Carcass – „Surgical Steel”

Nie przypadkiem w moich głośnikach pojawiły się nowe dźwięki od Carcass. Od wielu lat fascynuję się ich twórczością, a na tę płytę czekałam z większym zniecierpliwieniem niż loteriomaniacy na losowanie lotto. Czy po 17 latach przerwy w tworzeniu, Carcass ma coś jeszcze do powiedzenia? Zapraszam do zapoznania się z moją obiektywną (jak zawsze) opinią.

Tracklista „Surgical Steel”:
1. 1985
2. Thrasher’s Abattoir
3. Cadaver Pouch Conveyor System
4. A Congealed Clot of Blood
5. The Master Butcher’s Apron
6. Noncompliance to ASTM F 899-12 Standard
7. The Granulating Dark Satanic Mills
8. Unfit for Human Consumption
9. 316 L Grade Surgical Steel
10. Captive Bolt Pistol
11. Mount of Execution

Jeden z surowych faktów jest taki, że fani ostatniej płyty Carcass („Swansong” przyp. red.) niekoniecznie będą pocieszeni. Przez wszystkie lata kariery i świetności zespół przyzwyczaił nas do urozmaiconych brzmień. Ta płyta jednak jest w większym stopniu odwołaniem do „Heartwork”, czyli – szybciej, mocniej, głośniej.

Utwór rozpoczynający grindcore’ową przygodę, czyli „1985”, doskonale wprowadza w klimat, ale o tym dowiecie się dopiero po rozpoczęciu kolejnego kawałka. Bardzo słyszalna zależność. Intro 1985 idealnie nadaje się do… przejścia do utworu drugiego. Tak się też dzieje i bądź co bądź, Carcass powraca! „Thrasher’s Abattoir” to kwintesencja starego, dobrego brzmienia. Szybkość, charakterystyczny wokal i wplatane solówki. Proste, krótkie, ale z kopem. Lepszego początku przygody z krążkiem nie można sobie wyobrazić. Żeby nie było wątpliwości – na tym nie koniec. Zostajemy w klimacie szybkiego i melodyjnego grania na dłuższą chwilę. Niemniej agresywny wokalnie „Cadaver Pouch Conveyor System” utwierdzi słuchaczy w przekonaniu, że album nie zajeżdża odgrzewanym kotletem. Na co warto zwrócić uwagę? Na zdecydowanie agresywniejszy wokal Jeff’a oraz na wielką pracę jaką w kawałki włożył nowy perkusista- Dan Wilding. Nie wbiło jeszcze w fotel? No to jedziemy dalej.
Każdy fan zespołu Carcass dobrze rozumie pojęcie, jakim jest tworzenie klimatu płyty, chłopaki są w tym mistrzami. Nie wypadli z wprawy absolutnie. Staranne dozowanie melodii i brutalności, przemienność tempa, to wszystko składa się na krążek, który ciekawi. Zero schematów, będziecie zaskoczeni. „A Congealed Clot of Blood” to kawałek opaty na solówce, wolniejszym bębnieniu, zaś kolejny „The Master Butcher’s Apron” niby zasługuje na miano szybkiego, a znowuż jeszcze bardziej różnorodnego od poprzedników. Wniosek? Taki Carcass też się sprawdza. Bardziej wszechstronnego brzmienia od Carcass nie zaznacie na żadnej z wcześniejszych płyt.
Czy będę nadal obiektywna jak wskaże na płycie tzw. „gorsze momenty”? Jest to całkowicie kwestia gustu, jednakże kawałek „Noncompliance to ASTM F 899-12 Standard” jest oryginalny tylko dzięki nietuzinkowemu tytłowi (kto wymyśił ten tytuł?!), natomiast od strony muzycznej nie ma wiele do powiedzenia. Do miernoty mu daleko, ale ja się nie zatrzymuję i przeskakuję na kolejny kawałek z tracklisty. I już wiem, że „The Granulating Dark Satanic Mills” to skok o poziom w górę. Uff, kolejny dowód, że daleko płycie do zanudzenia słuchacza. Co najmniej równy poziom, utwór „Unfit for Human Consumption”, zawdzięcza popisom gitarowym Bill’a. Mało o nim wspominałam, a jest to niewątpliwie jeden z najlepszych gitarzystów jakich znam. I wcale nie chodzi tu o wymiatanie pod względem technicznym, bo nie jest to priorytetem, kiedy facet absolutnie zaskakuje kreatywnością. Od swojej najlepszej strony pokazał się na płycie „Swansong”, którą nagrywał bez udziału mistrza melodii- Michael’a Amott’a i wyszło mu to rewelacyjnie. Ta płyta jest kontynuacją jego popisów kompozytorskich, a zarazem, mimo długoletniej przerwy, potwierdzeniem klasy, jaką prezentuje.
Kto wie, czy z kolei Jeff, przez wszystkie lata absencji, regularnie ćwiczył wokal, aczkolwiek wydawane przez niego dźwięki dojrzały niczym wino i im dłużej gości na scenie, tym bardziej zachwyca. Poza tym nie widzę dla niego konkurencji. Chcę przez to powiedzieć, że Carcass bez niego, to nie byłby Carcass. Więcej na ten temat powie Wam utwór „316 L Grade Surgical Steel”, chociaż praktycznie na całej płycie Walker stara się nie jechać najprostszą linią oporu. Mam nadzieję, że podobnie jak ja, wyczujecie to i wy.
Idąc zgodnie z kolejnością tracklisty dochodzę w końcu do „Captive Bolt Pistol”. Jedna z najlepszych kompozycji na płycie, pod każdym względem. Utwór, który został ujawniony do odsłuchu jako pierwszy i absolutnie dał obraz całej płyty. Ewidentnie zespół chciał dać jasny komunikat w stronę fanów- taki jest nowy Carcass, tego możecie się spodziewać. Trafny! Możecie i macie prawo wymagać, i co więcej, nie rozczarujecie się. Nie tym razem.

Dopełnieniem i przysłowiową kropką na „i” jest ośmiominutowy utwór kończący dzieło, pt. „Mount of Execution”. Warto się na nim skupić. Zawiera on akustyczny wstęp, dalej przechodzimy do grania w stylu Carcass, sam konkret, bez owijania, czyli to z czego słynie band. I jak przystało na mistrzów tworzenia klimatu (ależ komplementów z mojej strony w kierunku chłopaków) zakończenie musi być wymowne, zachęcające do ponownego przesłuchania, intrygujące, a może nawet wzruszające? Stop, wystarczy, że chłopakom z Carcass nie musicie tego tłumaczyć.
Dlaczego ta płyta już się kończy?! – zapytałam ja. Właśnie, oczekiwany efekt? Słuchacz musi chcieć więcej i jeszcze raz, a najlepiej bez końca. Płytą trzeba zachęcić, trzeba rozkochać, sprawić, by fani pojawili się w sklepach, żeby polecali ją innym fanom muzyki… wtedy można mówić o sukcesie. Przecież mieli na to 17 lat, ktoś powie. Ale nie w tym rzecz. Mistrzowie pozostali w formie i szybko wrócą na opuszczone wiele lat temu podium. Zrzeszą starych fanów, którzy jeszcze odkurzą stare płyty i nabędą nowych, którzy z kolei w dyskografię Carcass nigdy się nie zagłębili, ale zrobią to. Jestem tego pewna.

8 kropel krwi na 10
Iwona Lewandowska