Digital Angel, Closterkeller, Fields Of The Nephilim – 31.01.2014, Kraków, klub Studio.

Fields of The Nephilim, mistrzowie gotyckiego grania zawitali ponownie do Polski na dwa koncerty w Krakowie i Warszawie. Miałem okazję być na krakowskim koncercie.
A teraz opiszę dla Was co tam się działo.

Jako pierwszy support wystąpił wrocławski Digital Angel. Zespól gra jak sam to określa „nowoczesny rock gotycki” i świetnie pasował jako pierwszy rozgrzewacz publiczności. Wydali ostatnio EP’kę pt „Affirmation of Life” i od tego też kawałka rozpoczęli swój występ. Rozbrzamały chóry kościelne, a potem juz było dynamicznie, rockowo i gotycko. Wokalista Krzysztof „STEFFAN” Kmieć dysponuje znakomitym niskim głosem idealnie pasującym do tego typu muzyki, a ostre riffy gitar powodowały że nogi same „chodziły”. Następnie usłyszeliśmy jeszcze „Come And Go”, „I’m Crazy”, „Alive Inside”, „Never Let Things Slide”, „The Time Is Now” oraz na koniec „Fucking Tax”.
Zespół mimo że zagrał w okrojomym składzie (zabrakło perkusisty i basisty) to wypadł świetnie. Brakujące instrumenty zastąpił bardzo udanie klawiszowiec Krzysztof „ALVAR Witos”.

Krzysztof STEFFAN Kmieć

Po występie Digital Angel, publiczność z niecierpliwością oczekiwała kolejnego zespołu. Czołowy polski przedstawiciel rocka gotyckiego Closterkeller miał bowiem wystąpić w nowym, mocno zmienionym składzie. Po niedawnym odejściu gitarzysty Mariusza Kumali i basisty Krzysztofa Najmana, Anja Orthodox musiała szybko znaleźć Ich następców. I się udało! Zespól wszedł na scenę i tu publiczność przezyła szok! Na gitarze dziewczyna! Zuza, bo tak ją przestawiła Anja to mieszkająca w Dublinie (Anja zażartowała wpierw, że w Dęblinie), gitarzystka występująca w zespole MAHEENA, a nowy basista to Olo Gruszka.

Zuza

Zespół rozpoczął występ od kawałka „Nero”, a później usłyszeliśmy „Między niebem a piekłem”, mój ulubiony „Miraż”, przepiękne „Dwie połowy”, Jak łzy w deszczu” i na koniec zabrzmiał utwór „Matka”. Troszkę szkoda że Closterkeller miał ograniczony czas do czterdziestu-kilku minut, bo w rozpisce mieli jeszcze utwór „Królowa”, którego nie zagrali, no ale takie są prawa i przywileje zespołów supportujących główną gwiazdę wieczoru.

Olo Gruszka

Zespól jak zawsze miał świetne przyjęcie publiczności. Należy podkreślić świetny dobór utworów, bez przebojów. Było mrocznie ale pięknie, jak to zawsze na koncercie Closterkellera. Co do nowych ludzi w zespole, to widać było lekkie zestresowanie Zuzy, ale biorąc pod uwagę że był to jej pierwszy występ z zespołem w dodatku przed „Bogami gotyku” jak to określiła Anja to ja się jej wcale nie dziwię. Z niecierpliwością czekam na kolejne tym razem normalne, pełne koncerty zespołu.

Anja Orthodox

No a później pozostało już tylko oczkiwanie na mistrzów ceremoni. Pojawili się wsród dymu i burzy oklasków i rozpoczęli z kopyta. Na początek „Chord of Souls”, póżniej genialny „For Her Light” wywołały gromkie brawa. Carl McCoy jak zwykle w swoim nieodzownym kapeluszu, milczący, nie odzywający się po publiki, ale hipnotyzujący swoim głosem. Muszę tu przyznać i to nie tylko ja tak uważam, że dźwięk niestety był nie za dobry. Muzyka za bardzo zlewała się w jedną plamę, w ogóle nie można było zrozumieć McCoya. Na szczęście później jakby akustyk się obudził i dźwięk zdecydowanie się polepszył. Zespół zaprezentował swoje najbardziej znane utwory takie jak „Love Under Will”, „Psychonaut”, „The Watchman”, czy „Mourning Sun” po którym muzyczy zeszli ze sceny.

Fields Of The Nephilim

Ale oczywiście koncert nie mógł się tak zakończyć. Publiczność gromkimi brawami wywołała zespół na scenę i usłyszeliśmy jeszcze „Moonchild” oraz genialne 10-cio minutowe „Last Exit for the Lost”, po czym zespół znowu zniknął ze sceny. Publiczność zaczęła się domagać drugiego bisu, i przez chwilę miało się wrażenie że „Fieldsi” wyjdą jeszcze raz do nas, ale niestety po chwili zapalono światła rozwiewając jak dym ze sceny nasze nadzieje na jeszcze jeden bis. Półtorej godziny muzycznej magii minęło jak kilka chwil.

Carl McCoy

Po koncercie wymieniłem wrażenia z kilkoma znajomymi, których tu serdecznie pozdrawiam i trzeba było udać się na dworzec w oczekiwaniu na pociąg do domu.

Podsumowując, koncert był bardzo fajny, obfitujący w niespodzianki w postaci nowej gitarzystki Closterkellera, a jeśli lubi się Fields Of The Nephilim to nie można było być niezadowolonym z Ich występu mimo pewnych problemów dźwiękiem.

DARKman

Fotografie: materiały organizatora.