Underfate – Seven

Underfate – Seven

a0840803312_10

Chyba pierwszy raz przyszło mi recenzować płytę instrumentalną, odpada zatem wsłuchiwanie się w teksty i można się rozkoszować samą muzyką, a naprawdę jest czym.
Debiutujący zespół Underfate, określa swoją muzykę jako post-progresywny rock zwany czasami też art-rockiem i muszę powiedzieć, że jest to sztuka na wysokim poziomie.
Album „Seven” to jest tzw. concept albumem, opowiadający historię 14-letniego chłopca budzącego się ze śpiączki, którego opowieść o tym możemy przeczytać w książeczce do płyty. Krążek zawiera 7 długich kompozycji. Pierwsza z nich „Mercury” wyłania się leniwie z ciszy otulając słuchacza dzwiękami spokojnej gitary i instrumentów klawiszowych by ok 4 minuty nabrać tempa, rytmu i sprawić, że noga sama tupie do tej muzyki. Gitara gra tutaj zdecydowanie ostrzej, pojawia się też coś na kształt solówki. Utwór kończy jakby nagle, jakby zawieszony w powietrzu. Ciekawy zabieg. Następny „Hand Print” otwierają dzwięki instrumentów klawiszowych po czym pierwszy głos przejmuje gitara. I taki też jest ten utwór, głównie gitarowy, gdzie raz słyszymy delkatne dzwięki by za chwilę uszy nasze pieścił soczysty riff, czy też solówka.

Słuchamy dalej – utwór”Entaglment”, z kolei otwiera bas, wprowadzając dość nerwowy rytm, przeplatany spokojną grą gitary i klawiszy. W utworze mamy coś jakby refren, bardzo melodyjny kontrastujący z połamanym rytmem z początku utworu. Pod koniec napięcie narasta by podobnie jak w „Mercurym” nagle zawisnąć i zostawić słuchacza w oczekiwaniu na następne dzwięki. I tak w zasadzie każdy utwór przynosi nam jakiś piękny fragment zagrany czy to na instrumentach klawiszowych czy gitarze. „Memento Box” przynosi fajny motyw klawiszowy kojarzący sie trochę z twórczością np.: Mike’a Oldfield’a (Tubular Bels). Kolejny na płycie „One Step Over”, bardzo spokojny, tajemniczy przynosi nam coś jakby bicie serca, bohatera tej opowieści, po czym powoli rozwija się do wspaniałego finału gitarowego. Najdłuższy na płycie ponad 10cio minutowy „Oobe”, w pierwszej swojej części serwuje nam spokojne dzwięki, by w połowie wybuchnąć gitarowym motywem z początku płyty, a następnie znowu uspokoić słuchacza delikatnymi uderzeniami klawiszy.Płytę zamyka „Way Out”, nie odbiegający od reszty nagrań, rozwija się we wspaniały finał, wspaniałej płyty. Album jest bardzo „równy”, nie ma tutaj ewidentnych gniotów czy słabizn. Bardzo dobrze zagrany, nagrany i wyprodukowany.
Każdy kolejny utwór przynosi kolejną porcję, pięknych dzwięków, a co za tym idzie wspaniałych wrażeń.

Podsumowując.
Muzycy z Underfate, znakomicie łączą klimaty post-rocka a la God Is an Astronaut z rockiem progresywnym i choć nie jest to do końca moja muzyka, to płyta ta mnie zauroczyła od pierwszego przesłuchania. Po skończonym odtwarzaniu chce się włączyć ją jeszcze raz i jeszcze raz …
A tymczasem rozkoszując się ta płytą, będę oczekiwać na kolejne dzieła Panów z Underfate.

Zdecydowanie 9 kropel krwi na 10
DARKman