Paweł „Kelner” Rozwadowski – Deuter

Czy mógłbyś zdradzić czytelnikom BloodArt skąd wzięła się Twoja ksywka „Kelner”?
Perkusista The Boors/Kryzys Kamil ”Blitz” tak mnie przezwał, kiedy (w 1979 roku) zobaczył mnie ubranego „na biało”. Krzyknął: „Kelner!” i tak już zostało. Marynarka rzeczywiście była kelnerska z wyszytym na kieszonce „Hotel Orbis”.

Paweł "Kelner" Rozwadowski - Deuter

Paweł „Kelner” Rozwadowski – Deuter, Foto: Ida

Grałeś w bardzo wielu zespołach, zacznijmy po kolei, w latach 1978 – 1980 występowałeś w zespole Fornit. Dzisiejszym dwudziestolatkom może się wydawać wręcz nieprawdopodobne, że zespół Fornit dostał ogólnopolski zakaz występów i tym samym musiał zawiesić swoją działalność. Opowiedz młodszym czytelnikom BloodArt o działaniach cenzury i jaki wpływ na muzykę początku lat 80-tych miał panujący wówczas ustrój.
Fornit to mój pierwszy zespół i działał od stycznia 1979 do początku 1980 roku, potem była efemeryda Dexapolkort-A i duet z rzeczonym Kamilem „Blitz” o nazwie „No Price”, z którego powstał w styczniu 1981 Deuter. W 1980 roku z Fornitem (chyba ostatni koncert tego zespołu) zagraliśmy na „Festiwalu Nowej Fali” w Kołobrzegu. Wtedy nie pisałem tekstów piosenek, tylko improwizowałem (dziś free style) i zaśpiewałem „Lepsza Kiła od Iła”, a było to świeżo po tragicznej katastrofie lotniczej. Wplotłem w to słowa piosenki Anny Jantar (która też zginęła w tej katastrofie) pt. „Nic nie może przecież wiecznie trwać”…no i okazało się, że na widowni jest cenzor, i bardzo mu się mój występ nie spodobał. Osobiście mnie nigdzie nie ciągano, ale organizator festiwalu po powrocie z „dywanika” oświadczył, że mam zakaz występów w całym kraju. Jednak kiedy wróciłem do Warszawy występowałem w najlepsze. Nikt o żadnym zakazie nie słyszał, zresztą nie pytałem bo zapomniałem o epizodzie z Kołobrzegu bardzo szybko. Przed koncertami (nie zawsze) organizator teksty kapel nosił do cenzury, ale osobiście nigdy nie przełożyło się to u mnie na to, co śpiewałem. Śpiewałem, co chciałem. Problem pojawiał się przy publikacjach czyli płytach. Tutaj zespoły miały kłopot, bo cenzura po prostu nie puszczała niektórych tekstów albo wymagała ich przerobienia. Dlatego Deuter pierwszą długogrającą płytę wydał dopiero w 1988 roku (wcześniej cała operacja z cenzurą przy nagraniu płyty wydawała mi się nie do przyjęcia), a i tu cenzura ingerowała i wymogła drobną acz znaczącą zmianę w tekście „Młodym hipokrytom”. Cenzura więc miała duży wpływ na publikacje, co z czasem skutkowało mimowolnym ułagodzeniem. Teksty tak zwane „wprost” pojawiały się (publikowane) raczej po 1989 roku.

Po rozpadzie zespołu Fornit razem z byłymi muzykami grup Atak, TZN-Xenna i Kryzys założyliście zespół Deuter. Grupa kilkakrotnie zawieszała swoją działalność i przewinęło się przez nią wielu muzyków. Jaki wpływ na muzykę zespołu miały te rozliczne zmiany personalne?
Po rozpadzie Fornitu był jeszcze Dexapolcort-A. Teksty i muzyka były improwizowane. Deuter powstał w styczniu 1981 i z wyjątkiem składu 1985-86 oscylowaliśmy w okolicach rock’n’rolla. W 1985 roku wróciłem po dłuższym pobycie w Berlinie Zachodnim i kiedy mój kolega Gucio zapytał, czy gramy, powiedziałem, że tak, ale chciałbym zamieszać z funkiem. Gutek (perkusista) przyprowadził „Kciuka” czyli Tomka Jaworskiego, Piotrka Nalepę, Beatę Pater i Jurka „Skoczka”. Powstał zespół, który powinien był powstać co najmniej 15 lat później. Jednak pozostałe składy grały ogólnie mówiąc rock’n’roll. W zasadzie jacy muzycy, taka muzyka.

Jesteś bardzo wszechstronnym artystą – zespół Max i Kelner to zupełnie inny muzyczny rozdział w Twojej historii, inny gatunek muzyczny. Nagraliście jedną płytę w 1992, ale występujecie znów od 2007, obecnie jednak egzystujecie bardziej jako poetycki performance, jakie macie dalsze plany?
Max i Kelner Tehno Terror, ma swój początek w końcówce lat ’80 w Stanclewie, gdzie mieszkał wtedy Robert. Nasz przyjaciel Marcin Miller z Londynu, kupił sprzęt do studia i Robert eksperymentował z automatem perkusyjnym i keyboardem, który był swego rodzaju studiem sam w sobie. Będąc tam latem 1989 dośpiewałem pierwsze teksty. Materiał został wydany na CD w 1992 roku i w kolejnych latach sporo występowaliśmy. Nagrywając Tehno Terror nie myśleliśmy o płycie czy występach. Bawiliśmy się doskonale nowym sprzętem po prostu. Dopiero w 1992 padła propozycja wydania płyty. To był bardzo ciekawy okres w historii, lata przełomu i zmian, stąd warstwa tematyczna w tekstach. Obecnie od kilku lat nie grywamy wspólnie pod tym szyldem.

W 1995 roku Dezerter nagrał płytę zatytułowaną Deuter z największymi przebojami Deutera i Twoim gościnnym udziałem. Jak się czułeś śpiewając swoje utwory z innymi muzykami?
Praca z Dezerterem to był konkret. Wiedzieli, co chcą zrobić i dążyli do maksymalnej precyzji w wykonaniu oryginalnych wersji (pierwszych/najstarszych) piosenek Deutera. Często ja nie pamiętałem tych wczesnych wersji, które Krzysiek i Robert odgrzebywali. To był fajny okres. Próby, nagrania, płyta i miesiące koncertowania po całej Polsce. Dziś spotykam się często z tym, iż zwłaszcza młodzi myślą, że te piosenki są Dezertera.

Gdybyś miał porównać publiczność z lat 80-tych i dzisiejszą to jakie dostrzegasz różnice? Którą publiczność określiłbyś jako bardziej spontaniczną?
To dość abstrakcyjne porównanie, bo to dwa zupełnie inne światy. Dziś jest ogromna różnorodność, dowolność i mnogość. W latach ‘70/’80 niewiele się działo. Pamiętam, że kiedy w 1979 roku odbywały się dwa koncerty jednego dnia w różnych miejscach zespołów grających punk i new wave, to było wydarzenie! Ludzie biegali między jednym miejscem a drugim. Zwykle jeśli był koncert – to w jednym miejscu. Dziś w Warszawie jednego dnia trudno policzyć takie wydarzenia. Co do publiki to zawsze byli ludzie spontaniczni i spięci, szalejący pod sceną i słuchacze. Chyba wielkiej różnicy nie ma, może jedynie taka, że na konkretne style idą konkretni ludzie. Punkowcy raczej nie chodzą na koncerty Donatana. W tamtych latach przychodzili różni ludzie, po prostu zobaczyć coś innego niż dziennik telewizyjny.

Powiedziałeś kiedyś w jednym z wywiadów, iż “Punk to wolność”, przeciw czemu dzisiaj sie buntujesz już jako dojrzały człowiek?
Powiedziałem tak w rozumieniu własnej wolności. Dla mnie punk stał się przełomowy w uwalnianiu siebie. Bo tylko taką wolność można mieć. Być wolnym wewnętrznie od tego co nas zniewala. Być wolnym mentalnie, poszukiwaczem, życiowym wędrowcem. Gdybym pozostał przykuty do atrybutów (punk), nie byłoby mowy o wolności. Punk dziś to styl. 40 lat temu to była rewolucja która zmieniła kanony sztuki, mody, muzyki, myślenia…zmieniła świat. Zmieniła też mnie. Buntowałem się i chyba nigdy nie przestanę przeciw obłudzie. Bo żyjemy w czasach wyjątkowej obłudy.

Zajmujesz się również działalnością radiową, prowadzisz swój program w Radio RDC, opowiedz naszym czytelnikom coś o swojej audycji, od jak dawna ją prowadzisz? Słucham Twojej audycji i wiem, że proponujesz bardzo zróżnicowaną muzykę…
Audycję w RDC mam od 2013 roku. W każdy czwartek od 23:00. Mam ten luksus, że jest to audycja autorska, więc sam sobie jestem panem. Nie jestem zawodowym dziennikarzem, więc polegam na swoich towarzyskich kontaktach i takie też rozmowy z zapraszanymi (przeważnie) przyjaciółmi znanymi mi od lat prowadzę. Tak już mam, że najbardziej interesuje mnie kondycja człowieka jako takiego, bo wszystko co człowieka dotyczy od człowieka się zaczyna i na nim kończy. Muzyka i tekst muszą poruszać i pozostawiać po sobie coś pozytywnego. Choćby krótką refleksję. Takie mam kryteria doboru w programie „Życie jak muzyka”

Dziękuję za rozmowę
Dziękuję.

Rozmawiała Altea „Druantia” Leszczyńska