Hatestory – Lovestory

1. Na swoim odcinku
2. Wrony na śniegu
3. Hatestory
4. Lovestory
5. Ulica Wolska
6. Monumentalny
7. Już blisko

Na początku może troszkę historii. Był sobie kiedyś w naszym kraju zespół EVA, (który nagrał znakomity cover The Cure „Plastic Passion” na składankę „Prayers For Disintegration”), ale jak to w życiu bywa ludzie się kłócą i tak też było z członkami zespołu EVA. Pokłócili się na dobre i zespół przestał istnieć. W międzyczasie muzycy kontynuowali swoją działalność w projekcie Miguel & the Living Dead, a Moni eksperymentowała w oparach brzmień rodem z Atari oraz dziadkowego akordeonu w zespole Ersatz (info z FB zespołu). Jednak w 2008 roku muzycy stwierdzili, że to bez sensu i utworzyli nowy zespół Hatestory, nazwą nawiązując do swoich wzajemnych kłótni i nienawiści. Od tego czasu komponowali i dopieszczali swoje nowe i stare kompozycje na swój pierwszy album, który szczęśliwie się niedawno nam objawił.

Płytka zawiera 7 utworów, jest dosyc krótka ale jak wiadomo liczy się jakość a nie ilość. 🙂
Jak muzycy sami mówią: inspiruje ich cold wave, new wave, oraz post-punk, i to słychać już od pierwszych dźwięków utworu „Na swoim odcinku”. Zimny nowofalowy bas i gęste uderzenia werbla, podszyte ciekawym brzmieniem gitary od razu przenoszą nas w lata 80te. Tekst jednoznacznie nawiązuje do PRL-owskiej rzeczywistości – „Tak mówią, jesteśmy władzą i władza za nami”. Nic dodać, nic ująć. Utwór drugi „Wrony na śniegu” poraża punkową engergią ale i melodią, zapewne na koncertach jest to murowany killer.

W kolejnym nagraniu „Hatestory”, słyszymy wyraźne wpływy X-Mal Deutshland (wokalizy Moniblack niczym Anji Huwe), utwór szybki dynamiczny, noga sama tupie podczas słuchania. Zwraca tu uwagę niebanalny tekst, ciekawie analizujący związek damsko-męski. „Kobieta jest całkowitym obłędem, nieuniknioną katastrofą dla mężczyzny, mężczyzna jest całkowitym obłędem nieuniknioną katastrofą dla kobiety”.

Następny utwór nawiązujacy do poprzedniego „Lovestory” jest jakby kontynuacją tej story, lecz tym razem w optymistycznym nieco świetle.
„Ulica Wolska” troszkę pachnie The Cure, tym zimnym, nowofalowym z czasów „17 Sconds” czy „Faith”. I nie jest to absolutnie zarzut w stronę zespołu, wszak wciąż mamy wielu starych a nawet nowych fanów takiego grania. Tekst opowiada o niemieckiej okupacji podczas II wojny światowej, o mieszkańcach tejże ulicy żyjących w tych strasznych czasach.

„Monumentalny” to mocny transowy kawałek z kolejnym ciekawym lekko zakręconym tekstem – „Po nocy spędzonej gdzieś poza domem, zgasły pomysły podpalenia Wisły” Ostatni na płycie „Już blisko” to cover naszej rodzimej Siekiery, znowu zimne transowe lekko zakręcone granie, które przyznam bardzo lubię. Swietnie brzmią tutaj szybsze fragmenty utworu z mocnym basem nad którym góruje głos Moni, a końcówka zabija swoją momumentalnośćią i potęgą brzmienia.

Podsumowując, dla fanów brzmień z lat 80tych pozycja obowiązkowa. Tym bardziej cieszy fakt, że jest to nasz rodzimy produkt. Wszystkich pozostałych zachęcam do posłuchania, a może się spodoba?
Jak dla mnie płyta bardzo dobra z klimatem, ciekawymi brzmieniami. Będę na pewno zespołowi kibicował dalej.

Moja ocena 8/10 (osiem kropli krwi na dziesięć)
DARKMan