Listening with tears in my eyes, czyli Midge Ure w Krakowie.

Przyznam że na koncert lidera Ultravoxu ostrzyłem sobie zęby od momentu ogłoszenia, bo jakoś nigdy wcześniej nie udało mi się zobaczyć Midge Ure’a na żywo. Tak więc tym razem dzięki uprzejmości agencji Knoct Out Productions, która artystę sprowadziła do Polski na dwa koncerty (30 maja Midge grał w Warszawie), udałem się do pięknego Krakowa posłuchać jednego z moich mistrzów młodości 🙂

Midge1

Przeglądając setlistę z warszawskiego koncertu wiedziałem czego się mniej więcej spodziewać i nie zawiodłem się. Mimo tego, że koncert był krótszy niż dzień wcześniej (zabrakło akustycznego setu), to możliwość usłyszenia ukochanych przebojów Ultravoxu na żywo sprawiła, że cofnąłem się w czasie, do lat młodości kiedy to królowało w moim magnetofonie kasetowym (tak, tak o mp3 nikomu się wtedy nawet nie śniło) New Romantic. Co nam zatem ten przesympatyczny Szkot zagrał?
Koncert rozpoczął od „I See Hope In This Morning Light” i już było pięknie, a potem było jeszcze lepiej. „Dear God” jako drugi i odśpiewany przez publiczność pokazał, że Migde jest u nas bardzo lubiany. Nastepne kawałki sprawiły, że mrówki zaczęły mi biegać po plecach, a w oku zakręciła się przysłowa łezka. Usłyszeliśmy moje ukochane „Call of The Wild”, a potem rewelacyjną wersję „Fade to Grey”, przebój zespołu Visage, którego Midge Ure był członkiem. Podobno od tego nagrania się rozpoczęla era New Romantic. No i rozpoczęło się koncertowe „greatest hits”- „Passing Strangers” (genialnie zagrane), „Brilliant” – tytułowy utwór z ostatniej płyty Ultravoxu wydanej po reaktywacji w 2012 roku, „No regrets” kolejna perełka z dorobku artysty, no i przebojowe, mocne rockowe „One Small Day” z mojej ulubionej płyty „Lament”.

2

Nie ma sensu opisywać każdego kawałka po kolei, powiem tylko że artysta zagrał jeszcze m. in. „If I Was”, „Breathe”, nieśmiertelną i wspaniałą „Vienne” oraz skoczne „Love’s Great Adventure” po czym zespół zszedł ze sceny. Oczywiście nikt nie wierzył, że to koniec koncertu. Po krótkiej przerwie muzycy wyszli ponownie i Midge zaintonował mega hit Utravoxu czyli „Hymn”. Publika oszalała. Chyba nie było osoby, która by nie tańczyła i śpiewała z artystą, a refren tego hymnu wręcz wykrzyczeliśmy! Jako ostatni usłyszeliśmy chyba największy hit z repertuaru Ultravoxu, czyli „Dancing with tears in my eyes”, poprzedzone długą improwizacją gitarową. I na tym zakończył się ten wspaniały koncert, jeden z najpiękniejszych w moim życiu, bo przywołujący tyle wspomnień z lat kiedy poznawało się tę muzykę głównie z audycji nieodżałowanego Tomka Beksińskiego.

Ale nie na tym koniec atrakcji tego wieczoru. Wraz z grupą fanów ustawiliśmy się w oczekiwaniu na spotkanie z mistrzem, mimo że obsługa klubu twierdziła że Midge nie wyjdzie, postanowiliśmy wywołać artystę głośnym skandowaniem i oklaskami (i tu pozdrowienia dla sympatycznej dziewczyny, która zachęcała nas do skandowania).
I udało się! Wyszedł do nas Pan Tour Menager, oznajmił żeby ustawić się w ładnej kolejce, oraz szybko podawać płyty do podpisu i robić zdjęcia. I po chwili już mogliśmy zrobić sobie pamiątkową fotkę oraz uzyskać autograf artysty.

Podsumowując. Koncert genialny, świetnie zagrany, mnóstwo wspomnień, przysłowiowa łezka w oku i mrówki na plecach.
Dzięki Midge!!!

Darkman