From Afar – The Abyss Gazes into You EP

1. Intro
2. The Fall Begins
3. Faggot
4. Thief
5. Jacob’s Ladder
6. Nocą
7. Niebo

Pierwszy raz zetknęłam się z muzyką From Afar przez, a właściwie dzięki szanownemu Facebook’owi. Na początku pomyślałam: „Ehh pewnie kolejna pop-rock’owa kapela, która śmiało może grać do kotleta i to na stypie”.
Szybko jednak, zmieniłam moje wyobrażenie, kiedy to usłyszałam ich numer „Intro”.
Utwór, choć dla mnie zdecydowanie za krótki i tak wbił mnie w postarzałe już krzesło.
Jak głupek z wytrzeszczonymi oczami i wielkim niedowierzaniem, wpatrywałam się w informację jakoby dana kapela pochodziła z Polski, mimo iż we wspomnianym przeze mnie numerze jest przecież polski tekst. Niedawałam jednak za wygraną, bo przecież jeden numer mógł im się udać, ale nie wszystkie i zabrałam się czym prędzej za słuchanie, dostępnych na fb i youtube kawałków.
Z każdym następnym utworem, moje niedowierzanie rosło, a szok nie mijał.
„Młoda kapela”, powtarzałam w myślach i dodawałam: „Tiiia, jasne młoda, a grają lepiej niż nie jedna z 15 letnim doświadczeniem. No, niezły kit wciskają ludziom”.
Tak, stety tutaj też się myliłam, bo to naprawdę jest młoda kapela i kitu ludziom jak najbardziej nie wciskają!
No, ale nic, numerów wysłuchałam i czekałam, czekałam aż From Afar nagra debiutancką Ep’kę. Teraz gdy od kilku ładnych tygodni można ją nabyć na stronie zespołu, postanowiłam napisać to i owo o tych siedmiu utworach, które możemy tam usłyszeć.
Ot, takie moje przemyślenia i poglądy na temat: „The Abyss Gazes into You”.
Być może nie są one odkrywcze, ale są moje i mam do nich prawo.
No, ale po kolei.
Na samym początku warto zwrócić uwagę na okładkę wspomnianej Ep’ki, okładkę, która jest naprawdę świetnym dopełnieniem muzyki znajdujacej się na „The Abyss Gazes into You”. Czarno biała ze strachem na wróble, dziobanym przez liczne kruki (?) (Cóż, mogę się mylić, wszak ornitologiem nie jestem :P), daje do myślenia i wprowadza w stan melancholii.
Osobiście kojarzy mi się nieco z ukrzyżowanym Jezusem, ale przeniesionym na współczesne realnia, bądź zwykłym szarym człowiekiem, który nie mogąc poradzić sobie z problemami życia codziennego ma wrażenie, że wszyscy zmówli się przeciw niemu i atakują go z każdej możliwej strony. Traktuję ów ptaszyska z okładki, jako taką metaforę, animizację. Jakoby pod postacią ów latających braci mniejszych, ukrywają się ludzkie kłopoty, które spadają na nas każdego dnia, niebacząc na porę roku czy miejsce.
Ale dosyć o okładce i mojej śmiałej nadinterpretacji.
Czas na muzykę.
Nie będę opisywała każdego kawałka z osobna, czy rozwodziła się nad tekstami, wystarczy, że przy okładce się pobawiłam w nadinterpretację, ale cóż mam prawo do własnych skojarzeń.
Niemniej jednak, chcę abyście sami słuchając tekstów, interpretowali je pod swoje życie, pod życie najbliższych czy jakkolwiek inaczej chcecie.
Mogę od siebie dodać, że ckliwych pioseneczek w stylu: „Oj, kocham ją, a ona mnie nie chce i będę płakał dniami i nocami nad losem swym marnym”, nie znajdziecie
Przykro mi, ale po takie teksty to do Feel’a czy innej romantyczno-naiwno-słodkiej kapeli odsyłam. Długich lirycznych tekstów jak u Grzegorza T, też brak.
Porównywań do Comy też bym nie szukała, jak to niektórzy usilnie próbują zrobić. Niczym ślepa kura, grzebiąca w ziemi z nadzieją, że a nóż widelec i się trafi robaczek.
Ale takim tropem to i do Huntera mogłabym porównać From Afar, niemniej jednak, po co? Po co, porównywać kapelę do kapeli, skoro każda ma swój własny rewir i każda na swój sposób jest oryginalna i wyjątkowa.
Przejdźmy jednak do muzyki. Jest rock’owo, z ostrym zapatrywaniem na metal.
Słychać, że chłopaki dobrze wiedzą do czego służy perkusja, gitara czy bas i cisną z tych instrumentów ile wlezie. Dają im jednak trochę odpocząć i wtedy robi się delikatnie, klimatycznie i nastrojowo. Zamykamy oczy i idziemy w kierunku melancholi, zanurzamy się w niej, bez obaw, bo zaraz i tak, mocny dżwięk przywróci nas do pionu i niepozwoli nam postradać rozumu do końca.
Głos wokalisty, chwilami niemal oniryczny i ta dwulicowość, którą prezentuje na tej Ep’ce to idealna proporcja między tekstami, a muzyką.
To niemalże wisienka na torcie. I chociaż wielu krytyków, uważa, że angielskie wersje brzmią nieco kwadratowo i wokalista musi nad nimi popracować, to ja uważam jednak, że nic kwadratowego tam nie ma, a jedynie płynne dźwięki, które są niczym miód na uszy, no ale co ja tam wiem tongue Ja szary człowieczek. Ale nie tylko oniryczny wokal można tam usłyszeć, nie martwcie się. Gdyż dla spragnionych krzyku też na tej Ep’ce coś się znajdzie i to jest właśnie ta wspomniana przeze mnie dwulicowość.
No, ale żeby się dowiedzieć, co mam namyśli używając celowo, słowa dwulicowość, odsyłam Was pod ten adres:http://www.fromafarband.com/zamowienie/ w wiadomym celu. Dodam, że określenie „dwulicowość”, w tym szczególnym przypadku jest jak najbardziej pozytywne.
Ogólnie pisząc o „The Abyss Gazes into You”, mogę napisać tylko tyle: iż Ep’ka jest nagrana na jak najlepszym poziomie, robi wrażenie i przyciąga słuchacza niczym magnez. Łączy w zgrabny sposób melancholię z mocnym graniem, dając odbiorcy mocnego kopniaka w uszy tongue
Teksty chociaż krótkie to intrygujące, a głos wokalisty hmm posłuchajcie sami smile
Ja tą Ep’kę kocham, słucham i słuchać będę, tak długo aż chłopaki nie nagrają czegoś nowego. Może tym razem już debiutancką płytę? Ja trzymam za nich kciuki, a Wy kupcie Ep’kę, wkroczcie z dumą do świata From Afar i cieszcie się, że taką zdolną kapelę nosi nasza ojczyzna!

Atharjatha