Swedish Empire Tour 2013 – 1 marca 2013, Wrocław

Swedish Empire Tour zawitała w końcu do Polski. Sabaton rozpoczął polską trasę od Wrocławia. Przed koncertami zostały zaplanowane spotkania dla fanów, na które zespół zapraszał i informował na swoim profilu na facebooku oraz na stronie.
We Wrocławiu obyło się ono w Galerii Dominikańskiej w Media Markt. Zaplanowane zostało na godzinę 15:30. Fani zaczęli zaczęli pojawiać się już godzinę przed i przybywało ich z każdą minutą. Napięcie również rosło z każdą minutą, ponieważ każdy chciał być jak najbliżej od samego początku i miał nadzieję na to, że będzie mógł zrobić sobie zdjęcie z muzykami i przy okazji zgarnie kilka autografów.

Sabaton pojawił się nieco później niż było zaplanowane (ok. 20 minut dłużej fani musieli czekać), być może nie wzięli pod uwagę, że o tej porze Wrocław jest bardziej zakorkowany niż w innych godzinach. Momentalnie wybuchła euforia, jednocześnie z ponad setki gardeł wydobył się okrzyk „Sabaton”, którym zespół został przywitany.
Z racji znacznej liczby fanów niewiele było czasu na wzięcie autografów, a zdjęcie można było zrobić na „szybko”, ja mam jedno specjalnie dla was 😉

Joakim Borden (Sabaton)

Jednak sądzę, że dla tych kilkunastu sekund warto było czekać i znosić ścisk. Dla kogoś, kto jest fanem ten krótki czas jest bardzo wyjątkowy i ma szczególne znaczenie.

Koncert odbył się 1 marca 2013 we wrocławskiej hali Orbita. Mimo tego, że po japońsku „jako tako” znam Wrocław, z dotarciem tam miałam trochę problemu. Chociaż rozpoczęcie było przewidziane na godzinę 20, to pierwszy support Wisdom swój występ zaczął znacznie wcześniej. Na koncert były dostępne dwa rodzaje biletów, z miejscami siedzącymi i stojącymi. Jedyna różnica, po za ceną, polegała na tym, że ci co kupili bilety na miejsca siedzące, dostali banderolę na rękę, a ci z miejscami stojącymi otrzymali tylko pieczątkę. Kiedy weszłam na halę, spodziewałam się większego ścisku, oczywiście największy był pod samą sceną i trudno było się tam dostać przy okazji kogoś nie depcząc po stopach. Im dalej od sceny to tłum rozstępował się i spokojnie można było stanąć tak by mieć wystarczająco miejsca by sobie poskakać nie ryzykując, że kogoś się uderzy albo zostanie się uderzonym przez inną osobę.
Przedział wiekowy uczestników koncertu był szeroki, od dziesięciolatków po nawet sześćdziesięciolatków, widać Sabaton łączy pokolenia i muzyka, którą grają nie jest zarezerwowana tylko dla młodych.
Nieco wcześniej niż o planowanym  czasie, około godziny 20:30, na scenie pojawił się drugi support szwajcarski zespół Eluveitie, który w zeszłym roku obchodził dziesięciolecie swojego istnienia.

Chrigel Glanzmann (voclal, mandolin, mandola, bagpipes, ) donośnym okrzykiem „Dobry wieczór, Wrocław!” przywitał publiczność. Wraz z nim pojawili się pozostali członkowie zespołu: Meri Tadic (acustic violin) , Meriln Sutter ( drumm ), Ivo Henzi ( guitar ), Simeon Koch ( guitar ), Patrick Kistler ( tin and long whistles, bagpipe ), Kay Brem ( bass ). Niestety zabrakło Anny Murphy ( vocal, flute), która nadal zmaga się z problemami zdrowotnymi. (podczas trasy w USA również nie występowała) Mimo tej przeciwności losu, zespół obiecał “dać czadu”.
Wstęp rozpoczął się od “Prologue”, pochodzącego z najnowszego koncept-albumu “ Helvetios” (nie licząc jubileuszowego “The early years”), od tego momentu wiadomo było, że prym będą wiodły właśnie utwory pochodzące z tego albumu. Następnie został zaprezentowane tytułowy “Helvetios” i “Hevoc”, obydwa swoim charakterem rozgrzały publiczność. Oczywiście pod sceną nie zabrakło pogo 🙂 (osobiście, nawet w nim lekko ucierpiałam, ale czego nie robi się dla dobrej zabawy) Innymi utworami jakie pojawiły się z albumu “Helvetios” były “Home” oraz “Meet my enemy”. Nie zabrakło również starszych kompozycji z poprzednich albumów, takich jak Thousadfold (Everything remains as it never was) i legendarna Inis Mona pochodząca z albumu Slania. Podczas Inis Mona wrocławska publiczność miała okazję wyśpiewać refren, jednak wykonanie nie należało do najgłośniejszych.
Chrigiel podczas przerwy między utworami opowiadał o celtyckich kobietach, o ich sile, charyzmie i stanowczości, jednocześnie podkreślił, że w polskie kobiety charakteryzują się tymi samymi cechami. Mówiąc to wyznaczył jedną z dziewczyn by rozpoczęła “spiralę śmierci”. (jedna osoba zaczyna biec w koło i dołączają się do niej pozostałe)
Podczas koncertu Eluveitie nie zabrakło innego polskiego akcentu, a mianowicie polskiej flagi. Pojawiła się ona podczas utworu “Home” i była przyczepiona do dud, na których grał Patrick Kistler.

Eluveitie

Chrigel włożył wiele uczucia w wykonanie każdego utworu, szczerze nim go sama usłyszałam na żywo, sądziłam że jego growl nie ma wystarczająco mocy. Jednak miło się rozczarowałam.

O 21:40, po długiej przerwie technicznej nadszedł czas na gwiazdę wieczoru. Napięcie wśród publiczności rosło od momentu zakończenia przez Eluveitie występu, kto mógł zajmował miejsca tuż przy barierkach. Sama z ogromnym zniecierpliwieniem wyczekiwałam na szwedzkich muzyków, których niemalże “pokochałam” nie tylko na wzgląd na pochodzenie, ale przede wszystkim za szwedzkojęzyczną wersję “Carolus Rex”. (Oczywiście ich poprzednie albumy również zrobiły na mnie pozytywne wrażenie.)
Wreszcie rozległo się intro świadczące o tym, że “czas nadszedł” i oto za chwilę na scenie pojawi się tak długo wyczekiwany Sabaton. Pierwszy na scenę wbiegł perkusista, powitała go salwa okrzyków. Następnie jeszcze z poza sceny w imieniu Joakim Borden przywitał wszystkich zgromadzonych. Pierwszym utworem jaki publiczność mogła usłyszeć, tradycyjnie był “Ghost Devision”, który zawsze dodaje powera bez względu na to, gdzie człowiek się znajduje.

Kolejnym był “Gott mitt Uns” pochodzący z najnowszego albumu “Carolus Rex”, który jest promowany na obecnej trasie Sabatonu. Przy okazji chciałam wspomnieć, że w Polsce pokrył się on już złotem. “Are you ready for Carolus Rex?!” rozległ się niski i donośny krzyk Joakima, w odpowiedzi tłum wrzasnął z mocą. We Wrocławiu został wykonany w wersji angielskiej, chociaż dla mnie (może nie tylko dla mnie 😉 ) lepszy jest tekst szwedzki. Później przyszedł czas na “Poltova”, która została przyjęta z równie takimi samymi emocjami, co poprzednie utwory.
Nie zabrakło kompozycji z poprzednich albumów “ Coat of Arms”, “Attero Dominatus”, “Primo Victoria” czy “ The Art of war”. Oprócz tytułowych pojawiły się takie jak “Cliffs of Gallipoli”. Tradycyjnie podczas “Primo Victoria” publiczność podskakiwała i śpiewała wraz z wokalistą.
Obowiązkowo pojawiły się utwory, które są ważne dla polskich fanów, gdyż mają związek z historią naszego kraju, dzięki nim Sabaton podbił polskie serca: “Uprising” opisujący Powstanie Warszawskie z 1944 roku, niemal wszyscy znają okrzyk “Warszawo walcz!”. Drugi to “40 to 1” mówiący o bitwie pod Wizną, podczas tej piosenki oświetlenie sceniczne przybrało barwy biało-czerwone.

Sabaton

Co jakiś czas Joakim zagadywał publiczność, która namawiała go do wypicia kolejnego piwa, drąc się “jeszcze jedno piwo”, dzielny Szwed podjął wyzwanie.
Doszło też do małego “wypadku”, w pewnym momencie okazało się, że spodnie Joakima się rozdarły. Tak, była to prawa nogawka. Zastanawia mnie jedno, czy to są te same spodnie, które pękły mu w Berlinie? W pewnym momencie zaczęłam się zastanawiać, czy z “Carolus Rex” będą tylko te trzy wcześniej wymienione utwory. Czułam pewien niedosyt, ponieważ spodziewałam się ich więcej.

Wystarczyło tylko trochę dłużej poczekać. Joakim wspomniał, że na email i profil na facebooku dostaje mnóstwo wiadomości z Polski, Czech, a nawet Słowacji z prośbą wykonania tytułowego “Carolus Rex” w wersji szwedzkiej. Uznał, że skoro są takie prośby to może zamiast “Carolus Rex”, zaśpiewa po szwedzku inny utwór. Publiczność miała do wyboru “Carolean’s prayer” lub “ A Lifetime of War”, oczywiście wygrało “A Lifetimie of War” (En Livstid i Krig), którą uważam za jedną z najpiękniejszych pod względem tekstu w dorobku Sabatonu. Naprawdę niesamowitym przeżyciem było usłyszenie jej na żywo i do tego w języku szwedzkim.

Sabaton

To nie był jednak koniec “Carolus Rex”, można było jeszcze usłyszeć “Dominum Maris Baltici” i “Lion from the North”, a na dopełnienie szwedzkiej historii dołączył “Swedish Pagans” do której intro zanuciła publiczność. Na zakończenie był utwór “Dead Solider’s Walz” podczas, którego zespół pożegnał się z fanami i podziękował im za wspaniałą atmosferę podczas koncertu.

Relacja oraz zdjęcia Agneta