Metal Hammer Festival, Prog Edition 2015 – Katowice Spodek.

Po kilku latach nieobecności do katowickiego „Spodka” powrócił Metal Hammer Festival, tym razem w odsłonie prog-rockowej, a ponieważ prog-rocka lubię i jako gwiazdę organizatorzy zapowiedzieli uwielbiany w naszym kraju Dream Theater, to postanowiłem się wybrać na tę imprezę. Na wstępie należy pochwalić wzorową organizację wystepów kolejnych zespołów. Artyści zaczynali swoje występy z dokładnością co do minuty zgodnie z festiwalową rozpiską. Tak więc punktualnie o 15:00 na scenie pojawił się bydgoski Art of Illusion. Muzycy zaprezentowali 30 minut solidnego brzmienia,  z metalowym wykopem i słynną prog rockową precyzją. Po nich na scenie zainstalował się zespół One i tutaj dostaliśmy porcję zupełnie innej muzyki. Grupa zaprezentowała mieszankę hardrocka z metalem i tradycyjnym rockiem. A była to mieszanka iście wybuchowa – siarczyste riffy podlane delikatnym sosem klawiszowym bardzo mi się podobały. Troszeczkę może irytowała maniera wokalisty, pytającego po każdym kawałku: „Spodek, jak sie bawicie?”, a zupełnie rozbawiło mnie pożegnanie z publicznością słowami „Dobranoc” o godzinie 16:20. Niemniej jednak muzyka zespołu One bardzo przypadła mi do gustu i chętnie posłucham Ich znowu przy najblizszej okazji.
Jako następni na scenie zainstalowali sie muzycy z zespołu Osada Vida. Zespół ma na swoim koncie 6 płyt długogrających  i można chyba powiedzieć, że jest już gwiazdą na rodzimej scenie. Niebanalne kompozycje, perfekcja wykonawcza to już standard w wykonaniu Osady i, chociaż nie zdążyłem zobaczyć Ich występu od poczatku, to śmiało mogę powiedzieć, że są jednym z lepszych bandów na naszej scenie prog-rockowej czy w ogóle rockowej. Zespół promował najnowszą znakomitą płytę „The After Effect” i, tak jak na płycie, rozpoczęli swój wystep od kawałka „King of Isolation”. Ogółem zagrali 5 kompozycji m. in. znakomite „Stronger” czy „Those Days”.
Na występ kolejnego zespołu czekałem z wielką niecierpliwością ale i z odrobiną obawy. Wiele dobrego słyszałem o zespole Tides From Nebula ale, jak to często bywa, osobista konfrontacja z muzyką na żywo nie zawsze potwierdza zachwyt osiągany podczas słuchania płyt. Na szczęscie moje obawy rozpierzchły się wraz z pierwszym utworem Tides’ów. Niesamowita energia, żywiołowość na scenie, którą można by obdarować co najmniej 3 zespoły sprawiły, że mój zachwyt sięgnął zenitu. Zespół gra tzw. post rock, i, jak sami mówią choć nie mają wokalisty i nie grają solówek, to i tak mogli się zaprezentować na tej scenie. Ściana dzwięku, jaką muzycy wydobywają ze swoich instrumentów powoduje niesamowite wrażenia. Niejeden zespół metalowy mógłby pozazdrościć energii muzykom Tides From Nebula. Dzwięki płynące ze sceny zawładnęły mną całkowicie, od spokojnych fragmentów do tych naprawdę wybuchowych. I możemy być naprawdę dumni, że mamy takie zespoły w naszym kraju, podobające się również gościom z zagranicy, o czym zapewnił nas pewien Norweg spotkany przy punkcie z piwem, któremu TFN bardzo sie spodobali. Jako następni na scenie pojawili sie muzycy z Collage. Zespół w 2013 roku reaktywował się po 10 latach przerwy z nowym wokalistą Karolem Wróblewskim. W „Spodku” zaprezentowali nam głównie starsze kompozycje z „Living in the Moonlight” na czele, zapowiadając nagranie nowej płyty. Na koniec uraczyli nas swoistą wersją utworu „God” Johna Lennona z wplecionym riffem „Smoke on the Water”. Miły gest.

I tak po zespole Collage pozostały już tylko 3 koncerty do zobaczenia, ale za to jakie!

Szwedzki zespół Evergrey ma u nas dość potężną armię fanów, o czy świadczyło nagłe zagęszczenie publiczności pod sceną. Szwedzi promują na tej trasie swój najnowszy album „Hymns for the Broken” i na poczatek usłyszeliśmy właśnie intro z tej płyty „The Wakening” przechodzące w „King of Errors”. Z nowych kawałków zespół zaprezentował jeszcze „The Fire”, „Black Undertow”, „Wake A Change”, „A New Dawn” oraz starsze kompozycje takie jak „Leave it Behind Us”, „Broken Wings” a na koniec uslyszeliśmy „A Touch of Blessing”. Występ Evergrey został nagrodzony gromkimi owacjami, niestety próba wywołania zespołu na bis nie powiodła się.
Cóż, festiwale rządzą się twardymi prawami. 45 minut grania i sio ze sceny, bo czekają następne zespoły. 🙂

Johan Niemann (Evergrey)

Johan Niemann (Evergrey)

Po krótkiej przerwie swój koncert rozpoczął najbardziej lubiany i znany na świecie polski zespół prog-rockowy czyli Riverside. I to była prawdziwa magia.
Rozpoczęli od nowej kompozycji z nadchodzącej płyty, która ukaże sie we wrześniu, więc zaskoczenie było totalne. Póżniej zagrali jeszcze m. in. „Feel Like Falling”, „Hyperactive”, przepiękne „Conceving You” (którego nie grali na ostatnich koncertach, ja jednak miałem cichą nadzieję, że usłyszę tę piekną kompozycję i nie zawiodłem się), „02 Panic Room”, „The Deph of Self-Delusion”, oraz kolejny nowy genialny utwór pt. „Discard Your Fear” i na koniec „Escalator Shrine”. Co by nie mówić, Riverside zasłużenie swięci triumfy na scenach całego świata. Perfekcja wykonawcza i znakomite kompozycje to Ich znak rozpoznawczy. Po prostu klasa sama w sobie. Wielkie brawa Panowie!

Riverside

Riverside

No i na koniec pozostało już tylko chwilkę poczekać na mistrzów prog metalu z USA czyli Dream Theater. Zespół w tym roku obchodzi 30-lecie istnienia i na tej trasie wykonuje po jednej kompozycji z każdego albumu. Nie ma sensu wymieniać każdego utworu z osobna, wspomnę tylko, że zespół zagrał moją ukochaną balladę „The Spirit Carries On” z mojej ulubionej płyty „Metropolis Pt. 2: Scenes From A Memory”, czym wywołał u mnie nieposkromioną radość. Po 1,5 godziny solidnego grania, z milionami zakręconych progmetalowych dzwięków zespół zszedł ze sceny, a publiczność zaczęła domagać się bisu. Ponieważ festiwal miał się zakończyć ok. północy,  biorąc pod uwagę czas trwania Ich kompozycji, mogli w zasadzie zagrać tylko jeden utwór na koniec, był to „Behind the
Veil” z ostatniej płyty z 2013 roku. James LaBrie zapowiedział powrót zespołu do Polski podczas następnego tournee promującego nową płytę, którą zespół właśnie nagrał, czym wywołał gromkie brawa zgromadzonej publiczności. Po tej dobrej wiadomości muzycy opuścili scenę na dobre. Była godzina 24:00, rozpoczęła się niedziela i Metal Hammer Festival Prog Edition 2015 przeszedł do historii.

James LaBrie (Dream Theater)

James LaBrie (Dream Theater)

Podsumowując, powrót festiwalu po przerwie można zaliczyć do bardzo udanych. Perfekcyjna organizacja, o której już wspomniałem, bardzo dobre nagłośnienie,
(w końcu Spodek posiada znakomitą akustykę) i  dobry dobór zespołów – to wszystko gwarantowało 9 godzin znakomitej zabawy w prog-rockowym klimacie.
Mam nadzieję, że Metal Hammer Festival powróci na stałe do Spodka i będę mieć okazję przeżycia jeszcze niejednego wspaniałego koncertu na tej imprezie.
 
Tekst :Darkman
Zdjęcia : Marta Czop (Digiheart)