers – bas
Daniel Svensson – instrumenty perkusyjne

Fani muszą zrozumieć, że In Flames to wędrowcy poszukujący nowych pomysłów, nowych koncepcji. Zmieniają punkt odniesienia, nie spodziewajcie się powrotu na przetarte już ścieżki. Cóż, tym samym sporo słyszymy o komercji (bla bla bla), wybijcie to sobie z głowy. Nastała paskudna moda, by używać tego słowa w stosunku do zespołów, które po prostu nie chcą odgrzewać już przysłowiowego kotleta. Szanujmy ich za to i albo kochajmy, albo… nie słuchajmy. Tak samo było z Arch Enemy, a sukcesy, które obecnie odnoszą są kolejnym przełomem w ich karierze. Swoją drogą ciekawe co przyniesie nowy krążek At the Gates… ale wróćmy do tematu „Siren Charms”.

Chłopaków wyniosło jeszcze dalej od göteborskiego klimatu niż miało to miejsce np. w „Come Clarity”. Najprościej mówiąc obecny materiał jest bardzo opanowany, przemyślany i przyjemny dla ucha. „In Plan View”, czy „Everything’s Gone” to dość bliźniacze kawałki. Album zaczyna się dość mocno i wyraziście, jedyne czego może brakować, to scream Anders’a. Tego z pierwszych płyt ze świecą szukać pośród tracklisty, ale nie znaczy to, że frontman zrezygnował ze zdzierania gardła. Refreny często są mocniejsze i wtedy naprawdę zrywa z siedzenia.

Jeżeli oceniliście album na podstawie „Through Oblivion”, puśćcie sobie go od początku do końca, nie warto żyć w błędzie. In Flames ma zdecydowanie więcej do zaoferowania. Lubię ten kawałek, ale nie jest to jakiś mega mocny punkt na płycie, a na pewno nie punkt odniesienia do całości.

Ależ te gitary chodzą, aż miło! Do tego charakteru dodają wstawki elektroniki, bardzo oszczędnie dozowane, idealnie dopełniają brzmienie. Ma to miejsce np. w „Paralyzed”. Po krótkiej przygodzie z elektroniką przychodzi kolej na wszystkim zapewne dobrze już znany, wcześniej wspomniany kawałek „Through Oblivion”, klip prezentujemy poniżej:

Powiem Wam na przekór, że w stosunku do reszty kawałków płyty wypada średniawo, na podobnym poziomie jak „Eyes Wild Open”, ale jeden i drugi ma w sobie „to coś”. „Siren Charms” jak na tytułowy kawałek nie zrobił większego zamieszania, ale może taka była koncepcja. Natomiast „When the World Explodes” to już swoista eksplozja, a zarazem ciekawy duet z Emilią Feldt. Może urocza blond sopranistka nie wzniosła się na wyżyny swoich możliwości, ale na pewno wraz z muzyką dodała bardzo podniosłego klimatu. Niewątpliwie w tym kawałku tkwi prawdziwe piękno.

Schodzimy na ziemię, słuchamy dalej In Flames. Kolejny na liście utwór to „Rusted Nail”, który również miał okazję zostać poznany, poniżej umieszczam teledysk do tego kawałka:

Stawiając zespołowi wymagania, co do brzmienia, faktycznie możecie być rozczarowani. Death metal, o losie, kiedy to było… Trochę się pozmieniało, idziemy z duchem czasu! „Rusted Nail” to nowoczesna, rockowo-metalowa propozycja, jak większość na krążku. Niewiele więcej da się powiedzieć o „Dead Eyes”. Nie, nie są to słabe punkty, są sensowne, dają się lubić. Ale domyślam się, że przekonać do obecnej twórczości In Flames typowego death metalowca, to jak grochem o ścianę. To zrozumiałe.

Pod koniec znajdzie się miejsce na więcej agresji w wokalu Anders’a. „Monster in the Ballroom” to wpadająca w ucho propozycja, wypełniona gęsto metalowymi riffami, w rezultacie dała kolejny godny uwagi kawałek. Ostatni na liście „Filtered Truth”, utwór wieńczący całość nie odbiega agresywnością od poprzedniego. Do tego dorzućmy niezwykle melodyjnie chodzące gitary i zakończenie mamy dość wyraziste. Chociaż widziałabym trochę więcej miejsca na elektronikę pod sam koniec, ale przystaję na propozycję Szwedów. Może po prostu wolałabym przedłużyć nieco album, tak szybko śmignął mi przez odtwarzacz!

Myślę, że najważniejsze spostrzeżenia zawarłam w treści recenzji, reszta zależy od Waszych upodobań oraz podejścia do nowej propozycji In Flames. Moim zdaniem jak najbardziej warto dać im szansę, a na koncercie w Polsce tak czy siak spodziewam się tłumów.

8/10 kropel krwi
Iwona Lewandowska