Sabaton – Carolus Rex

Wersja angielska:
1. Dominium Maris Baltici
2. The Lion From The North
3. Gott Mit Uns
4. A Lifetime of War
5. 1648
6. The Carolean’s Prayer
7. Carolus Rex
8. Killing Ground
9. Poltva
10. Long Live the King
11. Ruina Imperii


Wersja szwedzka:
1. Dominium Maris Baltici
2.  Ljonet från Norden
3. Gott Mit Uns
4.  En Livstid i Krig
5. 1648
6. Karolinens Bön
7. Carolus Rex
8. Ett slag färgat rött
9. Poltva
10. Konungens Likfärd
11. Ruina Imperii

Dnia 25 maja 2012 w Europie swoją premierę miał album „Carolus Rex”. Wydany został on w dwóch wersjach językowych: angielskiej i szwedzkiej.
Tym razem zespół Sabaton odbiegł od tematyki bitew podczas Pierwszej i Drugiej Wojny Światowej, a skupił się na fragmencie z historii swojego kraju. Nazwa „Carolus Rex” przede wszystkim ma odwoływać się do postaci Karola XII, jednak jak można przekonać się po samych tytułach utwory są też o poprzednich władcach z dynastii Karolingów.
Teksty zostały napisane w dwóch językach, więc ich wersje po przetłumaczeniu nieco się różnią, lecz opowiadają o tym samym wydarzeniu. Sądzę, że opowiedzenie historii w takiej formie jest o wiele bardziej wartościowe, na pewno o wiele ciekawsze i przystępne niż na lekcji w szkole. Szczerze i może to będzie obiektywne z mojej strony, ale mi bardziej przypadły teksty w języku szwedzkim. Jako pierwszą odsłuchałam album w szwedzkiej wersji i zrobił na mnie ogromne wrażenie. Nie mogłam się od niego oderwać.
Później przyszedł czas na angielską wersję, która również zachwyca.
Na samym początku delikatne intro jest zapowiedzią mocnego uderzenia, które następuje w na początku kolejnego utworu The Lion from the North (sv. Ljonet från Norden), jak mówi sam tytuł, oto przybył Lew z Północy: silny i potężny, który podbił nie tylko kraje, ale również moje serce.
W „Carolus Rex” zostało wykorzystanych więcej elementów klawiszowych, nawet więcej niż zespół planował podczas tworzenia albumu. Również częściej można usłyszeć chórek, który dodaje wyniosłości i doskonale komponuje się z energetycznymi dźwiękami gitar prowadzących. Odnosząc się do wykonywania utworów przez wokalistę Joakima Borden. Po pierwsze jestem pełna podziwu, że udało się mu dopasować do melodii w obu językach. Z naszej polskiej perspektywy może się to wydawać nawet ekstremalne,
ale nie można zapominać iż angielski i szwedzki należą do tej samej rodziny językowej. Jednak różnice w wymowie w obu językach sprawiają, że pogodzenie tych dwóch języków przysparza pewnych problemów i czasami bywa skomplikowane.
Porównując obie wersje albumów. Muzyka pełna energii bardzo ekspresyjna i daje kopa. Wykonanie jest bardziej wyraziste w języku szwedzkim i sądzę, że jest bardziej dopasowane do melodii, czuć w niej więcej emocji, ma również więcej charakteru i naprawdę można usłyszeć ryk Lwa z Północy. Najpiękniejszym utworami dla mnie na tym albumie są: „En livstid i krig” opowiada on o okrucieństwie Wojny Trzydziestoletniej, jest również bardzo patriotyczny. Świadczą o tym słowa: „Jag ger mitt liv för mitt fosterland.” (Oddaję swoje życie mojej ojczyźnie) Drugim jest tytułowy „ Carolus Rex” również w wersji szwedzkiej, w porównaniu do angielskiej w niektórych miejscach zdecydowanie się różni i moim zdaniem dzięki temu brzmi lepiej.
Trzeci to „Konungens likfärd” (Pogrzeb króla), w języku angielskim Long Live the King (Żyj długo Królu), szczególnie bardzo podoba się mi wstęp na gitarze, a refren odśpiewany również przez chór nadaje wyniosłej, a zarazem nostalgicznej atmosfery. Sam tekst również odnosi się do współczesnego czasu, gdy do tej pory nie wiadomo, jak zginął Karol XII. Jaką ocenę jestem gotowa wystawić?
Będą one dwie. Dla albumu anglojęzycznego: 9/10, zaś dla wersji szwedzkiej:
10/10, gdyż nie ma co ukrywać, zachwyciła mnie najbardziej z albumów jakie do tej pory przesłuchałam.
Jeśli fascynuje was Szwecja, chcecie poczuć dawne i potężne Królestwo Szwedzkie oraz przenieść się w przeszłość? Sięgnijcie po album „Carolus Rex”.
Gorąco polecam.

Agneta