Children of Bodom – „Halo of Blood”

Finowie z Children of Bodom to przedstawiciele melodyjnego, agresywnego metalu. Każdy fan melodyjnego grania w klimacie death/thrash dobrze kojarzy grupę, gdyż na przestrzeni lat zrzeszyli całkiem spore grono wielbicieli. Tym samym sięgnięcie po ich nowy album jest naturalnym odruchem i chęcią sprawdzenia aktualnej formy w komponowaniu. Let’s go!

Tracklista „Halo of Blood”:

1. Waste Of Skin (4:16)
2. Halo Of Blood (3:12)
3. Scream For Silence (4:09)
4.  Transference (3:58)
5.  Bodom Blue Moon (The Second Coming) (4:14)
6. Your Days Are Numbered (3:40)
7.  Dead Man’s Hand On You (4:57)
8.  Damaged Beyond Repair (4:20)
9.  All Twisted (4:51)
10. One Bottle And A Knee Deep (4:04)
11. Sleeping In My Car (3:19)

Zaledwie 2 lata od wydania poprzedniego longplay’a – dzieciaki z Bodom nie próżnują i przykładają się do obowiązków. Przygodę rozpoczyna mocne wejście „Waste Of Skin”. Żadne intra, żadne intrumentale, szmery i inne efekty specjalne – zaraz przechodzimy do konkretu. W tym w przypadku jak najbardziej słusznie. Słuchacz już w pierwszych momentach od włączenia płyty wie, że ma do czynienia z grupą grającą dynamicznie i melodyjnie. To jak wciągnięcie słuchacza w wir dźwięków i de facto plan został co najmniej poprawnie zrealizowany.
Dwójka na liście to utwór tytułowy „Halo Of Blood”. Grany momentami z oszałamiającą szybkością, bardzo agresywnym wokalem w refrenach i ciekawie wplecionymi solówkami. Miano tytułowego chyba zasłużone, ale ja jeszcze czuję niedosyt. Pochwalam, że zespół kurczowo trzyma się swojego stylu, swojego markowego brzmienia, bo jest to niewątpliwie ważny aspekt i metoda na przetrwanie na dzisiejszym rynku muzycznym pełnym chłamu i  tandety. Jednak nie można przy tym tracić poczucia, iż muzyka zostaje komponowana na tzw „jedno kopyto”. I na ten z pozoru niegroźny element składniowy, zespół Children of Bodom musi uważać.
„Scream For Silence” to jedna z najciekawszych muzycznie propozycji na płycie. Bardzo sensowne solo, dobrze wchodzący w melodie wokal, mniej agresywny niż w poprzednich utworach. Stonowane utwory również wychodzą im przyzwoicie, więc czemu, by nie zostać w tym rytmie? Proszę, kolejny utwór to „Transference” jest, podobnie jak poprzednik, grany z mniejszą dawką energii, tej płynącej z muzyki jak i z wokalu. Swoją drogą Alexi próbuje czegoś nowego i da się usłyszeć, że sam scream to za mało. Podejmuje także próby przeciągania dźwięków schodząc ze screamu do pospolitej chrypki. Według mnie- nie zawsze z korzystnym efektem, niemniej jednak poprawnie i tu trzeba zwrócić mu honor.
„Bodom Blue Moon” i znów jesteśmy porażeni dawką energii i agresji. Tak, tak brzmi właśnie markowe Children of Bodom. I takie brzmienia dobrze znamy i być może gdzieś już słyszeliśmy… Cóż z tego, kiedy fani będą wniebowzięci i nikt nie zauważy, że gdzieś już kiedyś coś podobnego było grane. Ważne, że ma nowy tytuł i brzmi. Kwintesencją speed/power metalu jest „Your Days Are Numbered”. Na tyle w temacie stać Czildrenów i każdy się zgodzi, że prezentują wysoki poziom wymienionych gatunków. Ciekawe rozpędzenie w środku płyty, ale i na wzięcie głębokiego oddechu bądź łyka piwa, przyjdzie czas. Balladowe ” Dead Man’s Hand On You” rodzi w końcu jakiś kontrast. I znowu strzał w dziesiątkę, bo w imię zasady- co za dużo, to niezdrowo – w tym wypadku, zbyt dużo energii wyczerpałoby słuchacza już w połowie płyty. Dodatkowo siódemka, utwór odskocznia, to ballada z pazurem. Bez obaw, nie wzrusza ani nie dołuje, przecież każdy wie, że zaraz znowu zespół przekaże nam solidną dawkę energii. I Alexi znów się sporo nakrzyczy w „Damaged Beyond Repair”, a niewątpliwie lubi to. Nie daje sobie dłuższej chwili wytchnienia. Nieważne, co myśli słuchacz, który akurat w utworze ósmym może chciałby chwilę wsłuchać się w kompozycję. Ach, ten Alexi. Zawsze chce wieść prym 🙂
Szalone „All Twisted” to naprawdę crazy kawałek. Alexi przekrzykuje samego siebie, zespół stosuje wyraźne przejścia. Utwór na pewno wyróżniający się, taki twist, mix i miszmasz. Ja przeskakuję na kolejny kawałek, wy macie wolną rękę. Proszę, odezwałam  się w sprawie uciszenia wokalisty i jest odzew! W „One Bottle And A Knee Deep” Alexi długo zwleka z wejściem. Słusznie, wejście bardzo ciekawe, pisane z głową na karku, a nie tonącą w upojeniu alkoholowym. Jedyne co w tej kompozycji może przyciągnąć uwagę to linia melodyjna, bo Alexi nie przyłożył się do wokalu, tym samym nie ma on rąk i nóg. Nie, nie Alexi. Jego wokal.
 
Na deser cover „Sleeping In My Car”. Inny aranż, zupełnie inna wersja i to czyni niby z pozoru cover, utworem, z którym kojarzyć będziecie właśnie Children of Bodom. Tak jakby powstały dwa oryginały piosenki. Brawa dla chłopaków. Mieli odwagę i wyszło im na 5 z +.
 
Podsumowując całą tracklistę odwołam się tylko do kilku faktów: płyta niewiele wnosząca i gorsza od „Are you dead yet?”, ale na poziomie Children of Bodom. Fani nie będą narzekać, natomiast osoby postronne po prostu przesłuchają tę płytę. Tak po prostu.

6 na 10 kropel krwi