Artrosis – Odi et Amo

artrosis_cover

1. Sabat
2. Nasze Requiem
3. Odium
4. Nie zostało nic
5. Za późno by śnić
6. Odi Et Amo
7. W imię nocy
8. Błądzić ludzka rzecz
9. Laudanum

“Odi et Amo” to ósmy studyjny album zielonogórskiej formacji Artrosis nagrany w składzie Magdalena „Medeah” Stupkiewicz, Maciej Niedzielski, Grzegorz „Gregor” Piotrowski i Damian Krawczyk. Przez 20 lat istnienia zespołu zmieniał się nie tylko jego skład personalny, ewoluowało również brzmienie. Przyznam się jednak bez bicia, że kariery zespołu jakoś specjalnie nigdy nie śledziłam i wcześniej słyszałam tylko kilka piosenek z ich poprzednich płyt. Miesiąc temu redakcyjna koleżanka przesłała mi link do piosenki promującej „Odi et Amo” – „spodoba Ci się” – napisała. Utwór rzeczywiście bardzo przypadł mi do gustu i z niecierpliwością czekałam na pojawienie się tego albumu, by przekonać się czy pozostałe piosenki będą równie interesujące.
Na płycie nie brakuje melodyjnych elektronicznych piosenek, ale pobrzmiewa również mocne brzmienie gitar a także drapieżny i chwilami ostry wokal. Zespół często niesłusznie bywał porównywany do zespołu Closterkeller, tymczasem Magdalenie Stupkiewicz z jej nosową barwą głosu bliżej wokalnie do Renaty Przemyk aniżeli Anji Orthodox. Na „Odi et Amo” Artrosis wprowadza nas w bardzo osobisty świat miłości i nienawiści poprzez piękne teksty, które są największym atutem tego albumu.
Pierwszy utwór na płycie – „Sabat” rozpoczyna się gitarowym transowym riffem, po chwili słyszymy coraz ostrzejsze brzmienia gitar i znakomitą wokalizę Magdaleny Stupkiewicz – bardzo psychodeliczny początek i świetne wprowadzenie w klimat całej płyty. Kolejny utwór „Nasze requiem” jest bardzo drapieżny, zarówno w warstwie instrumentalnej jak i wokalnej (choć ja osobiście zdecydowanie wolę, gdy Medeah śpiewa delikatniej, ma wtedy naprawdę piękną barwę głosu, a takie siłowe próby wydobycia chrypki są raczej męczące zarówno dla słuchacza jak i zapewne dla samej wokalistki). Utwór z bardzo ostrego przechodzi w bardziej liryczny, zespół zabiera nas w podróż do magicznej krainy, krainy miłości i nienawiści, uczuć tak bliskich każdemu z nas. Następna piosenka – „Odium” oczarowuje mnie pięknym tekstem o nienawiści i nadziei, jak również niepokojącymi riffami gitar. Rozbrzmiewają pierwsze dźwięki „Nie zostało nic” – zamykam oczy i wsłuchuję się w głos wokalistki i smutne słowa piosenki. „Za późno by śnić” rozpoczyna się bardzo podobnym wstępem do „Sabatu” i przez to piosenka wydaje się nieco nużąca, Stupkiewicz znów niepotrzebnie stara się śpiewać schrypniętym głosem, a w efekcie śpiewa ciszej. Kolejny utwór to wreszcie tytułowy „Odi et Amo” i tym utworem zespół udowadnia, że po dwudziestu latach istnienia jest w szczytowej formie.

W tej piosence Medeah prezentuje pełną skalę swojego głosu i przepiękny, mroczny tekst, z którym nie sposób się nie utożsamiać. Tekst tak bardzo zapadł mi w pamięć, ze przytoczę tu fragment:

“Choć chciałam kochać
Odi et amo
Nie czekam na cud
Odi et amo
Przestaję czuć

W głaz zastyga serce
Nie będę płacić za twój raj
Nie chcę już więcej w okruchach wspomnień szukać nas
To bez znaczenia
Nie pytaj więc „Co będzie teraz?”
Gdy odpowiada gniew
Odi et amo…
Odi et amo…
Odi et amo…”

Kolejna piosenka to „W imię nocy”, mroczny i bardzo drapieżny utwór w warstwie gitarowej. Na koniec liryczny i najpiękniejszy na całej płycie utwór „Laudanum”, z przejmującym tekstem i nostalgicznym akompaniamentem fortepianu.
Fanką zespołu jednak nie zostanę, ale do płyty na pewno będę wracać. To według mnie jak dotąd jeden z najciekawszych polskich albumów 2015 roku i gorąco go polecam!

6 kropel krwi na 10

Altea Druantia