Blutengel „Omen”

BlutEngel - Omen Cover
1. Prologue: Omen
2. Sing
3. The Siren
4. Wir sind was wir sind
5. Give me
6. The War Between Us
7. Fire In The Distance
8. Dein Gott
9. Guilty
10. Save Us
11. Der Regen fällt…
12. Ich bin das Feuer
13. Holy Blood
14. Asche zu Asche
15. Bow Down
16. Elegy

Blutengel to niemiecki zespół grający EBM i future pop, założycielem grupy jest Chris Pohl znany również z takich formacji jak Terminal Choice, Miss Construction czy Tumor. Piosenki zespołu są śpiewane po niemiecki i angielsku, Pohla wspiera wokalnie Ulrike Goldmann. Wydany w tym roku „Omen” to dziewiąty album w karierze Krwawego Anioła.

Zespołowi trudno uniknąć porównań do Marilyna Mansona, zarówno pod względem muzycznym jak i pod względem prezentowanego image’u i teledysków. Album „Omen” przyniósł nam dwa single – „Asche zu Asche” i „Sing”.

Płytę otwiera orkiestralne intro, które następnie płynnie przechodzi w piosenkę „Sing” – z bardzo mocnym beatem i prawie że symfonicznym power metalowym refrenem. Kolejne nagranie na płycie to electro-gotyckie „The Siren”, tutaj już zespół prezentuje to, do czego przyzwyczaił swoich słuchaczy na poprzednich albumach – chwytliwe melodie i taneczne rytmy czyli futurystyczne trash techno. „Wir sind was wir sind” – piosenka w ojczystym języku Chrisa Pohla, nieco spokojniejsza, wyraźne są tu wpływy Depeche Mode i Camouflage. W balladowym „Give me” słyszymy damski wokal, to najsłabsze nagranie na płycie i przywodzi mi na myśl dokonania grup Within Temptation czy Nightwish. Kolejna piosenka „The war between us” zaczyna się chwytliwym elektronicznym wstępem w stylu techno. To melancholijne a zarazem bardzo taneczne nagranie, Blutengel pozostaje zespołem, który potrafi łączyć kontrasty. Podobnie tanecznie jest na „Fire in the distance”, ta piosenka może kojarzyć się trochę z twórczością Deine Lakaien ale w dance’owym remixie. „Dein Gott” kolejna piosenka w ojczystym języku członków zespołu, przywołuje mroczny ale zarazem taneczny klimat. W podkładzie pobrzmiewa beat z „Pleasure little treasure” Depeche Mode. Przypadek?

„Guilty” to najbardziej gotycka ze wszystkich piosenek na płycie, znów słychać wpływy Deine Lakaien czy Lacrimosy na formację Chrisa Pohla. „Save us” zaczyna się gitarowym wstępem, w tej piosence możemy się doszukać inspiracji twórczością Sisters of Mercy. Fortepianowy, liryczny utwór „Der Regen fällt…” to jedno z najciekawszych nagrań na płycie i dzięki niemu ten album nie jest monotonny. Zespół udowadnia, że nie są tylko mistrzami tanecznego EBM. W „Ich bin das Feuer” wracają jednak do futurystycznego popu i dynamicznych beatów. Podobnie jest w piosence „Holy Blood”, która przywodzi na myśl dokonania Marilyna Mansona czy The Prodigy. Jeszcze taneczne i ponure nagranie „Asche zu Asche”, klimatyczne i nieco power metalowe w warstwie melodycznej ale jednocześnie dance’owe, jeśli chodzi o rytm „Bow down” i ostatnia piosenka – „Elegy”, w której zespół udowadnia, że ta płyta jest bardzo przemyślaną całością i nie ma na niej miejsca na przypadek.
Dwoje wokalistów utożsamia walkę dobra ze złem, niebo i piekło, erotykę i śmierć. Piosenki porywają do tańca, niosą w sobie dużo energii i wpadają w ucho. To bardzo interesujący album, absolutny must have dla fanów EBM, czy też osób, które swoją przygodę z tym gatunkiem muzycznym dopiero zaczynają.

7 kropel krwi na 10

Altea „Druantia” Leszczyńska