Kamelot – Silverthron

Byłam sceptycznie nastawiona do nowej płyty zespołu Kamelot „Silverthorn”.
Sądziłam, że płyta bez Roy’a nie będzie ciekawa, nie będzie miała tej „magii”, która pojawiała się w głosie Roy’a, na każdej płycie z jego udziałem.
Ciekawość wzięła jednak górę i przesłuchałam nowy album Kamelot.
Przesłuchałam i się zakochałam.
Wpadłam po uszy. Album jest dopracowany od A do Z, pod każdym względem.
Pomysł z koncept albumem, bym strzałem w dziesiątkę!
Opowieść o dziewczynce imieniem Jolee, która zginęła w XIX wieku, w skutek nieszczęśliwego wypadku i seria zdarzeń, spowodowana tą tragedią dla wielu może nie być ciekawym tematem na płytę, niemniej jednak ta historia jest tutaj przedstawiona w tak emocjonalny sposób, że trudno być obojętnym na los bohaterów tytuł „Silverthorn”
Głębokie, niemal osobiste teksty, przepełnione smutkiem, żalem i bólem potrafią przeniknąć do wyobraźni słuchacza na tyle skutecznie, że potrafi on sobie wyobrazić jak zachowywali się, co czuli i myśleli bohaterowie tej nieszczęśliwej historii.
Mocnym elementem oprócz genialnych tekstów jest tutaj muzyka. Niekiedy można by się pokusić o stwierdzenie, że nieco brutalna, z genialnymi riffami, a niekiedy i bardzo delikatna, melancholijna, w dużej mierze dzięki klawiszom i genialnym folkowo-celtyckim wstawkom, w utworze „My Confession” oraz cudowny akordeon na „Veritas”.
Dzwony na początku utworu „Prodigal Son-Part I: Funerale”, są takim zgrabnym dopełnieniem nie tylko tego numeru, ale i całej płyty. No i oczywiście wielkie brawa, za chór, nie tylko ten dziecięcy.
A teraz słowo, o nowym wokaliście.
Oj, bałam się o to jak poradzi sobie Pan Tommy Karevik, ale moje obawy nie były słuszne!
Tommy, poradził sobie śpiewająco 🙂 Idealnie odnalazł się w klimacie zespołu Kamelot i słychać, że czuje się w nim jak ryba w wodzie.
Jego głos bardzo przypomina głos Roy’a, ale to nie jest, bynajmniej w moim odczuciu efekt kopiowania poprzedniego wokalisty Kamelot, po prostu, głosy tych panów są do siebie bardzo zbliżone, ale nie identyczne.
Tommy, doskonale sprawdza się nie tylko w tych „szybszych” utworach, ale i świetnie czuje się w balladach „Song for Jolee” jest tego idealnym przykładem, czy chociażby „Prodigal Son”, gdzie na początku śpiewa niemal chóralnym głosem.
I chociaż mam nieodparte wrażenie, że Tommy najlepiej czuł się śpiewając numer „Veritas”, w każdym utworze pokazał klasę i udowodnił, że jest godnym następcą Roy’a.
Wielkie brawa także, za Elize Ryd, która świetnie na tej płycie wciela się w postać zmarłej Jolee. Jej głos nie przeszkadza, a nawet więcej, bardzo dobrze komponuje się z głosem Tommy’ego. Co niestety, nie miało miejsca na poprzednich krążkach Kamelotu, kiedy to „duet” tworzył Roy i Simone Simons.
Podsumowując: „Silverthron”, to płyta doskonała, która bije na głowy poprzednie dokonania tego zespołu, oczywiście można na niej usłyszeć odniesienia do wcześniejszych płyt Kamelotu, chociażby „Poetry For The Poisoned” czy „Ghost Opera”, ale nie w jakimś wielkim, znaczącym stopniu.
Ta płyta bowiem, zawiera jakąś tajemniczą nutkę świeżości, nie wiem czym jest ona spowodowana, nowym wokalistą? Brakiem Simone Simons? Tak czy owak, tą nutką świeżości i ogólnym pomysłem na koncept album, panowie z Kamelot podnieśli sobie bardzo wysoko poprzeczkę, aż jestem ciekawa co zaserwują nam na kolejnych krążkach.
Ten natomiast oceniam nie inaczej jak 10 na 10 i szczerze polecam go wszystkim niezdecydowanym, by śmiało sięgnęli po „Silverthorn” i zagłębili się w tą smutną XIX wieczną historię.

Tracklista:
1. „Manus Dei”
2. „Sacrimony (Angel of Afterlife)” (feat. Elize Ryd & Alissa White-Gluz)
3. „Ashes to Ashes”
4. „Torn”
5. „Song for Jolee”
6. „Veritas” (feat. Elize Ryd)
7. „My Confession”
8. „Silverthorn”
9. „Falling Like the Fahrenheit” (feat. Elize Ryd)
10. „Solitaire”
11. „Prodigal Son”
„Part I: Funerale”
„Part II: Burden of Shame (The Branding)”
„Part III: The Journey” (feat. Alissa White-Gluz)
12. „Continuum”

10 kropel krwi na 10
Atharjatha