Ania Blomberg-Gahan

Cześć Aniu!
Zacznijmy od początku. jak zaczęła sie Twoja przygoda z muzyką? Uczęszczałaś może do szkoły muzycznej czy jesteś samoukiem?
Hej 🙂
Uczęszczałam do szkoły muzycznej, w klasie skrzypiec, kontynuując rodzinną tradycję (moja mama nadal gra na skrzypcach i udziela się w różnych projektach, koncertując w kraju i za granicą). Niestety, skrzypce nie do końca mi spasowały, miałam bardzo wymagającą nauczycielkę i… zbyt długie palce (w pewnym momencie zasugerowano mi zmianę instrumentu na altówkę, ale wtedy szukałam już po prostu możliwości ucieczki z rygoru szkoły muzycznej). Skończyłam zatem Państwową Szkołę Muzyczną I Stopnia w Cieszynie i zapisałam się do Ogniska Muzycznego w Ustroniu na gitarę klasyczną. Moim nauczycielem był wspaniały profesor, Karol Ferfecki. Po dwóch latach w Ognisku Muzycznym, zaczęłam interesować się muzyką rockową i udzielać się w różnych zespołach. Moim pierwszym zespołem był blues’owy EB Live, którego największym sukcesem było zaproszenie na Rozgrzewkę Rawa Blues w Ustroniu, w roku, bodajże, 1993, następnie śpiewałam w zespole Odium z Będzina, no i w 1995 roku, tuż po maturze, trafiłam do Batalion d’Amour.

 

Właśnie, jak trafiłaś do zespołu Batalion D’Amour?
Po zdaniu matury pojechałam świętować do Skoczowa i wraz z koleżankami trafiłyśmy do kultowego skoczowskiego lokalu o nazwie Bier Club. Tak się zdarzyło, że w tym lokalu akurat wtedy delektował się piwkiem wokalista Batalionu, Piotr Grzesik. Ktoś nas sobie przedstawił, zaczęliśmy rozmawiać i dostałam zaproszenie na probę, a następnie sugestie zespołów, z których muzyką miałam się zaznajomić, między innymi The Sisters of Mercy, The Cure i Joy Division. Zaznajomiłam się z muzyką tych zespołów do tego stopnia, że do dzisiaj jestem uzależniona od ich muzyki, The Sisters i The Cure widziałam wielokrotnie na żywo, byłam też na koncercie basisty Joy Division, Petera Hook’a, na którym prezentował cały album „Unknown Pleasures’. Miałam także wielką przyjemność grać w pierwszym składzie zespołu obecnego gitarzysty The Sisters of Mercy, Bena Christo, który już w czerwcu wyda debiutancką płytę. Zespół nazywa się Night by Night. Wracając do Batalionu – pojawiłam się na próbie, zaśpiewałam utwór z repertuaru zespołu Hej i… zaczęliśmy współpracować. Początkowo do moich obowiązków należało tworzenie chórków do linii wokalnych Piotrka, w pewnym momencie jednak dostałam swój pierwszy, solowy utwór. Batalion z Piotrkiem w roli głównej był niesamowitym zespołem, słuchając utworów nagranych z nim na wokalu mam wrażenie, że zabrakło im odpowiedniej promocji w tamtych czasach… Kiedy oficjalnie stałam się członkiem Batalionu Miłości, skupiliśmy się na graniu koncertów i promowaniu zespołu. Graliśmy praktycznie co weekend, często za przysłowiowy zwrot kosztów i darmowe piwo, ale dzięki naszemu zaangażowaniu i wytrwałości udało się podpisać kontrakt z wytwórnią Morbid Noizz, która wydała naszą debiutancką płytę, nagraną w czeskim studio na ośmiośladzie, zatytułowaną ‚Labirynt Zdarzeń’. Płytę promowaliśmy na festiwalu Castle Party, a także na koncertach zorganizowanych przez Morbid Noizz, między innymi z Atrocity i Liv Kristine w Centrum Kultury Zamek w Poznaniu. Potem przejął nas Metal Mind Productions, dzięki którym nagraliśmy kolejne trzy płyty, które promowaliśmy na trasach z Closterkeller, Moonlight, Aion i Undish. Lata spędzone z Batalion d’Amour były cudowne – atmosfera w zespole zawsze była bardzo dobra, zresztą do tej pory się przyjaźnimy, graliśmy mnóstwo koncertów i uważam, że naprawdę sporo razem osiągnęliśmy.

 

Później przyszła kolej na zespół Dance On Glass, jak oceniasz ten etap kariery?. Czym różniła się praca w nim od pracy w Batalionie?.
Dance on Glass był początkowo projektem dwóch osób – mojego byłego męża i moim. Były mąż postawił mi nie lada zadanie – miałam napisać cały materiał, on obiecał nagrać partię gitar i basu. Materiał napisałam, przypomniałam sobie grę na klawiszach… David, zgodnie z obietnicą, dograł gitary, bas i… chórki (między innymi, do jednego z dwóch utworów na naszej debiutanckiej płycie w języku polskim, o tytule ‚Obojętność’). Naszą debiutancką (i jak się później okazało, jedyną) płytę ‚Daydreaming’ wydało Metal Mind Records – album spotkał się z bardzo dobrym przyjęciem, zarówno w Polsce, jak i na świecie (ostatnio trafiłam na recencję i wywiad z nami przeprowadzony przez… australijski portal muzyczny).  Bardzo miło wspominam koncerty z Dance on Glass – zagraliśmy jako support kultowego All About Eve na ich trasie po Anglii, między innymi w londyńskiej Astorii, a także na festiwalach Wave Gotik Treffen w Niemczech i Castle Party w Bolkowie. Na potrzeby koncertów, do Dance on Glass dołączyli dwaj wspaniali muzycy, z którymi współpraca była dla mnie ogromnym zaszczytem – Simon Rippin (niegdyś członek zespołu Fields of the Nephilim) i Steve Cooper, na co dzień związany z punkowym Blyth Power. W takim składzie zagraliśmy również krótką trasę do Polsce i nagraliśmy ‚zalążek’ drugiej po Daydreaming płyty – wspólnie powstały cztery utwory, niestety praca nad materiałem w pewnym momencie stanęła w miejscu i Dance on Glass umarło śmiercią naturalną – dla małżeństwa w separacji praca nad wspólną muzyką przestała być przyjemnością po prostu 😉

 

Mieszkałaś kilka lat w Wielkiej Brytanii, jak oceniasz nasz rynek muzyczny i polskich wykonawców na tle tamtejszego rynku? Czy mamy powody do dumy czy nadal jesteśmy przysłowiowym muzycznym „zadupiem”? 
W UK spędziłam aż 14 lat 😉 Myślę, że polskim wykonawcom, generalnie wykonawcom z Europy Wschodniej, brakuje po prostu wsparcia promocyjnego i zaplecza finansowego, aby takie wsparcie zapewnić. Zaprzyjaźnionym Anglikom wielokrotnie prezentowałam polską muzykę i zasze im się bardzo podobały nasze rodzime kapele – były mąż był ze mną kiedyś na koncercie Closterkeller, zaraziłam go też czeskim zespołem XIII Stoleti, Brytyjczykom bardzo podoba się też Big Cyc. Z kolei Ben Christo, ze wspomnianego wyżej The Sisters i Night By Night był zachwycony utworem Batalionu d’Amour ‚Kalejdoskop Wspomnień’. Moim znajomym z Anglii podoba się także Diavolopera 😉 Myślę, że polscy wykonawcy, wsparci odpowiednią promocją, mieliby wielką szansę zaistnieć na zagranicznych rynkach muzycznych.  Nie mówię w tej chwili o muzyce mainstream, z tego względu, iż nie znam się na niej i nie słucham jej, ale jeżeli chodzi o muzykę bardziej alternatywną to naprawdę mamy się czym chwalić i nie powinniśmy wpadać w żadne kompleksy.

 

Czy któryś z polskich wykonawców oprócz stricte metalowych zespołów jak Vader czy Behemoth, które są bardziej chyba znane w świecie niż w Polsce ma szanse na światowy sukces? Ostatnio takie próby podejmuje np Coma. Kilka zespołów koncertowało nawet z powodzeniem na zachodnich festiwalach, wydało plyty na zachodzie, ale jakoś nie miało szczęscia tam zaistnieć. Jak myslisz co jest przeszkodą?
W tej chwili światowe sukcesy odnosi zespół Chemia, którym oczywiście bardzo kibicuję. Niestety, nie znam Comy; Piotra Roguckiego po raz pierwszy usłyszałam w nagraniu z Within Temptation, więc nie mam odpowiedniej wiedzy na temat tego zespołu, aby się wypowiadać w kwestii ich zagranicznej kariery.  Myślę, że polskim zespołom brakuje trochę odwagi i pewności siebie, aby startować na rynki zagraniczne. Do tego dochodzi oczywiście brak odpowiedniej promocji, o czym wspomniałam wyżej. Uważam, że wiele polskich zespołów miałoby szansę zaistnieć na światowych scenach (ponownie nawiązuję tu tylko do grup grających muzykę niszową, na innych się nie znam po prostu) – wystarczy spojrzeć na przykład na Artrosis, Closterkeller, czy Fading Colours, które mają fanów na całym świecie.

 

Obecnie jesteś wokalistką gothic-metalowego zespołu Diavolopera. Jak to sie stało że trafiłaś do tego zespołu?
Do Diavolopery trafiłam dzięki naszemu wspólnemu znajomemu z Gdańska, za co jestem mu ogromnie wdzięczna.  Po rozstaniu z poprzednią wokalistką, zespół poszukiwał nowego głosu – wymieniliśmy się nagraniami, spotkaliśmy na próbie i uznaliśmy, że dobrze się czujemy w swoim towarzystwie i chcemy razem pracować. Diavolopera to muzyczna miłość mojego życia – doskonale pracuje mi się z chłopakami, choć łatwo nie jest – członkowie tego zespołu bardzo profesjonalnie podchodzą do swojej muzyki i mają ogromne wymagania, jeśli chodzi o moje linie wokalne. Wkładam w ten zespół ogrom pracy i całe swoje serce. Bardzo podoba mi się również atmosfera w zespole – zaprzyjaźniliśmy się i lubię spędzać z nimi czas – zarówno na próbach, jak i prywatnie.

Jakie plany na najblizsze miesiące? Czy planujecie wydanie płyty?
W tej chwili intensywnie pracujemy nad materiałem, powstają nowe utwory, przerabiam także linie wokalne i teksty do niektórych utworów, które ukazały się na płycie zespołu z poprzednią wokalistką. Już za kilka dni ukaże się nasz drugi singiel, zatytułowany ‚When Secrets Burn’.  W planach są oczywiście koncerty, jak i nagranie płyty.  Jestem bardzo zaangażowana w Diavoloperę i mocno wierzę w ten zespół.

 

Jakiej muzyki słuchasz prywatnie? Taki Twój TOP 5 ulubionych artystów to?
Słucham takiej muzyki, jaką gram i chcę grać, przyznaję, że nie znam zbyt wielu nowych zespołów, utknęłam po prostu w latach 80 i 90-tych.  Kocham new wave, cold wave, rock gotycki i metal – moje ‚Top Five’ to The Sisters of Mercy, Depeche Mode, Linkin Park, The Cure i New Model Army.  Często słucham także Editors, Tindersticks, Madrugada, Devildriver, Trivium, Tiamat, Moonspell czy Defiled. Kolega, grający w najpopularniejszym w UK cover bandzie zespołu The Beatles (o nazwie The Fab Beatles) zaraził mnie muzyką ‚wielkiej czwórki’.  Natomiast z polskich kapel najbardziej lubię Big Cyc (ze względów muzycznych i prywatnych – to moi wspaniali przyjaciele), Closterkeller, Artrosis, Dee Facto, Agnihotra, Ziyo, Tower, SonusVena, Aion i Fading Colours.

 

A czym Ania Gahan się zajmuje poza muzyką? 
Oprócz zajmowania sie swoimi córeczkami masz czas na jakieś inne zajęcia, pasje?
Przyznam szczerze, że poza pracą, graniem i wychowywaniem samotnie dwóch córek, nie mam zbyt wiele czasu na inne pasje. Kocham festiwale i koncerty, zatem znalazłam sposób, aby jak najczęściej mieć możliwość obejrzenia ulubionych kapel – po prostu zabieram dzieci ze sobą.  Moja młodsza córka ‚zaliczyła’ pierwszy koncert Big Cyca w wieku 9 miesięcy, to teraz jeden z jej ulubionych zespołów, zabieram ją także na koncert Linkin Park we Wrocławiu, gdyż bardzo ich lubi i zna niektóre teksty na pamięć.  Natomiast starszą córkę po raz pierwszy zabrałam na koncert, gdy była jeszcze w brzuszku – z Batalionem zagrałam na Castle Party będąc już w bardzo zaawansowanej ciąży. Moje dzieci uwielbiają muzykę, to bardzo zdolne wokalistki i jestem pewna, że podążą w moje ślady. Zresztą cała moja rodzina jest bardzo muzykalna – brat gra w zespole Ustronsky, mama, jak wspomniałam, gra na skrzypcach w Estradzie Ludowej ‚Czantoria’, więc moje dzieci muzykę mają po prostu w genach.  Jeśli chodzi o inne pasje – jestem taką osobą, która nie potrafi pięć minut usiedzieć na miejscu, lubię aktywny tryb życia – zatem uwielbiam wycieczki, spacery, odkrywanie nowych miejsc. Zimą bardzo lubię jeździć na nartach, zresztą moje dziewczyny też jeżdżą, latem kocham Bałtyk. Uwielbiam czytać – jestem takim przysłowiowym molem książkowym, lubię dobre kino i… eksperymenty w kuchni.  Spełniam się macierzyńsko i muzycznie, a więc muszę przyznać, że jestem bardzo szczęśliwą kobietą.

 

Dziękujemy bardzo za wywiad i życzymy dalszych sukcesów!