Sirenia “The Seventh Life Path”

Sirenia-TheSeventhLifePath

1. “Seti”
2. „Serpent”
3. „Once My Light”
4. „Elixir”
5. „Sons Of The North”
6. „Earendel”
7. „Concealed Disdain”
8. „Insania”
9. „Contemptuous Quitus”
10. „The Silver Eye”
11. „Tragedienne”
12. „Tragica” (Tragedienne Spanish Version- Bonus Track)

Na swojej najnowszej, siódmej już płycie norweski zespół Sirenia łączy gothic metal, metal symfoniczny i death metal z ogromnym wyczuciem i smakiem. Zawsze miałam zastrzeżenia do symfonicznego metalu, wydawał mi się przerostem formy nad treścią. Absolutnie nie można tego zarzucić Sirenii, ten album pozytywnie różni się od poprzednich płyt tego zespołu. „The Seventh Life Path” już od pierwszej piosenki zatytułowanej „Seti” zaprasza nas w podróż do mrocznej baśniowej krainy, ten utwór bardzo pasuje do przepięknej okładki albumu (zaprojektowanej przez Gyula Havancsac) przedstawiającej śmierć stojącą z kosą w dłoni za kobietą w białej sukni z kapturem. Śmierć i kobieta trzymają dłonie na klepsydrze, otacza je siedem kruków, siedem węży i wieniec z siedmiu róż. Alegoria zabłąkanej duszy?

Szczęśliwie dla płyty wokal Mortena Velanda dominuje nad wokalem Ailyn (Ailyn jest niestety najsłabszym ogniwem tej płyty i myślę, że zespół poradziłby sobie, gdyby ograniczyła się jedynie do chórków). Wokal Mortena ma w sobie coś death metalowego, ale nie jest to typowy growl. W utworze „Serpent” przeplatające się głosy Ailyn i Mortena są jak walka sił światła i ciemności, co daje bardzo interesujący efekt (pomimo niedostatków głosowych Ailyn i jej dość piskliwego wokalu). Kolejny utwór „Once my light” łączy elementy gothic metalu z doom metalem i ma bardzo ciekawie poprowadzoną linię gitarową, niestety ten długi bo ponad 7-minutowy utwór, może nieco przytłaczać ilością ozdobników – chóry, popowy wokal Ailyn, nawarstwiające się gitary…

„Elixir” to jak dla mnie najlepszy utwór na płycie, Morten śpiewa pełnym głosem (i prezentuje znakomite warunki wokalne) na zmianę z growlem. Zdecydowanie wolę gdy śpiewa swoim głosem – nieco schrypniętym, niskim, bardzo rozpoznawalnym. Sekcje instrumentalne jak w każdym utworze tu także są bardzo rozbudowane, ale nie przytłaczają jak w poprzednim, ta piosenka świetnie obyłoby się bez popowego wokalu Ailyn, na szczęście słyszymy ją tylko przez moment.

„Sons of the North” rozpoczyna chór, kojarzący się z muzyką kościelną, po chwili słyszymy hard rockową gitarę, a za moment symfoniczny metal i dwa chóry – męski i żeński. Po chwili wchodzi growl Velanda, wystarczy zamknąć oczy, wsłuchać się w tę muzykę i można myślami przenieść się w czasy średniowiecza do starego zamczyska położonego nad brzegiem morza… Ech, rozmarzyłam się 😉

W podobnym klimacie utrzymany jest „Earendel”, choć ten utwór w połowie przedzielony jest muzyką dawną. W „Concealed Disdain” sekcja instrumentalna bliższa jest muzyce speed aniżeli doom metalowej. Wokal Velanda przeplata się znowu ze śpiewem chóru. W „Contemptuous Quitus” słyszymy głównie Ailyn, niestety nawet towarzyszące jej chórki nie są w stanie ukryć jej niedoborów wokalnych i pseudo-operowego śpiewu. Ale za to wsłuchując się w kolejny utwór – „The Silver Eye” oczami wyobraźni możemy ujrzeć spienione morze, okręty Wikingów wyruszające by plądrować i grabić… „Tragedienne” to najbardziej liryczny utwór na płycie, Ailyn śpiewa do akompaniamentu fortepianu, niestety jej cienki głos operujący niewielką skalą nadaje temu utworowi popowo-festiwalowy charakter.

Ogólnie to bardzo dobra płyta (pomimo pewnych braków), bardzo przemyślana, stanowiąca zamkniętą całość i ogromnie   mocno oddziaływująca na wyobraźnię wrażliwszych słuchaczy (już od okładki począwszy) i dlatego koniecznie należy się z nią zapoznać.

7 kropel krwi na 10

Altea Druantia