Kamelot „Haven”

Kamelot-Haven

1. „Fallen star”
2. „Insomnia”
3. „Citizen Zero”
4. „Veil of Elysium”
5. „Under Grey Skies”
6. „My therapy”
7. „Ecclesia”
8. „End of Innocence”
9. „Beautiful Apocalypse”
10. „Liar Liar (Wasteland Monarchy)”
11. „Here’s to the Fall”
12. „Revolution”
13. „Haven”

„Haven” to najnowszy jedenasty album amerykańskiego zespołu Kamelot grającego symfoniczny i progresywny metal. Album zaczyna się od przepięknej piosenki z lirycznym wstępem „Fallen Star”, w której zespół udowadnia, że jej największym atutem jest obdarzony wspaniałym mocny, głosem wokalista – Tommy Karevik. W utworze „Insomnia” słyszymy niemalże speed metalowe gitary, ale w symfonicznym wydaniu. Ten utwór ukazał się na singlu.

„Citizen Zero” zaczyna się bardzo interesującą solówką gitarową, dalej utwór zagęszcza się w warstwie instrumentalnej aż do agresywnego lecz wpadającego w ucho refrenu, w trzeciej minucie utworu czeka nas niespodzianka – chór kojarzący się z symfonicznym gothic metalem a la Sirenia albo Nightwish.
W „Under grey Skies” zespół wspierają wokalnie Charlotte Wessels z Delain i na flecie Troy Donockley z Nightish. Utwór ma charakter folk metalowy i jest moim zdaniem najsłabszy i najnudniejszy na całym albumie. Ale na szczęście zespół znów odzyskuje poziom w kolejnym utworze – „My Therapy”, stanowiącym najlepszy przykład tego, czym jest progresywny metal. 44-sekundowa wstawka „Ecclesia” buduje nastrój grozy i znów budzi skojarzenia z gothic metalem. I bardzo zgrabnie przechodzi w kolejny utwór – „End of Innocence”. „Beautiful Apocalypse” zaczyna się orientalnym wstępem, to chyba jeden z najostrzejszych a zarazem najbardziej melodyjnych utworów na tym albumie. Ballada „Here’s to the Fall” mniej rozbudowana w warstwie instrumentalnej prezentuje skalę głosu wokalisty, Karevik pięknie buduje nastrój swoim śpiewem. W utworach „Liar Liar (Wasteland Monarchy)” i „Revolution” zespół wspiera wokalnie Alissa White-Gluz. Ale niestety jej growl nie pasuje do silnego wokalu Karevika i wypada odrobinę groteskowo – bardziej jak rozwścieczony szept niż growlowanie. Zamykający album tytułowy „Haven” jest kwintesencją progresywnego symfonicznego metalu, ma bardzo rozbudowaną warstwę instrumentalną i znowu możemy tu usłyszeć chór, ten krótki utwór brzmi jak temat filmowy.
Podsumowując to bardzo interesujący album, nigdy nie byłam fanką symfonicznego metalu ani progresywnego rocka, jednak ten album brzmi ciekawie nawet dla osób nie przepadających za tego typu rodzajem muzyki. Obiecuję, że następnym razem zrecenzuję jakaś płytę, która mi się nie podoba, żeby nie było, iż jestem taka słodka, wszystko mi się podoba i wszystko wysoko oceniam 😉

7 kropel krwi na 10

Altea Druantia