Korpiklaani – Manala

Aby tradycji stało się zadość, z nowym albumem Korpiklaani znowu bawiłam się w podchody. Zapewne nie wiecie dlaczego, toteż spieszę z wyjaśnieniem. Otóż, mniej więcej wydania przez Leśny Klan albumu„Karkela”, spowszednieli mi oni niczym owsianka na śniadanie. Prawda, mniej więcej w liceum mordowałam Korpiklaani do granic możliwości, ale, jak to się mówi, co za dużo, to i prosię nie zeżre, poszło zatem Korpi w odstawkę. Dlatego tym bardziej bałam się odpalić „Manalę”, ponieważ poprzedni krążek, „Ukon Wacka” rozczarował mnie pod każdym względem. Pocieszając się jednak faktem, że gorszy od poprzednika być wszak nie może, włączyłam płytę.

Leśny dziadyga (jak mam w zwyczaju nazywać jegomościa pojawiającego się na okładkach) tym razem zawędrował w zaświaty i zatrzymał się nad rzeką Tuoni, którą przecinała krainę umarłych, noszącą właśnie miano Manali. Korpiklaani po raz kolejny odwołuje się do mitologii fińskiej, choć tym razem do zaskakująco mrocznego aspektu, nawet jak na ich własne standardy. Nie znaczy to jednak, że Finowie spoważnieli do szpiku kości, choć album ma zupełnie odmienną aurę od poprzednich krążków. Chłopcy wpuścili do swojej meliny trochę powietrza i nagrali coś zdecydowanie wybijającą się ponad przeciętną. I to będąc całkowicie oddanym gatunkowi, w którym tworzą. Co mogę zaliczyć jako niezłe osiągnięcie po tragicznym „Ukon Wacka”, które właśnie swoim oddaniem pijackiemu folk metalowi, szablonowością i bezbożną wręcz nudą sprawiało nieliche kuku słuchaczom. W tym i mnie.

Wgryzając się jednak mocniej w kwestie muzyczne, można, nawet przy tak zaawansowanej głuchocie jak moja, poczuć dość mocny powiew vizirowskiej świeżości, miast oddechu poddanego trzydniowej obróbce alkoholowej. To wciąż Leśny Klan, składający się z dokładnie takiej samych elementów składowych, które wszyscy znamy, ale po znacznych zmianach. Po pierwsze, w Korpiklaani zaszła zmiana na stanowisku skrzypka, bowiem grający z nimi od lat Hittavainen został zastąpiony przez Tuomasa Rounakariego. Warto wiedzieć, że ten drugi siedzi w folklorze muzycznym jeszcze dłużej niż cały Leśny Klan. Jest on bowiem entnomuzykologiem, który specjalizuje się w rytualnej muzyce ludów ugro-fińskich i arktycznych. Trudno zatem o człowieka, który znalazł się bardziej na miejscu niż pan Ruonakari. Ba, na dzień dobry dostał spore pole do popisu, a jego wkład w płytę okazał się tym korzystnym novum, którego tak brakowało mi na poprzednim albumie. Mało tego, utwór „Husky-Sledge”, którym gra on, nomen omen, pierwsze skrzypce, przywiódł mi na myśl jedną z moich ulubionych nordyckich formacji folk ambientowych, a mianowicie Wardrunę. I nie jest to li jedyny eksperyment na albumie, który już nie jest tak wesołym opiewaniem hulaszczych ekscesów. „Manala” jest już z nazwy dziełem nieco bardziej ponurym od poprzednich. Potwierdza to całą swoją zawartością, która, mimo swojej chwytliwości, charakterystycznej dla Korpiklaani jest o wiele bardziej melancholijna. I wcale nie mogę tego zaliczyć na poczet minusów tego krążka, bo nowa odsłona zespołu z Lahti jest dla mnie o wiele bardziej pociągająca. Kawałki takie jak „Dismal”, „Dolorous” czy „Off Tho The Hunt” są tymi smutno-gorzkimi perełkami, których mi tak brakowało dla zrównoważenia sumy wszystkich wesołych alkoholowych przyśpiewek. Przez co muzyka Korpiklaani zyskała całkiem nowy wymiar i przez to brzmi dojrzalej. Bo prezentuje nam pełne spektrum emocji, gdzie te radość jest równoważona przez melancholię oraz wiele innych. Posunięcie proste, a efekt – znakomity.

Podsumowując, Korpiklaani wreszcie zdało się wytrzeźwieć, a następnie wziąć swoje szanowne siedzenia w troki i nagrać coś o zupełnie nowym wydźwięku, nie zbaczając ani na metr z obranego wcześniej kursu. Jestem bardzo pozytywnie zaskoczona „Manalą” i mam szczerą nadzieję, że Finowie nie będą się bali eksperymentować w przyszłości. Oraz że nowy album jest jedynie preludium do czegoś jeszcze interesującego. Z łapką na sercu mogę polecić go jako niezłe remedium dla tych wszystkich rozczarowanych „Ukon Wacka”. Myślę, że będą z nich jeszcze ludzie.

Slania