Piotr Foreman Foryś – Pudelsi

Foremanaaaa

W 1987 roku dołączyłeś do zespołu Hellias, opowiedz o tym projekcie:

Sprawa wyglądała tak, że w 1986 zostałem wokalistą. Jak zostałem wokalistą? Wokalistą zostałem w ten sposób, że miałem kumpla, który mieszkał w jednym z osiedli nowohuckich i on zaprosił mnie na próbę swojego zespołu. Miałem być ich basistą, to ciekawa historia, skoro miałem robić tylko bum pam bum pam na basie, to pomyślałem, że sobie poradzę. Przyjeżdżam na tę próbę, dziesiąte piętro, cały pokój chłopaka zajmowały wzmacniacze i perkusja. Wchodzę na tę próbę i widzę że jest pełny skład, grali chłopaki metal. Powiedzieli, że przygotowują się do festiwalu Cedzak'87, no i co? Widzę że mają basistę, chłopak klanguje, cuda na kiju, więc tylko sobie usiadłem i siedzę. I nagle wyszła taka sytuacja, że wokalista musiał wyjść. No grają w czwórkę, męczą się, gubią w tych frazach, zaproponowałem, że będę dukał tekst w tych miejscach, w których on jest, no i jedzie, jedzie numer, ja wchodzę z tym wokalem, i jest taka sytuacja, że zespół kończy grać, wstają i mówią: "Jesteś pięć razy lepszy od tamtego gościa, więc zostajesz u nas". Miałem wtedy 17 – 18 lat, taki młokos. Trzy tygodnie potem był ten festiwal Cedzak, wyszliśmy, nazywaliśmy się Hell Cat, pamiętam miałem wtedy spodnie w panterkę, koszulkę z Metallicą i skórzaną kurtkę. Byliśmy 15 minut na tej scenie, dałem z siebie wszystko, a  schodząc z tej sceny poczułem niedosyt. Tak się to zaczęło, no i wtedy zajęliśmy IV miejsce, I miejsce jak się okazało zajął Jacek Królik, który do dziś jest znanym gitarzystą krakowskim i mistrzem nad mistrzami. Następnym przejściem był konkurs w Rotundzie, zajęliśmy jakieś odległe miejsce, a I miejsce zajął zespół Pudelsi. Tam siedziało dwóch kolegów, jeden się nazywał Goolary, a drugi się nazywał Galon i oni przyszli wyszukać talenty do zespołu, który mieli założyć. No i któregoś dnia pukają do mnie do drzwi i mówią, że chcą robić fajną muzykę. Przetestowaliśmy się tanimi winami, czy dają radę, bo byli młodsi ode mnie. I wtedy założyliśmy zespół Hellias w 1987 w listopadzie, a 22. lutego 1988 roku zagraliśmy duży koncert w Hali Korony z zespołami Taurus, Vendetta, i Voodoo. Było 1500 osób na tym festiwalu. I wtedy poczułem, że to jest to, co chciałbym robić w życiu, zrobiliśmy taki show, byliśmy przygotowani maksymalnie, głos miałem beton. I byłoby wszystko dobrze, gdyby nie feralny 8. marca, bo dostałem wezwanie do wojska. I tam w wojsku byłem mechanikiem śmigłowca. Też były ciekawe historie, napisałem mnóstwo tekstów, które wysyłałem Helliasowi. Wtedy wokalistą został za mnie Paweł Goolary, nawet nagrali jedną płytę beze mnie. W wojsku byłem dyżurnym stoiska śmigłowców na Bemowie i pilnowałem ich. Wyszedłem z wojska w kwietniu 1990, a pierwszy koncert zagraliśmy tydzień później w Rotundzie i wtedy ruszyliśmy na trasę z Katem, potem nasz gitarzysta Galon wyjechał do Stanów i w 1991 roku nagraliśmy album „Closed in Fate Coffin” i do dzisiaj jest to kultowa płyta dla wszystkich trash maniaków w Polsce, wyszła nawet reedycja, nagrywaliśmy w studio KTO u pana Mastykarza. Wokale na całą płytę Helliasa, nagrałem w półtorej godziny, 10 utworów! Wtedy rodziła się we mnie eksplozja klimatu, który we mnie tkwił, to mi pozwoliło uwierzyć, że mogę robić różne kierunki muzyczne. W tym roku wyjdzie nowa płyta Helliasa.

Zespół zawiesił działalność w 1997?

Tak, a w 2007 roku wznowiliśmy działalność. Nasz gitarzysta został nauczycielem matematyki, ale nie przeszkadza mu to tworzyć, gra w gotyckim zespole Cemetery of Scream, teraz jadą na ten festiwal, gdzie wszyscy chodzą, w tym zamku, no…

Castle Party…

No właśnie, już tam wystąpili dwa razy.  Hellias grał z kolei przed Venomem, graliśmy z TSA, z Katem. Dla mnie Hellias to taka rozgrzewka przed tym do dzieje się teraz.

Zaraz po zawieszeniu działalności Helliasa dołączyłeś do zespołu Revolver, opowiedz o tym projekcie, bo to bardzo eklektyczna muzyka.

Revolver to był zespół, który założył Andrzej Potoczek, to był były gitarzysta Pudelsów z pierwszego składu. Zaczął przynosić kompozycje, które były post-bluesowe, post-rockowe, mieszał tego bardzo dużo, mnóstwo bardzo fajnych muzyków się przewinęło przez ten zespół. Poznałem mnóstwo ludzi, którzy mieli do czynienia z muzyką krakowską. Na przestrzeni tych lat zagraliśmy wiele koncertów, graliśmy w Bratysławie, w Norymberdze, mieliśmy takie wydarzenie, że na początku grał w tym zespole ś. p. Andrzej Wojciechowski, taki głos jak Joe Cocker, to on mnie przyjął właściwie do zespołu, na pierwszej płycie Revolvera „Dze Doorsz” mamy kilka utworów, które śpiewamy na zmianę. Andrzej był chory na wątrobę, był alkoholikiem, zmarł w wieku 55 lat, był encyklopedią rocka. Świetny muzyk, kapitalny człowiek. Cały czas oglądał koncerty na video. Mówił że mam ten magnes, gdy śpiewam, nazywał to cwańcyk. Mówił: „Wiesz, czemu Maleńczuk fajnie śpiewa? Bo ma ten cwańcyk”. W Radio Kraków zagraliśmy koncert z Nigelem Kennedy, co też było fajną sytuacją, przyszło mnóstwo ludzi, połowę koncertu mieliśmy zagrać my, a w połowie miał wejść Nigel i zagrać resztę koncertu z nami. Ja go zapowiadam, a jego nie ma, minuta, dwie… W pewnym momencie z góry schodzi Nigel z tymi swoimi skrzypkami, po prostu wyczuł ten moment do samego końca. Druga fajna sprawa w czasie tego koncertu, że miałem z nim wymianę wokalną na skrzypce. Bardzo fajnie! No i poznaliśmy mnóstwo Ośrodków Muzycznych, m in Muzyczną Owczarnię. Później zostaliśmy we trzech w składzie i graliśmy koncerty akustyczne w klubie Coltrane. Za każdym razem mieliśmy jakiegoś gościa. Raz graliśmy z harfistką, to było piękne. Raz zaśpiewałem z Jorgosem Skoliasem, raz zagraliśmy z gitarzystą Rysiem Styłą.

W którym roku zespół zawiesił działalność?

Tak naturalnie zespół zawiesił działalność w 2009 roku. No bo wtedy właśnie wtedy napisał do mnie na Facebooku Franz Dreadhunter, napisał "kolnij do mnie" no więc kolnąłem do niego.

I to właśnie moje następne pytanie, bo w 2010 zostałeś wokalistą  Pudelsów, opowiedz o tym.

Na moim profilu na FB napisałem "Szukam pracy (jakiejkolwiek)", pamiętam, Franz mi odpisał: " A jakiej pracy szukasz?, a ja mu przytoczyłem fragment tekstu Oddziału Zamkniętego: "Być boyem albo paczki znaczyć". A on przesłał swój mi numer telefonu. Zaprosił mnie do swojego studia Czakram w Łagiewnikach. Przyjechałem tam, zapoznaliśmy się butelkowo (śmiech), ja już chciałem wychodzić, gdy Franz wręczył mi tekst "Uważaj na niego", i poprosił, abym spróbował to zaśpiewać. Wszedłem do studia w zasadzie nie znając tego numeru, stwierdziłem że pewnie w trzeciej frazie wchodzę, zaśpiewałem najlepiej, jak potrafię, po czym Franz powiedział, że robimy całość, bo musimy ruszyć z koncertami i bardzo fajnie to się zawiązało.

Nie obawiałeś się zmierzyć z taką legendą, jaką jest Maciej Maleńczuk? On jest lubiany w trzech pokoleniach…

Ja tego nie odbierałem w sposób rywalizacji w ogóle. Owszem miałem pewne obawy, aczkolwiek wierzyłem w siebie, to było wyzwanie dla mnie. Dostałem 25 utworów i klucze do studia, przez trzy miesiące tam jeździłem prawie codziennie. Pewnego dnia Franz dał mi muzykę i powiedział, „Chcę mieć na rano przebój”. Niespecjalnie czułem tę muzykę. Franz powiedział: „Spróbuj”. Ale o czym napisać tekst, wchodzę do onetu i czytam, że w jakimś kościele wykryli miłość dwóch księży. I zacząłem "Czym ja Cię obraziłem…". (śmiech) Rano przyszedł Franz i ja mówię: „Mamy hiciora”. Franz powiedział : "Dałeś radę, jesteś elastyczny, możesz śpiewać każdą muzykę”.

Na tym etapie Franz zobaczył że się staram.

Nagraliście nowe piosenki?

Mamy ok. 20 numerów, ale ta płyta nie wychodzi z różnych powodów, najbliższa płyta jaka wyjdzie, to ta która była na 30-lecie. Tu była niesamowita historia, bo ja się z Maleńczukiem spotkałem na tym koncercie. Mieliśmy okazję pogadać, poprosiłem go, by zagrał na saksofonie podczas piosenki, którą ja śpiewałem na tym koncercie. Zgodził się. Występował na końcu jako gwiazda i przedstawiał cały zespół. Kiedy doszedł do mnie, przytulił mnie i w ciepłych słowach przedstawił publiczności. Miałem wrażenie, że on mi przekazuje tę pałeczkę tak dosłownie.

Jakie macie teraz najbliższe plany koncertowe?

Najbliższy koncert gramy w Nysie 6. lutego. Graliśmy w Kolbudach dla Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy. Dużo gramy, mieliśmy wyjechać do Chicago, może pojedziemy w tym roku.

Co Cię inspiruje? Jakiej muzyki słuchasz?

Byłem ortodoksem, potem moje spektrum muzyczne rozszerzyło się, mogę posłuchać Kapeli Czerniakowskiej, Sade, raperów, nadal oczywiście słucham Slayera czy Metalliki. Potrafię śpiewać i trash metal i reggae. Co jest nie do pomyślenia.

Jakie masz hobby pozamuzyczne?

Lubię oglądać filmy, ostatnio z moją żoną wzięliśmy się za polskie filmy. Lubię piłkę nożną i troszeczkę gram w bukmacherkę, muszę się przyznać. Gram po dwa trzy złote.

Zauważyłam też, że lubicie podróżować z Twoją żoną i zamieszczacie zdjęcia z podróży na FB.

Tak, tak, no oczywiście, że tak.

Powiedz mi o jakiejś Waszej ulubionej podróży z dotychczasowych i gdzie jeszcze chcielibyście pojechać.

Zapomniałem powiedzieć, że moją główną pasją są góry. W związku z tym, że moja żona ma lęk wysokości, to nie chodzimy po Tatrach, chociaż ja się wybrałem na kilka tras typu Rysy. No i jest przeżycie! Głównie chodzimy w trasy Gorce, Beskidy. Ustalamy trasę i każdy nocleg jest w innym schronisku, a jak nie w schronisku to w jakiejś miejscowości. Zawsze robimy tak, aby w środku każdej wyprawy były dwa dni luzu z basenem, byliśmy na przykład w Węgierskiej Górce na „Dniach Węgierskiej Górki”, gdy grał Maleńczuk i zespół Hey. Potem znów zebraliśmy się z plecakami i ruszyliśmy dalej. To była chyba podróż, którą najlepiej wspominam.

A wymarzona podróż?

Chcielibyśmy pojechać do Włoch do Rzymu, moja córka tam była.  Ona chodziła do szkoły plastycznej i z racji, że była jednym z najlepszych uczniów, muszę się pochwalić, na koniec szkoły została wybrana do wycieczki trwającej miesiąc do Rzymu, do dziś to wspomina. Zwiedzali kościoły.

Jak możesz porównać publiczność lat 80-tych i teraz?

Dawniej na koncertach były zapalane świeczki, a teraz telefony (śmiech) Sam także jestem częstym uczestnikiem koncertów jako publiczność. Drastycznej różnicy nie jestem w stanie określić. Kiedyś publiczność miała więcej szarości w sobie. Nie wyczuwam różnicy, młodość ma swoje prawa, którymi się rządzi. Inna publiczność przychodzi na koncertów Pudelsów, a inna na koncerty metalowe.

Foreman3

Dziękuję za rozmowę

Rozmawiała Altea Leszczyńska