Victorians, Aristocrats’ Symphony – Revival

Victorians – Aristocrats’ Symphony. W pierwej chwili pomyślałem „Cóź to za nazwa?!
Kto to zapamięta?!” Ale że jestem człowiek ciekawski, to postanowiłem posłuchać tego zespołu. I nagle! „No niemożliwe, że to Polacy?!”. A jednak! Polak potrafi! 🙂

Debiutancka Ich płyta nosi tytuł „Revival” i juz od pierwszych dźwięków otwierającego płytę
utworu „Descent Of Your Destiny” wiemy, że to jest piękna, porywająca słuchacza muzyka. Lekko orientalna melodia tworzy tutaj bardzo fajny klimat. Zmiany tempa w środku piosenki też mile zaskakują. Kolejny utwór „In The End” za sprawą otwierającego go fortepianu kojarzy się troszeczkę z „Nemo” Nightwisha, ale tylko na początku. Później Victorianie rozwijają swoje skrzydła, prezentując solidny i bardzo przebojowy kawałek. Myślę że z powodzeniem mógłby być prezentowany w stacjach radiowych. Piosenka ma potencjał na przebój. Trzeci na płycie „Voice Of Eternal Love” również bardzo przebojowy ale już cięższy, bardziej metalowy z orkiestrowym motywem na poczatku i marszowym rytmem. Jedziemy dalej, „Who Never Loved” to już niezły metalowy walec, ale z przepięknym refrenem, w którym głos wokalistki Eidys urzeka swoim pięknem, a wokalizy przenoszą słuchacza gdzieś daleko w jakiś odrealniony świat. Piąty kawałek na płycie pod tytułem „Siren” również mocny, szybki z przepięknym refrenem i zaskakującą wstawką
orkiestrową również robi niesamowite wrażenie. Do tej pory jest pięknie a dalej będzie
jeszcze lepiej! Przebojowe, porywające „Servants of Beauty” oraz „Prince of Night” to
kolejne utwory na płycie. W tym drugim znowu zachwycają nas piękne brzmienia orkiestrowe oraz wokalizy Eidys. Kolejny utwór „Don’t Let Them Cut My Wings” bardzo marszowy na początku w refrenie serwuje nam fajną power-metalowa galopadę, w sam raz do szaleństw na koncertach. „Juliet’s Tale” rozpoczynają dość złowrogie dźwięki orkiestrowe by po chwili utwór przekształcił się w rasowy metalowy czad. Jedyny raz na płycie słyszymy tu męski wokal a właściwie wykrzykiwanie zdania zagrzewające swój lud do walki. Płytę kończy podejmujący temat wampiryzmu utwór „Creed”, tu z kolei zaskakują fragmenty rytmu jakby klaskane. Ciekawy pomysł.

Podsumowując, piękna płyta, pięknie zagrana i wyprodukowana. Nie ma na niej słabego utworu, i mimo że mam czasami wrażenie, że zespół „gra pod” starego Nightwisha to nie jest to absolutnie zarzut, wszak jak się uczyć to tylko od najlepszych. Victorianie zapełnili tą płytą lukę jaka była na naszym metalowym rynku, zdecydowanie brakowało kapeli tak grającej i takiej płyty. Debiut świetny. Drodzy Victorianie oby tak dalej! Czekamy na więcej!

ocena: 9 kropli krwi na 10
DARKman

http://www.victorians.pl/