Katatonia – Dead End Kings

 

Dead_End_Kings

01. The Parting
02. The One You Are Looking For Is Not Here
03. Hypnone
04. The Racing Heart
05. Buildings
06. Leech
07. Ambitions
08. Undo You
09. Lethean
10. First Prayer
11. Dead Letters

Przyznać muszę, że z niecierpliwością oczekiwałam na nowy materiał Szwedów z zespołu Katatonia. Aż gdy wreszcie trafiły do mnie utwory z nowej płyty „Dead End Kings”, pojawiły się w raz z nimi obawy.
Czy nowy krążek będzie tak samo dobry jak wydany 3 lata temu album „Night Is the New Day”?
Czy nowa płyta mnie czymś zaskoczy? a może będzie kopią poprzedniczki?
Z tyloma niewiadomymi zabrałam się za słuchanie nowego dzieła.
Już po pierwszych dźwiękach moje wszelkie obawy zostały rozwiane.
To bowiem wciąż ta sama Katatonia, z mrocznymi, smutnymi i głębokimi tekstami.
Z piękną, melodyjną muzyką, czasami mocną i okraszoną elektroniką.
Wielu ludzi zarzucało tej płycie iż jest nudna, doprawy nie wiem skąd biorą się takie opinie.
Z każdym bowiem utworem, otrzymujemy zróżnicowane dźwięki od niemal idyllicznych, po rock’owe do elektro, o słodką balladę „The One You Are Looking For Is Not Here” zahaczając.
Oczywiście muszę się zgodzić z tym, że płyta jest nieco łagodniejsza od poprzedniczek i zmusza słuchacza do głębszej refleksji, zabierając go w podróż.
W podróż po krainie mroku, smutku i tajemnicy, po krainie własnego „ja”.
Ale któż już od pierwszych sekund, nie ma ochoty żeby zamknąć oczy i zanurzyć się w tych smutnych, melodyjnych, niekiedy mocnych, a zarazem elektronicznych dźwiękach?
Dźwiękach, które jakkolwiek to nie zabrzmi opisując ten album, są po prostu piękne i idealnie nadają się na długie jesienne wieczory, przy kubku gorącej herbaty i blasku świec.
Pod względem, tekstowym są to teksty w starym stylu, ale jednak ilość „mroku” jaka jest w nich zawarta z pewnością przebija wcześniejsze dokonania mężczyzn z Katatonii.
Ja osobiście cała „zanurzyłam” się w tym krążku, w każdym słowie wyśpiewanym przez Jonasa i w każdym dźwięku.
Pod wieloma względami album przypomina jednak swoje wcześniejsze „dziecko”, niemniej jednak śmiem stwierdzić, że przy „Dead End Kings” zespół śmielej „bawił się” muzyką i śmielej wcielał w życie pomysły odnośnie nowego krążka, niż to było trzy lata temu.
Przy tym albumie czuć, że zespół Katatonia stawiał pewne kroki i doskonale wiedział czego chce.
Od siebie mogę dodać jeszcze tylko tyle, iż to były dobre kroki i mam nadzieję, że Szwedzi będą dalej śli do przodu, odkrywając coś nowego na muzycznym polu, nie cofając się przy tym, a jedynie zerkając na poprzednie genialne dokonania.
Posumowując, dla mnie ta płyta bez wątpienia jest płytą roku 2012, nie zawiodłam się na niech ani trochę, a duet z obecną wokalistką The Gathering – Silje Wergeland, był dla mnie całkiem miłym zaskoczeniem.
Oceniam ten album na w pełni zasłużoną 10, oby tak dalej 🙂

Atharjatha