Tarja Turunen, Mike Terrana – Beauty And The Beat – relacja

„Beauty and the Beat” po „Act I” stanowi kolejny cykl koncertów znanej wokalistki Tarji Turunen. Jedyny koncert w Polsce odbył się dnia 11 maja 2013 we wrocławskiej hali Orbita.

Oczywiście to przedsięwzięcie nie mogło by się odbyć bez zaangażowania wielu osób, takich jak Mike Terrana, perkusisty który od wielu lat współpracuje z Tarją oraz członków Wrocławskiego Chóru Akademickiego i Orkiestry Akademii Beethovenowskiej, a wszystko pod dyrygenturą Alana Urbanka. W sumie na scenie obecnych było 120 osób. W przeciwieństwie do „Act I”, w „Beauty and the Beat” przeważały kompozycje klasyczne, chociaż nie zabrakło rockowych przebojów oraz tych skomponowanych przez samą wokalistkę.

Scena była podzielona właściwie na trzy części, pierwszy plan stanowiła rozbudowana perkusja, znacznie większa część została przeznaczona na miejsca dla członków orkiestry, w tle zaś było miejsce chóru. Sam koncert składał się z dwóch części, pomiędzy którymi zaplanowana była dwudziestominutowa przerwa.

Publiczność zaczęła się zbierać na długo przed rozpoczęciem, które miało się odbyć o godzinie 19. Na scenie jako pierwsi pojawili się członkowie Orkiestry Akademii Beethovenowskiej, zostali oni przywitani brawami. Jeszcze większe emocje wzbudziło pojawienie się dyrygenta Alana Urbanka. Nim muzycy rozpoczęli koncert, publiczność została przywitana w dwóch językach, polskim i angielskim.

Pierwszym utworem jaki został zaprezentowany była znana Uwertura Carmen, która dzięki swojemu dynamicznemu charakterowi przyczyniła się do wprowadzenia odpowiedniego klimatu. Następnie na scenie pojawił się Mike Terrana, on również został przywitany gromkimi brawami. Wygląd muzyka nie należał do standardowych, gdyż galowemu ubiorowi towarzyszył irokez.

Kolejnym utworem był  „ Concerto for violin and oboe” J.S. Bacha. Perkusista nie tylko zaprezentował doskonałą grę, ale również niestandardowe ewolucje pałeczkami. Po zejściu ze sceny muzyka,  pojawiła się Ona, Tarja Turunen. Nie ukrywam, że to przede wszystkim na nią czekałam. W chwili jej wyjścia na scenę, wszyscy wstali i zaczęli bić brawa nim cokolwiek zdążyła powiedzieć, wśród tłumu wybuchała istna euforia. Gdy oklaski umilkły, artystka powitała wrocławską publiczność w języku polskim i podziękowała za tak pełne emocji, ciepłe przywitanie.

Przed Tarją czekało niełatwe zadanie, po pierwsze musiała sprostać oczekiwaniom publiczności, a do zaprezentowania miała arie niemieckich kompozytorów J.S. Bacha “Blute nur” oraz Straussa “Zueignung”. Dla wielu język niemiecki nie kojarzy się z językiem opery tym bardziej z sopranem. Ze względu na swój twardy i ciężki wydźwięk jest to język trudny w wykorzystaniu w muzyce klasycznej. Jednakże kunszt jaki prezentuje artystka sprawił, że ten język nabrał niesamowicie lekkiego wydźwięku. Po każdym utworze zarówno Tarja, jak i orkiestra zostali nagrodzeni brawami na stojąco.

Na scenę ponownie wkroczył Mike, wygodnie usadowił się za perkusją, dał znak dyrygentowi, że mogą zaczynać kolejny utwór, a był nim “ The new world symphony” A. Dvořáka. Wystąpił jednak pewien problem, orkiestra nie zgrała się z perkusistą, a raczej Mike z orkiestrą, gdyż zaczął wybijać zupełnie inny rytm niż melodia, którą grali muzycy. Dyrygent momentalnie przerwał i zarządził by od początku wszyscy zaczęli wykonywać utwór, Pełen zapału Mike ponownie zaczął wybijać rytm i po raz kolejny okazało się, że energiczna gra perkusisty w żaden sposób nie odpowiada temu, co grała orkiestra. Wszyscy zaczęli się zastanawiać, dlaczego tak się dzieje. W końcu dyrygent podszedł do Mike by wyjaśnić całe zamieszanie i podczas rozmowy z nim zauważył, że nuty nie są w prawidłowej pozycji, a mianowicie były odwrócone do góry nogami. Pośród publiczności rozbrzmiał śmiech. Po tym przerywniku muzycy wrócili do planowanego przebiegu koncertu, “ The new world symphony” cz.4 wypełniła halę. Zapewne wielu osobom ta kompozycja, a w szczególności charakterystyczny początek mógł skojarzyć się z filmem “Romeo i Julia”, gdzie ten motyw został wykorzystany w soundtracku. Nastąpiła kolejna zmiana, ale w repertuarze nadal gościł Dvořák. Tarja wykonała “Song for the moon”, po czym tak jak poprzednim razem publiczność podrywała się z miejsc by w ten sposób gorąco i szczerze podziękować jej za piękny występ.

Przyszedł czas na nieco inne kompozycje, ta należała w pełni do wokalistki i pochodziła z jej pierwszego solowego studyjnego albumu, był to utwór “the Reign”. Swoim spokojnym melodyjnym, charakterem doskonale był dopasowany do poprzednich i stanowił wspaniałe zakończenie pierwszej części koncertu.

W trakcie tej części Tarja otrzymała od niektórych bukiety kwiatów oraz inne drobne upominki, było widać iż jest poruszona tym w jaki sposób przyjęła ją publiczność, co miało swoją kontynuację w części drugiej.

Tym razem rozpoczęła się ona spokojnie, a prekursorem był cover Qeen “Take my breath away” do którego wykonania również włączyli się członkowie z Wrocławskiego Chóru Akademickiego. Bardziej operowy wyraz tej wersji utworu sprawił, że porównywanie go do oryginału nie ma najmniejszego sensu, ponieważ oba warianty są ciekawe  stanowią swoisty klimat. Warto dodać, że inny repertuar drugiej części wprowadził pewne zmiany w ubiorze Tarji, która białą suknię z pierwszej części zmieniła na czarną, ale nie mniej elegancką, co poprzedniczka. Kolejny “Witch Hunt” można było usłyszeć również podczas trasy Act I, tym razem Tarja i Mike razem występowali, a nie jak dotychczas osobno. Następny już nieco spokojniejszy “Into the Sun”, tak jak poprzedni również został wykorzystany podczas Act I, a według wieści z oficjalnej strony artystki być może będzie go można usłyszeć w wersji studyjnej na albumie “Colours in the Dark”. W przeciwieństwie do “Witch Hunt”, “Into the Sun” jest kompozycją, która w trakcie “nabiera mocy”, co jest charakterystyczne dla wielu utworów Tarji. Podczas koncertu jego finał dał wstęp do zapowiedzianej “rockowej niespodzianki”, były nią połączone utwory “Kashmir” i “Stairway to Heaven” Led Zeppelin. Sopranowy głos Tarji, energiczna gra Mike na perkusji oraz orkiestry sprawiły, że wszyscy momentalnie poderwali się z miejsc i w jednej chwili koncert z klasycznego zmienił się w rockowy. Po tej eksplozji emocji przyszedł czas na wyciszenie przy utworze “Swanheart”, pochodzącego jeszcze za czasów, gdy Tarja współpracowała z zespołem Nightwish. W wykonaniu oprócz orkiestry towarzyszył jej chór.

Nastąpił powrót do bardziej klasycznego repertuaru, Mike wraz z orkiestrą zaprezentował się chyba w najbardziej znanym i rozpoznawalnym motywie muzyczny jakim jest Can Can. Po nim Tarja przeszła do utworu “I could have danced all night” pochodzącego z musicalu My Fair Lady. Podczas niego zatańczyła z dyrygentem. W pewnym momencie Tarja i Mike zaczęli się przekomarzać. Wypomniała jemu, że przecież chciał zaśpiewać, więc teraz ma ku temu okazję. Perkusista zdecydował się podjąć wyzwanie, ale pod jednym warunkiem, Tarja miała zająć jego miejsce i przekonać się jak to jest grać na perkusji.

Artystka zaczęła wybijać rytm na jednym z talerzy perkusyjnych ride, do czego dołączyła się orkiestra, po czym Mike zaczął śpiewać “Fly me to the moon” Franka Sinatry. I udowodnił, że po za grą na instrumentach perkusyjnych posiada dobry, nisko i trochę chrypliwy głos, który potrafi wykorzystać w śpiewie. Na koniec muzycy zaprezentowali uwerturę Willam Tell, jednakże w programie koncertu były zaplanowane bisy. Pochodzący z West Side Story utwór “ I feel pretty.” Tarja przedstawiła w nieco operowej aranżacji, jednak nie pozbawiła jej lekkiego wydźwięku.

Następnie Mike przebrany za Mozarta zaczął ganiać z tyłu sceny oraz na samym przodzie jak opętany i robił przy ty różne zabawne miny by w końcu zająć swoje miejsce i wraz z orkiestrą zagrał “Eine Kleine Nacht Music”. Oczywiście nie zrezygnował przy tym z bogatego repertuaru mimiki swojej twarzy. Nastrój spoważniał, gdy rozbrzmiał “Requiem”, a na scenę wkroczyła Tarja. Taki nietypowy wstęp wybrała do “My winter storm”. I to niestety był ostatni utwór jaki można było usłyszeć podczas tego koncertu. “My winter storm” pozostawił po sobie wiele emocji i niedosytu, że to już koniec.

Sam koncert był naprawdę cudowny, wszystko do siebie pasowało, energiczne i pełne humoru podejście Mike Terrana urozmaicało widowisko. Również wykonanie kompozycji przez Orkiestrę Akademii Beethovenowskiej i przygotowanie wokalne Akademickiego Chóru Wrocławskiego było na naprawdę wysokim poziomie, co pozwalało na głębsze doznania artystyczno-estetyczne.

Oczywiście nie można zapomnieć o Tarji Turunen, gdzie część zarzuca jej słabą emocjonalność w śpiewie, moim zdaniem to bzdura. Swoim wytrenowanym przez lata sopranem oraz zachowaniem maniery śpiewu, który jest niezbędny do wykonywania klasycznych kompozycji i nie tylko, pokazuje że jest artystką na międzynarodowym poziomie. Dla tych cudownych dwóch godzin zamienionych w jedną chwilę, warto było uczestniczyć podczas tego koncertu.

Niestety pojawiło się parę niedociągnięć ze strony organizatorów, na hali było obecnych najwyżej trzysta, jak nie mniej osób. Przede wszystkim słaba promocja tego wyjątkowego, kulturalnego wydarzenia sprawiła, że niewiele ludzi wiedziało, że coś takiego ma miejsce. Po drugie ceny biletów, najtańsze były dostępne od 180 złotych, natomiast najdroższe kosztowały 320 zł. Chociaż dla miłośników muzyki klasycznej i fanów Tarji cena nie gra roli.

Dla mnie ten koncert był bardzo wyjątkowy i pozostawił po sobie wiele, miłych wspomnień. To, że mogłam uczestniczyć w tego typie koncertu jest czymś bardzo wyjątkowym. Cieszę się, że mogłam tam być i podzielić się wrażeniami.

Relacja: Agnes
Fotografie: Agnieszka Kazubek